Przeprasza, że nie było żadnego wpisu od długiego już czasu.
Miałam mały wypadek i jestem przykuta do szpitalnego łóżka
i mimo, że mam teraz dużo czasu to jednak zamknięta sama w czterech
białych ścianach nie umiem napisać chociażby jednego zdania.
Jak tylko opuszczę mury tego więzienia to od razu zabiorę się
za pisanie.
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam ^^
K-popowe Historie
:)
niedziela, 7 czerwca 2015
niedziela, 24 maja 2015
Anioł z Piekieł. cz3
Nie rozumiałem o co jej chodzi. "Pan nie może tam być. Zginiesz". Nie mogłem wyrzucić tych słów z głowy.
- Ann... - nie wiedziałem jak sformułować moje pytanie. Mimo wszystko na razie było to niczym największe wyzwanie.
Dotknąłem dłonią jej policzków, które były ciepłe od spływających po nich łez. Podniosła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Porozmawiamy o tym? - Nie chciałem jej zamęczać więc uznałem, że jeśli nie będzie na to gotowa to odłożymy to na inny czas. - Ann?
Przez jakąś chwilę siedzieliśmy w ciszy patrząc sobie głęboko w oczy.
-Mh... - usiadła krzyżując nogi. - Widzisz, nie jestem taka jak ty co pewnie już wiesz. Pochodzę z odległej planety, Patrhonus, która leży poza tym układem słonecznym. Sto lat temu całą naszą rasę wysłano z Ziemi na tą planetę, gdyż "zagrażaliśmy ludzkości". Czy w tym świecie nie ma miejsca dla innej rasy ludzi? - kolejna zła spłynęła jej po policzku. - Ja... musiałam uciec. To okropne miejsce, którym władają straszne i bezlitosne istoty. Na prawdę nie chcę cię narażać na śmierć. Przepraszam!
Wybiegła z pokoju zapłakana. Siedziałem nie wiedząc czy pobiec za nią. Jednak zostawienie jej w tej sytuacji było złym pomysłem.
Podniosłem się i wyszedłem z pomieszczenia rozglądając się czy nie siedzi, w którymś kącie.
Obszedłem już chyba cały dom dopóki nie znalazłem jej skulonej na środku pustego pokoju.
Podszedłem do niej i usiadłem by być naprzeciwko niej.
- Damy radę! Obiecuję Ci, że nie pozwolę byś wróciła na swoją planetę. - Chyba nigdy bym nie przypuszczał, że powiem kiedyś takie słowa.
Przytuliła mnie. Jej dotyk działał na mnie co najmniej kojąco. Odwzajemniłem uścisk jednak nie emocje nie wytrzymały i również zacząłem płakać.
Popatrzyła w moje zapłakane oczy i powiedziała:
- Potrzebuję Cię Jeongguk.
Nic nie mówiłem tylko jeszcze mocniej przycisnąłem ją do siebie.
- Nigdy Cię nie zostawię!
Takie wyznania wyjątkowo podkręciły atmosferę. Czułem się taki potrzebny i.... kochany.
Mimo, że nie powiedziała, że mnie kocha ja czuję gdzieś głęboko w sercu, mały płomyczek miłości, który powiększa się przy niej. Chodź słabo ją znam jestem gotów spędzić z nią resztę mojego życia.
Tydzień minął bardzo spokojnie. Wracałem do domu koło godziny 18 i siedzieliśmy czasami nawet do 3 w nocy śmiejąc się. Uwielbiam jej towarzystwo.
Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i zanieść jej śniadanie do łóżka. Teraz gdy wiem czym się żywi nie popełnię błędu.
Wszedłem po cichu do jej pokoju i najciszej jak tylko potrafiłem podeszłe do łóżka. Szturchnąłem ją w ramię. Otworzyła oczy i od razu się uśmiechnęła.
- Dzień Dobry Ann. Jak spałaś ? - mówiąc to położyłem jej na kolanach przygotowaną przeze mnie potrawę. - Spróbuj. Bardzo się starałem...
Wzięła jeden kęs do ust. Z bezgraniczną uwagą patrzyłem na jej usta, które po przełknięciu uśmiechnęły się do mnie.
- Pyszne! Bardzo dziękuję.
Przytuliła mnie. Nie zostając dłużnym przytuliłem ją o wiele mocniej.
Po zjedzonym śniadaniu zapytałem czy chce pójść ze mną na spacer.
- Tak Tak Tak! Chodźmy!
Chwyciła mnie za rękę i wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z mieszkania nawet nie zamykając drzwi na klucz. Ale kto by się w takim momencie przejmował kluczami?
Początkowo miał to być zwyczajny spacer po parku lecz zauważyłem plakat, na którym było ogłoszone, że w dniu dzisiejszym niedaleko mojego domu rozbiło się wesołe miasteczko. Ann była bardzo szczęśliwa.
Nie chciałem jej zawieść i po chwili byliśmy już w drodze.
~~~~~~
Trochę to przeszło w miłosny nastrój czyż nie ? ^^
Ale chyba tak też jest dobrze ;3
- Ann... - nie wiedziałem jak sformułować moje pytanie. Mimo wszystko na razie było to niczym największe wyzwanie.
Dotknąłem dłonią jej policzków, które były ciepłe od spływających po nich łez. Podniosła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Porozmawiamy o tym? - Nie chciałem jej zamęczać więc uznałem, że jeśli nie będzie na to gotowa to odłożymy to na inny czas. - Ann?
Przez jakąś chwilę siedzieliśmy w ciszy patrząc sobie głęboko w oczy.
-Mh... - usiadła krzyżując nogi. - Widzisz, nie jestem taka jak ty co pewnie już wiesz. Pochodzę z odległej planety, Patrhonus, która leży poza tym układem słonecznym. Sto lat temu całą naszą rasę wysłano z Ziemi na tą planetę, gdyż "zagrażaliśmy ludzkości". Czy w tym świecie nie ma miejsca dla innej rasy ludzi? - kolejna zła spłynęła jej po policzku. - Ja... musiałam uciec. To okropne miejsce, którym władają straszne i bezlitosne istoty. Na prawdę nie chcę cię narażać na śmierć. Przepraszam!
Wybiegła z pokoju zapłakana. Siedziałem nie wiedząc czy pobiec za nią. Jednak zostawienie jej w tej sytuacji było złym pomysłem.
Podniosłem się i wyszedłem z pomieszczenia rozglądając się czy nie siedzi, w którymś kącie.
Obszedłem już chyba cały dom dopóki nie znalazłem jej skulonej na środku pustego pokoju.
Podszedłem do niej i usiadłem by być naprzeciwko niej.
- Damy radę! Obiecuję Ci, że nie pozwolę byś wróciła na swoją planetę. - Chyba nigdy bym nie przypuszczał, że powiem kiedyś takie słowa.
Przytuliła mnie. Jej dotyk działał na mnie co najmniej kojąco. Odwzajemniłem uścisk jednak nie emocje nie wytrzymały i również zacząłem płakać.
Popatrzyła w moje zapłakane oczy i powiedziała:
- Potrzebuję Cię Jeongguk.
Nic nie mówiłem tylko jeszcze mocniej przycisnąłem ją do siebie.
- Nigdy Cię nie zostawię!
Takie wyznania wyjątkowo podkręciły atmosferę. Czułem się taki potrzebny i.... kochany.
Mimo, że nie powiedziała, że mnie kocha ja czuję gdzieś głęboko w sercu, mały płomyczek miłości, który powiększa się przy niej. Chodź słabo ją znam jestem gotów spędzić z nią resztę mojego życia.
Tydzień minął bardzo spokojnie. Wracałem do domu koło godziny 18 i siedzieliśmy czasami nawet do 3 w nocy śmiejąc się. Uwielbiam jej towarzystwo.
Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i zanieść jej śniadanie do łóżka. Teraz gdy wiem czym się żywi nie popełnię błędu.
Wszedłem po cichu do jej pokoju i najciszej jak tylko potrafiłem podeszłe do łóżka. Szturchnąłem ją w ramię. Otworzyła oczy i od razu się uśmiechnęła.
- Dzień Dobry Ann. Jak spałaś ? - mówiąc to położyłem jej na kolanach przygotowaną przeze mnie potrawę. - Spróbuj. Bardzo się starałem...
Wzięła jeden kęs do ust. Z bezgraniczną uwagą patrzyłem na jej usta, które po przełknięciu uśmiechnęły się do mnie.
- Pyszne! Bardzo dziękuję.
Przytuliła mnie. Nie zostając dłużnym przytuliłem ją o wiele mocniej.
Po zjedzonym śniadaniu zapytałem czy chce pójść ze mną na spacer.
- Tak Tak Tak! Chodźmy!
Chwyciła mnie za rękę i wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z mieszkania nawet nie zamykając drzwi na klucz. Ale kto by się w takim momencie przejmował kluczami?
Początkowo miał to być zwyczajny spacer po parku lecz zauważyłem plakat, na którym było ogłoszone, że w dniu dzisiejszym niedaleko mojego domu rozbiło się wesołe miasteczko. Ann była bardzo szczęśliwa.
Nie chciałem jej zawieść i po chwili byliśmy już w drodze.
~~~~~~
Trochę to przeszło w miłosny nastrój czyż nie ? ^^
Ale chyba tak też jest dobrze ;3
czwartek, 21 maja 2015
Anioł z Piekieł. cz2
Patrzyła na mnie dość otępiałym wzrokiem. W mgnieniu oka jej wyraz twarzy się zmienił. Wyglądała na wystraszoną. Spojrzała na nieżywe już zwierze i rzucając nim z przerażeniem na ziemie i rozpłakała się. Szybko wstała i podbiegła do mnie łapiąc mnie w pasie. Przytuliła się do mojej klatki piersiowej i ciężko oddychając płakała.
- Kim jesteś? - zapytałem po raz kolejny, bo oczywiście wtedy nie doczekałem się odpowiedzi.
Nic nie odpowiedziała. W sumie to spodziewałem się tego.
- Wracajmy do domu. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Nie wiem czemu tak zareagowałem. Jakaś laska z kosmosu zżera na moich oczach małego psa a ja zapraszam ją do domu. Coś w niej było... gdyby tylko wiedział co.
Nastał wieczór. Niebo spowiły czarne chmury. Kończyliśmy właśnie jeść kolację. A raczej ja. Ona nie chciała. Mały czworonogi przyjaciel najwyraźniej jej wystarczył. Napuściłem jej wody do wanny i poszła się wykąpać. W tym czasie pościeliłem jej łóżko i przygotowałem cieplutkie kapcie przed drzwiami łazienki. Gdy wyszła i założyła cieplutkie papcie zaprowadziłem ją do pokoju, w którym miała spędzić tą noc.
Weszła pod kołdrę i przykryła się aż po czubek nosa. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na nią. Była bardzo ładna. Blask księżyca cudownie podkreślał kolor jej oczu. Popatrzyła na mnie zdziwiona. Speszyłem się i wstałem w pośpiechu chcąc opuścić ten pokój. Jednak coś mnie zatrzymało. Nie coś a ktoś. Jej ciepła dłoń oplotła moją. Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na nią. Przyciągnęła mnie z powrotem do łóżka więc znowu znalazłem się w pozycji siedzącej.
Patrzyłem jak wtulona w moją dłoń zasypia. Byłem szczęśliwy. Czułem się jej bardzo potrzebny. Nie mogłem zawieźć.
Obudziły mnie promienie słońca. Był przepiękny poranek. Z wielką chęcią wstałem i zacząłem robić śniadanie. Nie wiedziałem czy moja nowa współlokatorka będzie jadła więc po ciuchu wszedłem do jej pokoju. Jeszcze spała. Zbudziłem ją lekko szturchając w ramie.
- Czy... zjesz ze mną śniadanie?
Czy ona wgl umie mówić? Chyba nie bo jak zawsze była milcząca. Ta cisza jest potworna.
Wstała i przeszła ze mną do kuchni.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywasz?
Była długa cisza.
- No to chyba się..
- Ann.
Znieruchomiałem.
- Ty... ty umiesz mówić. Czemu wcześniej nic nie mówiłaś?
No tak, i tak przerażająca cisza. Poznałem jej imię. Czy to już jakiś krok w przód?
Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy na krótki spacer. Chciałem pokazać jej okolicę.
- Tutaj jest park a tutaj moja ulubiona kawiarnia a tu... - zatrzymałem się.
W miejscu, w którym był dom mojego najlepszego przyjaciela był krater. Patrzyłem nie wiedząc o co chodzi.
- To.. To niemożliwe! - upadłem na kolana. Miałem łzy w oczach.
Ann zachwiała się. Popatrzyła na mnie z przerażeniem. Chwyciła mnie za rękę i wystartowała w stronę naszego domu tak szybko, że przez kilka sekund po prostu turlałem się po ziemi.
- Ann! O co tu chodzi?! Czemu to zrobiłaś? - Nie wiedziałem o co jej chodziło. Jakby zobaczyła ducha.
Popłakała się. Nie mogłem na to patrzeć i odruchowo zniżyłem się do niej przytulając ją.
- Nie płacz. Proszę nie płacz.
- Pan nie może tam być. Zginiesz. - powiedziała łkając.
- Kim jesteś? - zapytałem po raz kolejny, bo oczywiście wtedy nie doczekałem się odpowiedzi.
Nic nie odpowiedziała. W sumie to spodziewałem się tego.
- Wracajmy do domu. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Nie wiem czemu tak zareagowałem. Jakaś laska z kosmosu zżera na moich oczach małego psa a ja zapraszam ją do domu. Coś w niej było... gdyby tylko wiedział co.
Nastał wieczór. Niebo spowiły czarne chmury. Kończyliśmy właśnie jeść kolację. A raczej ja. Ona nie chciała. Mały czworonogi przyjaciel najwyraźniej jej wystarczył. Napuściłem jej wody do wanny i poszła się wykąpać. W tym czasie pościeliłem jej łóżko i przygotowałem cieplutkie kapcie przed drzwiami łazienki. Gdy wyszła i założyła cieplutkie papcie zaprowadziłem ją do pokoju, w którym miała spędzić tą noc.
Weszła pod kołdrę i przykryła się aż po czubek nosa. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na nią. Była bardzo ładna. Blask księżyca cudownie podkreślał kolor jej oczu. Popatrzyła na mnie zdziwiona. Speszyłem się i wstałem w pośpiechu chcąc opuścić ten pokój. Jednak coś mnie zatrzymało. Nie coś a ktoś. Jej ciepła dłoń oplotła moją. Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na nią. Przyciągnęła mnie z powrotem do łóżka więc znowu znalazłem się w pozycji siedzącej.
Patrzyłem jak wtulona w moją dłoń zasypia. Byłem szczęśliwy. Czułem się jej bardzo potrzebny. Nie mogłem zawieźć.
Obudziły mnie promienie słońca. Był przepiękny poranek. Z wielką chęcią wstałem i zacząłem robić śniadanie. Nie wiedziałem czy moja nowa współlokatorka będzie jadła więc po ciuchu wszedłem do jej pokoju. Jeszcze spała. Zbudziłem ją lekko szturchając w ramie.
- Czy... zjesz ze mną śniadanie?
Czy ona wgl umie mówić? Chyba nie bo jak zawsze była milcząca. Ta cisza jest potworna.
Wstała i przeszła ze mną do kuchni.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywasz?
Była długa cisza.
- No to chyba się..
- Ann.
Znieruchomiałem.
- Ty... ty umiesz mówić. Czemu wcześniej nic nie mówiłaś?
No tak, i tak przerażająca cisza. Poznałem jej imię. Czy to już jakiś krok w przód?
Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy na krótki spacer. Chciałem pokazać jej okolicę.
- Tutaj jest park a tutaj moja ulubiona kawiarnia a tu... - zatrzymałem się.
W miejscu, w którym był dom mojego najlepszego przyjaciela był krater. Patrzyłem nie wiedząc o co chodzi.
- To.. To niemożliwe! - upadłem na kolana. Miałem łzy w oczach.
Ann zachwiała się. Popatrzyła na mnie z przerażeniem. Chwyciła mnie za rękę i wystartowała w stronę naszego domu tak szybko, że przez kilka sekund po prostu turlałem się po ziemi.
- Ann! O co tu chodzi?! Czemu to zrobiłaś? - Nie wiedziałem o co jej chodziło. Jakby zobaczyła ducha.
Popłakała się. Nie mogłem na to patrzeć i odruchowo zniżyłem się do niej przytulając ją.
- Nie płacz. Proszę nie płacz.
- Pan nie może tam być. Zginiesz. - powiedziała łkając.
wtorek, 12 maja 2015
Anioł Z Piekieł. cz1
Kolejne długie opowiadanie :)
Mimo, że były tylko 2 to jakoś nie mam ochoty pisać One-Shot'ów ..
A Wy jak myślicie? :)
Tak czy tak zapraszam do komentowania.
Miłego czytania! :3
~~~~~~~~~~~~
Obudziłem się w środku nocy. Była dokładnie 3 nad ranem. Dom świecił pustkami. Mieszkałem sam odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Blask pełni księżyca nie dawał mi spać. Kolejna pełnia oznacza kolejną nieprzespaną nockę. Z przyzwyczajenia obróciłem się w stronę okna i patrzyłem na ten piękny duży punkt na niebie. Wydawał się być tak blisko. Mógłbym go dotknąć.
Patrząc na różne gwiazdy jedna zdawała się przybliżać. Była wyjątkowa. Świeciła najmocniej i była największa.
- Gdybym mógł zobaczyć Cię z bliska...
Bardzo lubiłem wpatrywać się w tą nieodkrytą przestrzeń jaką jest najdalsza część kosmosu.
To dziwne. Ta gwiazda na prawdę była coraz bliżej. Jej blask wyraźnie był mocniejszy. Obserwowałem ją jeszcze kilka minut.
Poraziło mnie. Była blisko. Widziałem ją. Spada na ziemie. Ale czy to możliwe?!
Rozlega się wielki huk.
- Co do... - urwałem. To co zobaczyłem...
Kometa? Gwiazda? Kawałek nieba?
Przez całą moją posesję przebiegała linia, wyryta jak przez biegnące stado nieokrzesanych zwierząt . Na jej końcu coś leżało.
Bałem się ale jednak ciekawość wzięła w górę. Nie zastanawiając się ostrożnie podszedłem. Serce biło mi jak szalone.
Ujrzałem dziewczynę. Była naga. Miała bardzo długie, aż za pas, różowe włosy.
Oniemiałem.
- Co mam teraz począć? - mówiłem sam do siebie. - Zadzwonić na policję? Nie... Bo co powiem? "Jakaś naga laska zleciała z nieba przyjedźcie tu!" ????
Nie mając zbytniego wyboru poszedłem bliżej i wziąłem ją na ręce. Od czasu tego wypadku w domu była masa zbędnych pomieszczeń. Zaniosłem nową przybyszkę do jednego z nich i położyłem na łóżku. Poszedłem do garderoby szukając jakiś ubrań, które mogłyby być w jej rozmiarze. Znalazłem kilka, które mogą być dobre i po pójściu do pokoju, w którym się znajdowała zacząłem ją ubierać.
Nie wiem co skłoniło mnie do takie postępowania. Mogłem ją zostawić lub zadzwonić na policję czy coś w tym stylu jednak jakaś nieopisana siła kazała mi się nią zaopiekować.
Leżała tak przez 3 dni. Wziąłem wolne z pracy by móc przy niej być gdy się obudzi.
Będąc sama w obcym domu mogłaby doznać szoku.
Koło południa, gdy zacząłem robić obiad usłyszałem krzyk dochodzący z pokoju nowej współlokatorki.
Pobiegłem ile sił w nogach i szybko otworzyłem drzwi.
Stała na środku pokoju. Jedną nogę miała ugiętą a ręce trzymała za sobą. Nic nie mówiła.
- Y... Cześć! Ja jestem, y.. jestem Jeon Jeongguk! Możesz mi mówić Kookie. - trochę się jąkałem.
Dalej nic nie mówiła. Patrzyłem na nią z nadzieją, że coś powie. Nie miałem pojęcia czy się odezwać.
- Zrobiłem obiad. Czy... chcesz go ze mną zjeść? - spytałem.
Dalej nic nie mówiąc skinęła głową i podeszła do mnie łapiąc mnie mocno za rękę. Była nawet słodka.
Pokazałem jej gdzie może usiąść i nałożyłem przygotowane przeze mnie danie.
- Wiem, że Gordonem nie jestem ale na prawdę się starałem. - powiedziałem widząc jak dziewczyna wykrzywia się. Chyba jej nie smakuje.
Wzięła kolejny kęs i zaczęła kaszleć. Wyglądało to jakby się krztusiła. Wstała energicznie z krzesła przewracając je do tyłu na podłogę.
Wypluła całe jedzenie, które miała w jamie ustnej.
- Ja, przepraszam. Nie wiedziałem, że tak bardzo tego nie lubisz.
Zrobiło mi się na prawdę głupio. Aż takie niedobre jedzenie robię, że ludzie się nim dławią z obrzydzenia?!
Dziewczyna podeszła do lodówki i otworzyła ją omal nie wyrywając drzwiczek. Wydaje się być wkurzona. Wszystko robi bardzo energicznie.
Zaczęła ciężko oddychać i trzasnęła. Popatrzyła na mnie po czym zaczęła otwierać drzwi wszystkich półek i szafek jakie tylko znajdują się w kuchni wysypując i rozwalając po całym pomieszczeniu ich zawartość.
- Przestań! - krzyknąłem. Podbiegłem i złapałem ją za rękę.
Obróciła się w moją stronę. Jej źrenice były bardzo małe. Wyglądała upiornie.
Syknęła na mnie i wyrwała mi swoją rękę. Wybiegła z domu.
Nie wiem co mną pokierowało, że pobiegłem za nią.
Po kilku minutach zgubiłem ją z pola widzenia. Chodziłem i szukałem jej po całej miejscowości.
- Gdzie jesteś!? - mruknąłem pod nosem. Miałem już dość tej zabawy.
Nagle usłyszałem w parku obok jęk. Podbiegłem z nadzieją, że to ona.
Tak, to była ona. Klęczała. Twarz miała blisko ziemi.
Podszedłem bliżej nie za bardzo rozumiejąc co ona właściwie robi.
Odwróciła się do mnie. Zęby miała zatopione w miękkim ciele małego pieska. Odgryzła kawałek jego brzucha. Przeżuła go i połknęła. Wstała i obróciła się w moją stronę.
Po jej twarzy spływały krople krwi tego niewinnego zwierzęcia.
Nie mogłem zrozumieć co tu właściwie zaszło
- Kim Ty jesteś?
~~~~~~~~
Brutalne tylko trochę ^^ ;3
Piszcie komentarze chcę wiedzieć
co sądzicie i czy jest sens to pisać ;3
pozdrawiam <33
Mimo, że były tylko 2 to jakoś nie mam ochoty pisać One-Shot'ów ..
A Wy jak myślicie? :)
Tak czy tak zapraszam do komentowania.
Miłego czytania! :3
~~~~~~~~~~~~
Obudziłem się w środku nocy. Była dokładnie 3 nad ranem. Dom świecił pustkami. Mieszkałem sam odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Blask pełni księżyca nie dawał mi spać. Kolejna pełnia oznacza kolejną nieprzespaną nockę. Z przyzwyczajenia obróciłem się w stronę okna i patrzyłem na ten piękny duży punkt na niebie. Wydawał się być tak blisko. Mógłbym go dotknąć.
Patrząc na różne gwiazdy jedna zdawała się przybliżać. Była wyjątkowa. Świeciła najmocniej i była największa.
- Gdybym mógł zobaczyć Cię z bliska...
Bardzo lubiłem wpatrywać się w tą nieodkrytą przestrzeń jaką jest najdalsza część kosmosu.
To dziwne. Ta gwiazda na prawdę była coraz bliżej. Jej blask wyraźnie był mocniejszy. Obserwowałem ją jeszcze kilka minut.
Poraziło mnie. Była blisko. Widziałem ją. Spada na ziemie. Ale czy to możliwe?!
Rozlega się wielki huk.
- Co do... - urwałem. To co zobaczyłem...
Kometa? Gwiazda? Kawałek nieba?
Przez całą moją posesję przebiegała linia, wyryta jak przez biegnące stado nieokrzesanych zwierząt . Na jej końcu coś leżało.
Bałem się ale jednak ciekawość wzięła w górę. Nie zastanawiając się ostrożnie podszedłem. Serce biło mi jak szalone.
Ujrzałem dziewczynę. Była naga. Miała bardzo długie, aż za pas, różowe włosy.
Oniemiałem.
- Co mam teraz począć? - mówiłem sam do siebie. - Zadzwonić na policję? Nie... Bo co powiem? "Jakaś naga laska zleciała z nieba przyjedźcie tu!" ????
Nie mając zbytniego wyboru poszedłem bliżej i wziąłem ją na ręce. Od czasu tego wypadku w domu była masa zbędnych pomieszczeń. Zaniosłem nową przybyszkę do jednego z nich i położyłem na łóżku. Poszedłem do garderoby szukając jakiś ubrań, które mogłyby być w jej rozmiarze. Znalazłem kilka, które mogą być dobre i po pójściu do pokoju, w którym się znajdowała zacząłem ją ubierać.
Nie wiem co skłoniło mnie do takie postępowania. Mogłem ją zostawić lub zadzwonić na policję czy coś w tym stylu jednak jakaś nieopisana siła kazała mi się nią zaopiekować.
Leżała tak przez 3 dni. Wziąłem wolne z pracy by móc przy niej być gdy się obudzi.
Będąc sama w obcym domu mogłaby doznać szoku.
Koło południa, gdy zacząłem robić obiad usłyszałem krzyk dochodzący z pokoju nowej współlokatorki.
Pobiegłem ile sił w nogach i szybko otworzyłem drzwi.
Stała na środku pokoju. Jedną nogę miała ugiętą a ręce trzymała za sobą. Nic nie mówiła.
- Y... Cześć! Ja jestem, y.. jestem Jeon Jeongguk! Możesz mi mówić Kookie. - trochę się jąkałem.
Dalej nic nie mówiła. Patrzyłem na nią z nadzieją, że coś powie. Nie miałem pojęcia czy się odezwać.
- Zrobiłem obiad. Czy... chcesz go ze mną zjeść? - spytałem.
Dalej nic nie mówiąc skinęła głową i podeszła do mnie łapiąc mnie mocno za rękę. Była nawet słodka.
Pokazałem jej gdzie może usiąść i nałożyłem przygotowane przeze mnie danie.
- Wiem, że Gordonem nie jestem ale na prawdę się starałem. - powiedziałem widząc jak dziewczyna wykrzywia się. Chyba jej nie smakuje.
Wzięła kolejny kęs i zaczęła kaszleć. Wyglądało to jakby się krztusiła. Wstała energicznie z krzesła przewracając je do tyłu na podłogę.
Wypluła całe jedzenie, które miała w jamie ustnej.
- Ja, przepraszam. Nie wiedziałem, że tak bardzo tego nie lubisz.
Zrobiło mi się na prawdę głupio. Aż takie niedobre jedzenie robię, że ludzie się nim dławią z obrzydzenia?!
Dziewczyna podeszła do lodówki i otworzyła ją omal nie wyrywając drzwiczek. Wydaje się być wkurzona. Wszystko robi bardzo energicznie.
Zaczęła ciężko oddychać i trzasnęła. Popatrzyła na mnie po czym zaczęła otwierać drzwi wszystkich półek i szafek jakie tylko znajdują się w kuchni wysypując i rozwalając po całym pomieszczeniu ich zawartość.
- Przestań! - krzyknąłem. Podbiegłem i złapałem ją za rękę.
Obróciła się w moją stronę. Jej źrenice były bardzo małe. Wyglądała upiornie.
Syknęła na mnie i wyrwała mi swoją rękę. Wybiegła z domu.
Nie wiem co mną pokierowało, że pobiegłem za nią.
Po kilku minutach zgubiłem ją z pola widzenia. Chodziłem i szukałem jej po całej miejscowości.
- Gdzie jesteś!? - mruknąłem pod nosem. Miałem już dość tej zabawy.
Nagle usłyszałem w parku obok jęk. Podbiegłem z nadzieją, że to ona.
Tak, to była ona. Klęczała. Twarz miała blisko ziemi.
Podszedłem bliżej nie za bardzo rozumiejąc co ona właściwie robi.
Odwróciła się do mnie. Zęby miała zatopione w miękkim ciele małego pieska. Odgryzła kawałek jego brzucha. Przeżuła go i połknęła. Wstała i obróciła się w moją stronę.
Po jej twarzy spływały krople krwi tego niewinnego zwierzęcia.
Nie mogłem zrozumieć co tu właściwie zaszło
- Kim Ty jesteś?
~~~~~~~~
Brutalne tylko trochę ^^ ;3
Piszcie komentarze chcę wiedzieć
co sądzicie i czy jest sens to pisać ;3
pozdrawiam <33
niedziela, 10 maja 2015
One-Shot ~ Zróbmy to.
Gatunek: One-sho, Yaoi
Głowni bohaterowie: Chen, Kris [EXO]

~~~~~~
- Żryjcie to! - krzyknął nasz Pan rzucając w nas kilkoma kromkami chleba. - Więcej nie będzie dopóki się nie złamiecie.
Dokładnie miesiąc temu ja i Kris zostaliśmy porwani i zniewoleni. Siedzieliśmy nadzy w małej, stalowej klatce. Torturowani i głodzeni. Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie się znajdujemy ani jak się tu dostaliśmy. Ostatnie co nam przychodzi na myśl to dość ostra impreza w jakimś nocnym klubie. Było tam dużo groźnych typa. Upiliśmy się i obudziliśmy rozebrani, właśnie w tym miejscu. Mimo upływu czasu dalej się siebie krępujemy. Nie tak jak na początku, ale jednak bycie bez ubrań przy koledze z zespołu to dość krępująca sprawa. Ale nie o tym... Nasz oprawca karmi nas raz dziennie, kromką suchego chleba. Nasze bycie tu zależy od tego, czy zdobędziemy się na odwagę i wypełnimy jego chore fantazje. Jebany zbok.
- Kris, co zrobimy? - spytałem przeżuwając kawałek chleba.
Kris ledwo się trzymał. W jego oczach widać było strach i przygnębienie.
- Wiesz, że jestem gotowy zrobić wszystko by się stąd wydostać. - powiedziałem z nadzieją, że może wreszcie uzyskam od niego dokładną odpowiedź.
Nie otrzymałem jej. Spędziliśmy tak kolejny dzień. Rano ten przybity głodem fagas zabrał Krisa. Jak już mówiłem torturował nas z nadzieją, że się złamiemy. Kris nie dawał za wygraną i wszystko znosił: Nadcinanie skóry, bicie, rzucanie na wszystkie strony, kaleczenie na wiele sposobów. Ze mną było gorzej... Od 2 tygodni wszystko bolało mnie 3x bardziej. Ból był niewyobrażalny.
Kris wrócił. Był cały siny.
- Zróbmy to. - powiedział.
Bez zastanowienia zawołałem naszego kochającego opiekuna i powiedziałem:
- Czy jeśli zrobimy co każesz to wypuścisz nas?
- Tak! Mówiłem to na samym początku.. - śmiał się.
- Kris... jutro z samego rana?
Nic nie mówiąc pokręcił głową zgadzając się. Oboje mieliśmy tego dość.
*Następnego Dnia*
- Chen! Wstawaj, już czas.
Obudził mnie łagodny głos Krisa. Zawsze mnie tak łagodnie budził. Kochałem to w nim. Był bardzo delikatny, dorosły i rozsądny. Totalnie w moim typie.
Usiadłem i popatrzyłem na chłopaka. Bałem się i to bardzo. Nie wiedzieliśmy do czego ten psychopata nas zmusi. Ale biorąc pod uwagę naszą nagość... można było wysnuć podejrzenia.
Kris widząc moje zmartwienie przytulił mnie i powiedział:
- Nie bój się, jestem z Tobą prawda? - lekko się uśmiechając przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zaczerwieniłem się.
- Dobra chłopaki po kolei wychodzić. - otworzył naszą klatkę. Kris wyszedł pierwszy, po czym klatka znowu była zamknięta.
Przymocował jego nogi do podłoża a ręce zawiązał liną przyczepioną do sufitu.
- Teraz ty. - powiedział podchodząc do miejsca, w którym przez jakąś chwilę czułem się jakoś dziwnie bezpiecznie. - No wyłaź!
Ciągnąc mnie za rękę usadowił przed Krisem.
- Daj łapę!
Podałem mu. Od razu przykuł mnie za nią do podłogi. Byłem bardzo blisko chłopaka, którego w ostatnim czasie zacząłem darzyć szczególny uczuciem. Gościu usiadł sobie na krześle obok.
- Zaczynajcie.
- Ale ... co mamy robić? - byłem zdziwiony. Nie do końca chyba zrozumiałem jego polecenie.
- Kurwa... - wstał i podszedł do nas. Chwycił mnie za głowę otwierając szeroko moją buzię i pchnął w stronę przyrodzenia Krisa. Jego skarb znalazł się w moich ustach.
- Tak! Super. A teraz spróbuj sam. - puścił moją głowę. Musiałem ro zrobić. Odsunąłem się na chwilę.
- Przepraszam. - i ponownie wziąłem się za daną mi robotę.
Najpierw delikatnie muskałem językiem koniec jego członka. Podniecił się wydając z siebie ciche odgłosy. Jego członek podnosił się. Widząc, że mój Pan chce więcej przyspieszyłem. Widząc, że jest już u kresu wytrzymałości, robiłem to najszybciej jak mogłem. Po kilku sekundach odsunąłem się by nie łykać jego spermy. Posapując popatrzył mi prosto w oczy.
Nasz oprawca podszedł do nas i zmienił pozycję Krisa. Jego ręce były teraz wolne. Wrócił na swoje miejsce.
- Kris. Teraz twoja kolej. Bądź grzecznym seme.
- Ja... to mój... - nie potrafiłem tego powiedzieć.
- To twój pierwszy raz? - spytał Kris łagodnym tonem.
Pokiwałem głową potakując.
- Obiecuję, postaram się być delikatny.
Nasze usta złączyły się w delikatnym i namiętnym pocałunku. Całował moją dolną wargę po czym zaczął schodzić w stronę szyi zostawiając na niej malinki w najbardziej czułych miejscach. Następnie zaczął całować moje obojczyki i patrząc mi w oczy znów zaczął mnie namiętnie całować.
Odsunął się i zmoczył wskazujący palec i włożył go w mój otwór.
Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem.
- Kris..
Włożył kolejny palec i zaczął poruszać się szybciej. Moje ciało wygięło się lekko i przestało dopiero gdy znowu mnie pocałował.
Trzeci palec. Jęknąłem podczas naszego pocałunku. Był widocznie podniecony. Mimo przymusu?
- No już! Ile mam czekać?! - krzyknął co trochę wybiło nas z rytmu.
Kris rozszerzył moje nogi.
- Gotowy?
- Gotowy.
Wszedł we mnie. Złapałem się ręką za usta by nie wydobyć z siebie żadnych podniecających dźwięków. Jednak nie udało mi się to i z każdym momentem przyspieszenia posapywałem i jęczałem.
Mimo wszystko było mi dobrze a ból powoli zamieniał się w rozkosz.
- Ja... ja już nie wytrzymam! Ah.. Kris!!
Spuściłem się a chwilę po tym on zrobił to we mnie.
Padliśmy na siebie wycieńczeni. Spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się.
- Macie! - rzucił nam klucz od kajdanek, którymi byliśmy przymocowani do podłoża. Za chwilę dał nam też nasze ciuchy. Ubraliśmy się i już mieliśmy wychodzić. Kris wstał i podał mi rękę by mi pomóc.
- Nie..
Złapał mnie za rękę i przymusowo podniósł do góry.
- Ahhh! - krzycząc to-upadłem. - Mój tyłek! Miałeś być delikatny.
Zaśmiał się nic nie mówiąc.
- No spierdalać zanim się rozmyślę! - wrzeszczał na nas.
Mój mały książę wziął mnie na ręce i wyprowadził z budynku. Wezwał taxi i pojechaliśmy prosto do najbliższego hotelu gdzie po krótkim odpoczynku znowu to zrobiliśmy.
To niemiłe wspomnienie na zawsze złączyło nasze serca, które teraz były przepełnione miłością.
- Kocham Cię Chen.
Głowni bohaterowie: Chen, Kris [EXO]

~~~~~~
- Żryjcie to! - krzyknął nasz Pan rzucając w nas kilkoma kromkami chleba. - Więcej nie będzie dopóki się nie złamiecie.
Dokładnie miesiąc temu ja i Kris zostaliśmy porwani i zniewoleni. Siedzieliśmy nadzy w małej, stalowej klatce. Torturowani i głodzeni. Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie się znajdujemy ani jak się tu dostaliśmy. Ostatnie co nam przychodzi na myśl to dość ostra impreza w jakimś nocnym klubie. Było tam dużo groźnych typa. Upiliśmy się i obudziliśmy rozebrani, właśnie w tym miejscu. Mimo upływu czasu dalej się siebie krępujemy. Nie tak jak na początku, ale jednak bycie bez ubrań przy koledze z zespołu to dość krępująca sprawa. Ale nie o tym... Nasz oprawca karmi nas raz dziennie, kromką suchego chleba. Nasze bycie tu zależy od tego, czy zdobędziemy się na odwagę i wypełnimy jego chore fantazje. Jebany zbok.
- Kris, co zrobimy? - spytałem przeżuwając kawałek chleba.
Kris ledwo się trzymał. W jego oczach widać było strach i przygnębienie.
- Wiesz, że jestem gotowy zrobić wszystko by się stąd wydostać. - powiedziałem z nadzieją, że może wreszcie uzyskam od niego dokładną odpowiedź.
Nie otrzymałem jej. Spędziliśmy tak kolejny dzień. Rano ten przybity głodem fagas zabrał Krisa. Jak już mówiłem torturował nas z nadzieją, że się złamiemy. Kris nie dawał za wygraną i wszystko znosił: Nadcinanie skóry, bicie, rzucanie na wszystkie strony, kaleczenie na wiele sposobów. Ze mną było gorzej... Od 2 tygodni wszystko bolało mnie 3x bardziej. Ból był niewyobrażalny.
Kris wrócił. Był cały siny.
- Zróbmy to. - powiedział.
Bez zastanowienia zawołałem naszego kochającego opiekuna i powiedziałem:
- Czy jeśli zrobimy co każesz to wypuścisz nas?
- Tak! Mówiłem to na samym początku.. - śmiał się.
- Kris... jutro z samego rana?
Nic nie mówiąc pokręcił głową zgadzając się. Oboje mieliśmy tego dość.
*Następnego Dnia*
- Chen! Wstawaj, już czas.
Obudził mnie łagodny głos Krisa. Zawsze mnie tak łagodnie budził. Kochałem to w nim. Był bardzo delikatny, dorosły i rozsądny. Totalnie w moim typie.
Usiadłem i popatrzyłem na chłopaka. Bałem się i to bardzo. Nie wiedzieliśmy do czego ten psychopata nas zmusi. Ale biorąc pod uwagę naszą nagość... można było wysnuć podejrzenia.
Kris widząc moje zmartwienie przytulił mnie i powiedział:
- Nie bój się, jestem z Tobą prawda? - lekko się uśmiechając przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zaczerwieniłem się.
- Dobra chłopaki po kolei wychodzić. - otworzył naszą klatkę. Kris wyszedł pierwszy, po czym klatka znowu była zamknięta.
Przymocował jego nogi do podłoża a ręce zawiązał liną przyczepioną do sufitu.
- Teraz ty. - powiedział podchodząc do miejsca, w którym przez jakąś chwilę czułem się jakoś dziwnie bezpiecznie. - No wyłaź!
Ciągnąc mnie za rękę usadowił przed Krisem.
- Daj łapę!
Podałem mu. Od razu przykuł mnie za nią do podłogi. Byłem bardzo blisko chłopaka, którego w ostatnim czasie zacząłem darzyć szczególny uczuciem. Gościu usiadł sobie na krześle obok.
- Zaczynajcie.
- Ale ... co mamy robić? - byłem zdziwiony. Nie do końca chyba zrozumiałem jego polecenie.
- Kurwa... - wstał i podszedł do nas. Chwycił mnie za głowę otwierając szeroko moją buzię i pchnął w stronę przyrodzenia Krisa. Jego skarb znalazł się w moich ustach.
- Tak! Super. A teraz spróbuj sam. - puścił moją głowę. Musiałem ro zrobić. Odsunąłem się na chwilę.
- Przepraszam. - i ponownie wziąłem się za daną mi robotę.
Najpierw delikatnie muskałem językiem koniec jego członka. Podniecił się wydając z siebie ciche odgłosy. Jego członek podnosił się. Widząc, że mój Pan chce więcej przyspieszyłem. Widząc, że jest już u kresu wytrzymałości, robiłem to najszybciej jak mogłem. Po kilku sekundach odsunąłem się by nie łykać jego spermy. Posapując popatrzył mi prosto w oczy.
Nasz oprawca podszedł do nas i zmienił pozycję Krisa. Jego ręce były teraz wolne. Wrócił na swoje miejsce.
- Kris. Teraz twoja kolej. Bądź grzecznym seme.
- Ja... to mój... - nie potrafiłem tego powiedzieć.
- To twój pierwszy raz? - spytał Kris łagodnym tonem.
Pokiwałem głową potakując.
- Obiecuję, postaram się być delikatny.
Nasze usta złączyły się w delikatnym i namiętnym pocałunku. Całował moją dolną wargę po czym zaczął schodzić w stronę szyi zostawiając na niej malinki w najbardziej czułych miejscach. Następnie zaczął całować moje obojczyki i patrząc mi w oczy znów zaczął mnie namiętnie całować.
Odsunął się i zmoczył wskazujący palec i włożył go w mój otwór.
Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem.
- Kris..
Włożył kolejny palec i zaczął poruszać się szybciej. Moje ciało wygięło się lekko i przestało dopiero gdy znowu mnie pocałował.
Trzeci palec. Jęknąłem podczas naszego pocałunku. Był widocznie podniecony. Mimo przymusu?
- No już! Ile mam czekać?! - krzyknął co trochę wybiło nas z rytmu.
Kris rozszerzył moje nogi.
- Gotowy?
- Gotowy.
Wszedł we mnie. Złapałem się ręką za usta by nie wydobyć z siebie żadnych podniecających dźwięków. Jednak nie udało mi się to i z każdym momentem przyspieszenia posapywałem i jęczałem.
Mimo wszystko było mi dobrze a ból powoli zamieniał się w rozkosz.
- Ja... ja już nie wytrzymam! Ah.. Kris!!
Spuściłem się a chwilę po tym on zrobił to we mnie.
Padliśmy na siebie wycieńczeni. Spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się.
- Macie! - rzucił nam klucz od kajdanek, którymi byliśmy przymocowani do podłoża. Za chwilę dał nam też nasze ciuchy. Ubraliśmy się i już mieliśmy wychodzić. Kris wstał i podał mi rękę by mi pomóc.
- Nie..
Złapał mnie za rękę i przymusowo podniósł do góry.
- Ahhh! - krzycząc to-upadłem. - Mój tyłek! Miałeś być delikatny.
Zaśmiał się nic nie mówiąc.
- No spierdalać zanim się rozmyślę! - wrzeszczał na nas.
Mój mały książę wziął mnie na ręce i wyprowadził z budynku. Wezwał taxi i pojechaliśmy prosto do najbliższego hotelu gdzie po krótkim odpoczynku znowu to zrobiliśmy.
To niemiłe wspomnienie na zawsze złączyło nasze serca, które teraz były przepełnione miłością.
- Kocham Cię Chen.
środa, 6 maja 2015
One- Shot ~ Miłość czy przyjaźń? Oto jest pytanie.
Paring: ~
Gatunek: One-shot
~~~~~~~~~~
Yoona:
- Zostaw mi ten kawałek!
Razem z moją najlepszą przyjaciółką Yeonrin spędzałyśmy popołudnie leżąc na łóżku i obżerając się pizzą podczas oglądania dramy.
- Nie jedz! Będziesz gruba.
Wystawiłam jej język i wzięłam ostatni kawałek.
Przez jakiś czas nic nie mówiłyśmy. Byłam bardzo zaciekawiona tą dramą. Gościu umarł i żył w snach swojej byłej dziewczyny. Dość dziwne.
- Yoona, mam prośbę. To może cię trochę zszokować. - wypowiadając to przerwała ciszę i moje wczucie się w akcje filmu.
- Pewnie mów.
- Jak przyjdzie tu Tao, proszę zostaw nas w pokoju. Zamierzam dzisiaj go poderwać. Mam dość przelotnych związków. Chciałabym znaleźć kogoś na dłużej.
Tao. Chłopak idealny. Szalało za nim dużo dziewczyn i chyba tylko dlatego nie powiedziałam mu o swoich uczuciach. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak nikomu o tym nie mówiłam. Yeonrin także o tym nie wiedziała. Przyjaźnimy się od przedszkola i wie o mnie wszystko. No, prawie wszystko. Ale nie ważne, miałam teraz ważniejsze sprawy niż rozważanie co ona o mnie wie. Chcę dla niej dobrze a jednak na myśl, że będą sami w pokoju mnie przytłacza.
- Yeonrin, nigdy nie mówiłaś, że podoba ci się Tao!
- Bo mi się nie podobał. Myślałam dużo o nim. I wczoraj doszłam do wniosku, że to ten właściwy.
Tak, bo tyle jest chłopaków na tym świecie a ona musiała sobie obrać za cel akurat jego.
- No... nie wiem.
- Yoona błagam Cię! Przyjaźnimy się czy nie?!
Zastanawiam się czy przyjaciółka powinna tak mówić.
- Tak, ale moim zdaniem to nie jest dobry pomysł.
- Proszęęę! - zrobiła swoje słodkie błagalne oczka.
- Aish no dobra! - westchnęłam.
Czemu tak łatwo dałam się przekonać? Yeonrin jest szczupłą blondynką o oczach niebieskich niczym ocean i ślicznych długich włosach, Jest bardzo kształtna i kobieca. Nie to co ja: Brunetka, oczy piwne, włosy do ramion, piegowata. Jasne, że miała u Tao większe szanse.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. To pewnie był nasz mały książę. Serce zaczęło mi mocniej bić. Otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka.
- Cześć Yoona! Proszę, to dla Ciebie. - uśmiechnął się wręczając mi małą torbę z zapakowanymi perfumami.
- Oh! Na prawdę nie trzeba było! - mówiąc to przytuliłam go na co moja przyjaciółka udawała kaszel, na znak żebym przestała.
Posłusznie odeszłam od chłopaka i zaprowadziłam go do pokoju, w którym wcześniej siedziałyśmy. Oczywiście moja kumpela dawała mi od razu tysiące znaków żebym jak najszybciej opuściła ten pokój zostawiając ich samych.
- Ja... zapomniałam, że muszę zrobić porządek w kuchni. I... zrobić zakupy. Poczekacie z pół godzinki? - spytałam ale w środku czułam, że nie chcę ich zostawiać.
- Pewnie! - powiedziała.
- Oczywiście, że nie! Yeonrin poczekaj tutaj. Ja i Yoona wszystko zrobimy. We dwójkę pójdzie szybciej czyż nie? - uśmiechnął się do mnie a przyjaciółka chyba właśnie zabiła mnie w swoich myślach.
- Tao, na prawdę dam sobie sama radę! Zostań z nią. - czemu właściwie to powiedziałam?
- Nie! Nie puszczę cię nigdzie jeśli nie pozwolisz sobie pomóc. - spojrzał na mnie ale ja nic nie mówiłam. - No to chyba się zgadzasz.
Wyciągnął mnie za rękę z pokoju i wyszliśmy z mieszkania na zakupy.
Tao:
Udało mi się! Chciałem spędzić trochę czasu z Yooną. Niezbyt przepadam za jej przyjaciółką więc nie chciałem zostać. Poszliśmy do Biedry i kupiliśmy wszystko co było potrzebne.
- Właściwie to czemu nie chciałeś zostać? - zapytała mnie.
- Wiesz, na prawdę chciałem ci pomóc! Taka wyjątkowa dziewczyna jak ty nie powinna sama chodzić po mieście.
Jak ja kocham gdy Yoona czerwieni się z zawstydzenia. Jest wtedy taka urocza i bezbronna. Uznałem, że czas zrobić krok w przód co do niej. Za długo już czekałem aż coś się stanie samo z siebie. Trzeba samemu coś zrobić.
Wróciliśmy do domu. Czekała tam Yeonrin. W sumie liczyłem, że podczas naszej nieobecności usunie się nam z drogi i pójdzie do domu a wtedy zostaniemy sami. Ale jednak nie. No cóż chyba będę musiał zaakceptować jej towarzystwo. A przynajmniej do czasu aż zaczniemy się umawiać. Wtedy Yoona będzie tylko moja! (<3)
- Dość długo was nie było... - powiedziała z wyrzutami do Yoony.
- Przepraszam, nie mogłam znaleźć niektórych rzeczy.
- Tak, do niektórych półek też nie dosięgałaś i musiałem cię podsadzać. - zaśmiałem się.
I w tym momencie zrobiło się dziwnie. Dziewczyny zamilkły. Zobaczyłem jak Yeonrin patrzy na Yoone ze wściekłym wzrokiem a ta jakby próbowała się schować przed jej spojrzeniem wgapiając się w podłogę. Atmosfera była dość napięta.
- No to... co będziemy robić? - spytałem z nadzieją, że rozładuję napięcie.
- Możemy obejrzeć horror! - Krzyknęła Yeonrin.
Bez zbędnych słów Yoona podeszła do półki, w której trzyma masę przeróżnych filmów.
- Może być "Mama"? Nie oglądałam jeszcze a ponoć fajne.
Potaknąłem. Znałem ten film na pamięć i wiem, że na pewno się przestraszy. <pretekst to przytulania?>
Włączyła film i zasłoniła okno roletą. Zrobił się ciemny, idealny na horrory nastrój. Pokazałem jej ręką żeby usiadła koło mnie. Tak słodko się zarumieniła.
Yoona:
Nie wiedziałam co zrobić. W sumie Yeonrin nie prosiła mnie żebym koło niego nie usiadła. Ale gdy tylko to zrobiłam, zdenerwowała się.
Bardzo bałam się horrorów. Już przy pierwszej scenie nieświadomie złapałam Tao za rękę i ścisnęłam. Nic nie mówił. Gdy zrozumiałam co zrobiłam, zaczerwieniłam się.
- Przepraszam.
Tao nie odpowiedział tylko objął mnie ramieniem.
- Nudny ten film pograjmy w coś. - Yeonrin chyba była wkurzona.
- Mogłabyś zostawić na chwilę mnie i Yoonę ? - spytał Tao.
Serce zaczęło mi mocnej bić.
- A co przy mnie nie można?
- Dobrze... Yoona, chciałbym ci coś wyznać. Ja... ~
- To chore idę stąd! - krzyknęła i zbierała się do wyjścia. - Nie odzywaj się do mnie jeśli się zgodzisz, rozumiesz? - rzuciła mi piękne, czułe słowa na pożegnanie. Moja "przyjaciółka".
Wyszła z mojego mieszkania trzaskając mocno drzwiami. Chyba ją straciłam.
Nie.
Jeszcze nie.
Yeonrin była moją najlepszą przyjaciółką od wielu lat. Jednak zawsze zachowywała się tak samo egoistycznie. Niegdyś miała wielu przyjaciół. Porzuciłam ich dla niej. Zawsze była zła gdy spędzałam czas z kimś innym.
- Tao. Ja na prawdę nie chcę... - przerwał moją wypowiedź delikatnie całując mnie w usta.
- Kocham Cię, Yoona.
Gatunek: One-shot
~~~~~~~~~~
Yoona:
- Zostaw mi ten kawałek!
Razem z moją najlepszą przyjaciółką Yeonrin spędzałyśmy popołudnie leżąc na łóżku i obżerając się pizzą podczas oglądania dramy.
- Nie jedz! Będziesz gruba.
Wystawiłam jej język i wzięłam ostatni kawałek.
Przez jakiś czas nic nie mówiłyśmy. Byłam bardzo zaciekawiona tą dramą. Gościu umarł i żył w snach swojej byłej dziewczyny. Dość dziwne.
- Yoona, mam prośbę. To może cię trochę zszokować. - wypowiadając to przerwała ciszę i moje wczucie się w akcje filmu.
- Pewnie mów.
- Jak przyjdzie tu Tao, proszę zostaw nas w pokoju. Zamierzam dzisiaj go poderwać. Mam dość przelotnych związków. Chciałabym znaleźć kogoś na dłużej.
Tao. Chłopak idealny. Szalało za nim dużo dziewczyn i chyba tylko dlatego nie powiedziałam mu o swoich uczuciach. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak nikomu o tym nie mówiłam. Yeonrin także o tym nie wiedziała. Przyjaźnimy się od przedszkola i wie o mnie wszystko. No, prawie wszystko. Ale nie ważne, miałam teraz ważniejsze sprawy niż rozważanie co ona o mnie wie. Chcę dla niej dobrze a jednak na myśl, że będą sami w pokoju mnie przytłacza.
- Yeonrin, nigdy nie mówiłaś, że podoba ci się Tao!
- Bo mi się nie podobał. Myślałam dużo o nim. I wczoraj doszłam do wniosku, że to ten właściwy.
Tak, bo tyle jest chłopaków na tym świecie a ona musiała sobie obrać za cel akurat jego.
- No... nie wiem.
- Yoona błagam Cię! Przyjaźnimy się czy nie?!
Zastanawiam się czy przyjaciółka powinna tak mówić.
- Tak, ale moim zdaniem to nie jest dobry pomysł.
- Proszęęę! - zrobiła swoje słodkie błagalne oczka.
- Aish no dobra! - westchnęłam.
Czemu tak łatwo dałam się przekonać? Yeonrin jest szczupłą blondynką o oczach niebieskich niczym ocean i ślicznych długich włosach, Jest bardzo kształtna i kobieca. Nie to co ja: Brunetka, oczy piwne, włosy do ramion, piegowata. Jasne, że miała u Tao większe szanse.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. To pewnie był nasz mały książę. Serce zaczęło mi mocniej bić. Otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka.
- Cześć Yoona! Proszę, to dla Ciebie. - uśmiechnął się wręczając mi małą torbę z zapakowanymi perfumami.
- Oh! Na prawdę nie trzeba było! - mówiąc to przytuliłam go na co moja przyjaciółka udawała kaszel, na znak żebym przestała.
Posłusznie odeszłam od chłopaka i zaprowadziłam go do pokoju, w którym wcześniej siedziałyśmy. Oczywiście moja kumpela dawała mi od razu tysiące znaków żebym jak najszybciej opuściła ten pokój zostawiając ich samych.
- Ja... zapomniałam, że muszę zrobić porządek w kuchni. I... zrobić zakupy. Poczekacie z pół godzinki? - spytałam ale w środku czułam, że nie chcę ich zostawiać.
- Pewnie! - powiedziała.
- Oczywiście, że nie! Yeonrin poczekaj tutaj. Ja i Yoona wszystko zrobimy. We dwójkę pójdzie szybciej czyż nie? - uśmiechnął się do mnie a przyjaciółka chyba właśnie zabiła mnie w swoich myślach.
- Tao, na prawdę dam sobie sama radę! Zostań z nią. - czemu właściwie to powiedziałam?
- Nie! Nie puszczę cię nigdzie jeśli nie pozwolisz sobie pomóc. - spojrzał na mnie ale ja nic nie mówiłam. - No to chyba się zgadzasz.
Wyciągnął mnie za rękę z pokoju i wyszliśmy z mieszkania na zakupy.
Tao:
Udało mi się! Chciałem spędzić trochę czasu z Yooną. Niezbyt przepadam za jej przyjaciółką więc nie chciałem zostać. Poszliśmy do Biedry i kupiliśmy wszystko co było potrzebne.
- Właściwie to czemu nie chciałeś zostać? - zapytała mnie.
- Wiesz, na prawdę chciałem ci pomóc! Taka wyjątkowa dziewczyna jak ty nie powinna sama chodzić po mieście.
Jak ja kocham gdy Yoona czerwieni się z zawstydzenia. Jest wtedy taka urocza i bezbronna. Uznałem, że czas zrobić krok w przód co do niej. Za długo już czekałem aż coś się stanie samo z siebie. Trzeba samemu coś zrobić.
Wróciliśmy do domu. Czekała tam Yeonrin. W sumie liczyłem, że podczas naszej nieobecności usunie się nam z drogi i pójdzie do domu a wtedy zostaniemy sami. Ale jednak nie. No cóż chyba będę musiał zaakceptować jej towarzystwo. A przynajmniej do czasu aż zaczniemy się umawiać. Wtedy Yoona będzie tylko moja! (<3)
- Dość długo was nie było... - powiedziała z wyrzutami do Yoony.
- Przepraszam, nie mogłam znaleźć niektórych rzeczy.
- Tak, do niektórych półek też nie dosięgałaś i musiałem cię podsadzać. - zaśmiałem się.
I w tym momencie zrobiło się dziwnie. Dziewczyny zamilkły. Zobaczyłem jak Yeonrin patrzy na Yoone ze wściekłym wzrokiem a ta jakby próbowała się schować przed jej spojrzeniem wgapiając się w podłogę. Atmosfera była dość napięta.
- No to... co będziemy robić? - spytałem z nadzieją, że rozładuję napięcie.
- Możemy obejrzeć horror! - Krzyknęła Yeonrin.
Bez zbędnych słów Yoona podeszła do półki, w której trzyma masę przeróżnych filmów.
- Może być "Mama"? Nie oglądałam jeszcze a ponoć fajne.
Potaknąłem. Znałem ten film na pamięć i wiem, że na pewno się przestraszy. <pretekst to przytulania?>
Włączyła film i zasłoniła okno roletą. Zrobił się ciemny, idealny na horrory nastrój. Pokazałem jej ręką żeby usiadła koło mnie. Tak słodko się zarumieniła.
Yoona:
Nie wiedziałam co zrobić. W sumie Yeonrin nie prosiła mnie żebym koło niego nie usiadła. Ale gdy tylko to zrobiłam, zdenerwowała się.
Bardzo bałam się horrorów. Już przy pierwszej scenie nieświadomie złapałam Tao za rękę i ścisnęłam. Nic nie mówił. Gdy zrozumiałam co zrobiłam, zaczerwieniłam się.
- Przepraszam.
Tao nie odpowiedział tylko objął mnie ramieniem.
- Nudny ten film pograjmy w coś. - Yeonrin chyba była wkurzona.
- Mogłabyś zostawić na chwilę mnie i Yoonę ? - spytał Tao.
Serce zaczęło mi mocnej bić.
- A co przy mnie nie można?
- Dobrze... Yoona, chciałbym ci coś wyznać. Ja... ~
- To chore idę stąd! - krzyknęła i zbierała się do wyjścia. - Nie odzywaj się do mnie jeśli się zgodzisz, rozumiesz? - rzuciła mi piękne, czułe słowa na pożegnanie. Moja "przyjaciółka".
Wyszła z mojego mieszkania trzaskając mocno drzwiami. Chyba ją straciłam.
Nie.
Jeszcze nie.
Yeonrin była moją najlepszą przyjaciółką od wielu lat. Jednak zawsze zachowywała się tak samo egoistycznie. Niegdyś miała wielu przyjaciół. Porzuciłam ich dla niej. Zawsze była zła gdy spędzałam czas z kimś innym.
- Tao. Ja na prawdę nie chcę... - przerwał moją wypowiedź delikatnie całując mnie w usta.
- Kocham Cię, Yoona.
wtorek, 5 maja 2015
Zostań ze mną cz10
Byłaś naprawdę przestraszona! W jednej chwili zrozumiałaś, że ważniejsze jest dla Ciebie zdrowie i bezpieczeństwo Jimina niż własne. Ale w końcu chyba tak jest w miłości czyż nie?
- Czego od niego chcesz? Przecież jesteś A.R.M.Y więc czemu chcesz skrzywdzić swojego idola?!
Tak, to była chyba jedna z rzeczy, których naprawdę nie rozumiałaś. Napastniczka nic nie powiedziała. Nagle usłyszałaś, że pod twój dom podjeżdża samochód i na pewno to był twój chłopak. Serce zaczęło ci mocniej bić.
Jimin wysiadł z samochodu, który zaparkował kilkadziesiąt metrów od drzwi domu swojej wybranki. Podszedł bliżej. Jego oczy momentalnie się otworzyły na całą swoją szerokość. Szyba w twoich szklanych drzwiach była rozbita. Ten widok wstrząsnął nim. Nie wiedział co zrobić, więc postanowił zadzwonić po policję. Kilka wozów było już w drodze. To zaleta bycia popularnym. Jeden telefon i zjeżdża się kilka jednostek.
- Jimin nie wchodź tu! - krzyknęłaś z całych sił. Dziewczyna skarciła cię za to uderzając twoją głową o najbliższą szafkę.
- Zamkniesz się teraz grzecznie?! - była wyraźnie wkurzona.
Chłopak nie wiedział co zrobić. Miał nie wchodzić ale bał się o Ciebie. Po chwili już nie wytrzymał i wszedł do domu z bardzo wyraźną ostrożnością. Napastniczka wytargała Cię za włosy na korytarz. Jimin popatrzył na Ciebie z przerażeniem. Byłaś cała zapłakana, łzy spływały Ci po policzkach.
- Jimin! Jak dobrze, że jesteś. Czekałyśmy na Ciebie.
- Zostaw ją! - krzyknął.
- Ona nie jest dla Ciebie, kiedy ty to zrozumiesz?! Jest piękna? - w tym momencie uderzyła ci z pięści prosto w twarz. Twój nos nie wytrzymał kolejnego ciosu i momentalnie zalałaś się krwią.
Jimin chcąc cię uratować zrobił krok ale szybko się zatrzymał bowiem dziewczyna przyłożyła Ci pistolet do głowy.
- A,a,a ... Przemyśl czy na pewno chcesz to zrobić. Nie widzisz, że ona nie jest piękna?! Czemu ty ją kochasz? Przecież. Ona. Jest. Brzydka. - wypowiadając każde z tych słów po kolei zadawała ci ciosy w twarz i brzuch. Twoja głowa była wyraźnie rozwalona.
Nagle usłyszeliście syreny policyjne. Ich dźwięk zdezorientował napastniczkę. Jimin wyczuwając moment napadł na nią i wytrącił jej broń z ręki po czym wybiegliście z budynku. Położył Cię na chodniku. Policja już wyszła z radiowozów i wezwali karetkę dla Ciebie. W tym samym czasie z wnętrza domu wydobyła się ta niebezpieczna dziewczyna. Zbliżała się do Was. Wyciągnęła broń.
- Skoro nie mogę Cię mieć to ona też nie będzie cię miała!!!
Skierowała broń w jego stronę.
Strzał.
Twój krzyk.
Krzyki policjantów.
Ktoś opadł na jego ramię.
Trzyma ją w objęciach, swoją małą księżniczkę. Przytula ją. Coś spływa mu po rękach.
To krew.
Twoja krew.
- Pomóżcie! - krzyczał do ludzi stojących przy karetce. - Ratujcie ją do cholery!
- Jimin.. ja, ta dziewczyna...
- Nie żyje.
Dziewczyna leżała na ziemi, zastrzelona przez posiłki wezwane przez Jimina.
- Jimin! Proszę nie zapomnij o mnie.- czułaś, że to już koniec.
- No gdzie jest ta kurewska karetka!? - krzyknął.
- Jimin, Zostań ze mną...
- Na zawsze. - wyszeptał ci do ucha.
Zamieszanie robiło się coraz większe. Pytania. Szum. Zabrali Cię.
- Kocham Cię.
Na zawsze.
EPILOG
Jimin:
Wyszedłem z mieszkania. Czas odwiedzić _______. Moja mała dziewczynka ma dzisiaj urodziny. Wszedłem do auta i pojechałem w głąb miasta. Odwiedziłem kwiaciarnię. Kupiłem różę. To chyba najlepszy dowód miłosny na taką okazję.
- Dla dziewczyny? - spytała sprzedawczyni.
- Tak. Moja księżniczka ma dzisiaj urodziny.
- O! Jak romantyczny. Życzę Wam szczęścia w związku!
- Bardzo dziękuję.
Rozweselony rozmową o ______ wsiadłem do auta i pojechałem.
Byłem na miejscu. Zaparkowałem i postanowiłem resztę przejść na pieszo.
Był cudowny poranek. Słońce świeciło tak mocno jak na naszej pierwszej randce. Rozmyślałem tak o naszym poznaniu i szybko dotarłem na miejsce.
- Cześć księżniczko, wszystkiego najlepszego. - powiedziałem kładąc kwiaty na nagrobku mojej księżniczki. - Na zawsze...
~~~~~~~~~~
To już koniec tej opowieści. Końcówka chyba nie schrzaniona ? :D
Proszę napisać jeden komentarz, to dla mnie dużo znaczy :)
Dziękuję, że byliście ze mną przez całe opowiadanie!
Kocham <3
- Czego od niego chcesz? Przecież jesteś A.R.M.Y więc czemu chcesz skrzywdzić swojego idola?!
Tak, to była chyba jedna z rzeczy, których naprawdę nie rozumiałaś. Napastniczka nic nie powiedziała. Nagle usłyszałaś, że pod twój dom podjeżdża samochód i na pewno to był twój chłopak. Serce zaczęło ci mocniej bić.
Jimin wysiadł z samochodu, który zaparkował kilkadziesiąt metrów od drzwi domu swojej wybranki. Podszedł bliżej. Jego oczy momentalnie się otworzyły na całą swoją szerokość. Szyba w twoich szklanych drzwiach była rozbita. Ten widok wstrząsnął nim. Nie wiedział co zrobić, więc postanowił zadzwonić po policję. Kilka wozów było już w drodze. To zaleta bycia popularnym. Jeden telefon i zjeżdża się kilka jednostek.
- Jimin nie wchodź tu! - krzyknęłaś z całych sił. Dziewczyna skarciła cię za to uderzając twoją głową o najbliższą szafkę.
- Zamkniesz się teraz grzecznie?! - była wyraźnie wkurzona.
Chłopak nie wiedział co zrobić. Miał nie wchodzić ale bał się o Ciebie. Po chwili już nie wytrzymał i wszedł do domu z bardzo wyraźną ostrożnością. Napastniczka wytargała Cię za włosy na korytarz. Jimin popatrzył na Ciebie z przerażeniem. Byłaś cała zapłakana, łzy spływały Ci po policzkach.
- Jimin! Jak dobrze, że jesteś. Czekałyśmy na Ciebie.
- Zostaw ją! - krzyknął.
- Ona nie jest dla Ciebie, kiedy ty to zrozumiesz?! Jest piękna? - w tym momencie uderzyła ci z pięści prosto w twarz. Twój nos nie wytrzymał kolejnego ciosu i momentalnie zalałaś się krwią.
Jimin chcąc cię uratować zrobił krok ale szybko się zatrzymał bowiem dziewczyna przyłożyła Ci pistolet do głowy.
- A,a,a ... Przemyśl czy na pewno chcesz to zrobić. Nie widzisz, że ona nie jest piękna?! Czemu ty ją kochasz? Przecież. Ona. Jest. Brzydka. - wypowiadając każde z tych słów po kolei zadawała ci ciosy w twarz i brzuch. Twoja głowa była wyraźnie rozwalona.
Nagle usłyszeliście syreny policyjne. Ich dźwięk zdezorientował napastniczkę. Jimin wyczuwając moment napadł na nią i wytrącił jej broń z ręki po czym wybiegliście z budynku. Położył Cię na chodniku. Policja już wyszła z radiowozów i wezwali karetkę dla Ciebie. W tym samym czasie z wnętrza domu wydobyła się ta niebezpieczna dziewczyna. Zbliżała się do Was. Wyciągnęła broń.
- Skoro nie mogę Cię mieć to ona też nie będzie cię miała!!!
Skierowała broń w jego stronę.
Strzał.
Twój krzyk.
Krzyki policjantów.
Ktoś opadł na jego ramię.
Trzyma ją w objęciach, swoją małą księżniczkę. Przytula ją. Coś spływa mu po rękach.
To krew.
Twoja krew.
- Pomóżcie! - krzyczał do ludzi stojących przy karetce. - Ratujcie ją do cholery!
- Jimin.. ja, ta dziewczyna...
- Nie żyje.
Dziewczyna leżała na ziemi, zastrzelona przez posiłki wezwane przez Jimina.
- Jimin! Proszę nie zapomnij o mnie.- czułaś, że to już koniec.
- No gdzie jest ta kurewska karetka!? - krzyknął.
- Jimin, Zostań ze mną...
- Na zawsze. - wyszeptał ci do ucha.
Zamieszanie robiło się coraz większe. Pytania. Szum. Zabrali Cię.
- Kocham Cię.
Na zawsze.
EPILOG
Jimin:
Wyszedłem z mieszkania. Czas odwiedzić _______. Moja mała dziewczynka ma dzisiaj urodziny. Wszedłem do auta i pojechałem w głąb miasta. Odwiedziłem kwiaciarnię. Kupiłem różę. To chyba najlepszy dowód miłosny na taką okazję.
- Dla dziewczyny? - spytała sprzedawczyni.
- Tak. Moja księżniczka ma dzisiaj urodziny.
- O! Jak romantyczny. Życzę Wam szczęścia w związku!
- Bardzo dziękuję.
Rozweselony rozmową o ______ wsiadłem do auta i pojechałem.
Byłem na miejscu. Zaparkowałem i postanowiłem resztę przejść na pieszo.
Był cudowny poranek. Słońce świeciło tak mocno jak na naszej pierwszej randce. Rozmyślałem tak o naszym poznaniu i szybko dotarłem na miejsce.
- Cześć księżniczko, wszystkiego najlepszego. - powiedziałem kładąc kwiaty na nagrobku mojej księżniczki. - Na zawsze...
~~~~~~~~~~
To już koniec tej opowieści. Końcówka chyba nie schrzaniona ? :D
Proszę napisać jeden komentarz, to dla mnie dużo znaczy :)
Dziękuję, że byliście ze mną przez całe opowiadanie!
Kocham <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)