:)

:)

niedziela, 10 maja 2015

One-Shot ~ Zróbmy to.

Gatunek: One-sho, Yaoi 
Głowni bohaterowie: Chen, Kris [EXO]


~~~~~~
- Żryjcie to! - krzyknął nasz Pan rzucając w nas kilkoma kromkami chleba. - Więcej nie będzie dopóki się nie złamiecie.
Dokładnie miesiąc  temu ja i Kris zostaliśmy porwani i zniewoleni. Siedzieliśmy nadzy w małej, stalowej klatce. Torturowani i głodzeni.  Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie się znajdujemy ani jak się tu dostaliśmy. Ostatnie co nam przychodzi na myśl to dość ostra impreza w jakimś nocnym klubie. Było tam dużo groźnych typa. Upiliśmy się i obudziliśmy rozebrani, właśnie w tym miejscu. Mimo upływu czasu dalej się siebie krępujemy. Nie tak jak na początku, ale jednak bycie bez ubrań przy koledze z zespołu to dość krępująca sprawa. Ale nie o tym... Nasz oprawca karmi nas raz dziennie, kromką suchego chleba. Nasze bycie tu zależy od tego, czy zdobędziemy się na odwagę i wypełnimy jego chore fantazje. Jebany zbok.
- Kris, co zrobimy? - spytałem przeżuwając kawałek chleba.
Kris ledwo się trzymał. W jego oczach widać było strach i przygnębienie.
- Wiesz, że jestem gotowy zrobić wszystko by się stąd wydostać. - powiedziałem z nadzieją, że może wreszcie uzyskam od niego dokładną odpowiedź.
Nie otrzymałem jej. Spędziliśmy tak kolejny dzień. Rano ten przybity głodem fagas zabrał Krisa. Jak już mówiłem torturował nas z nadzieją, że się złamiemy. Kris nie dawał za wygraną i wszystko znosił: Nadcinanie skóry, bicie, rzucanie na wszystkie strony, kaleczenie na wiele sposobów. Ze mną było gorzej... Od 2 tygodni wszystko bolało mnie 3x bardziej. Ból był niewyobrażalny.
Kris wrócił. Był cały siny.
- Zróbmy to. - powiedział.
Bez zastanowienia zawołałem naszego kochającego opiekuna i powiedziałem:
- Czy jeśli zrobimy co każesz to wypuścisz nas?
- Tak! Mówiłem to na samym początku.. - śmiał się.
- Kris... jutro z samego rana?
Nic nie mówiąc pokręcił głową zgadzając się. Oboje mieliśmy tego dość.
*Następnego Dnia*
- Chen! Wstawaj, już czas.
Obudził mnie łagodny głos Krisa. Zawsze mnie tak łagodnie budził. Kochałem to w nim. Był bardzo delikatny, dorosły i rozsądny. Totalnie w moim typie.
Usiadłem i popatrzyłem na chłopaka. Bałem się i to bardzo. Nie wiedzieliśmy do czego ten psychopata nas zmusi. Ale biorąc pod uwagę naszą nagość... można było wysnuć podejrzenia.
Kris widząc moje zmartwienie przytulił mnie i powiedział:
- Nie bój się, jestem z Tobą prawda? - lekko się uśmiechając przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zaczerwieniłem się.
- Dobra chłopaki po kolei wychodzić. - otworzył naszą klatkę. Kris wyszedł pierwszy, po czym klatka znowu była zamknięta.
Przymocował jego nogi do podłoża a ręce zawiązał liną przyczepioną do sufitu.
- Teraz ty. - powiedział podchodząc do miejsca, w którym przez jakąś chwilę czułem się jakoś dziwnie bezpiecznie. - No wyłaź!
Ciągnąc mnie za rękę usadowił przed Krisem.
- Daj łapę!
Podałem mu. Od razu przykuł mnie za nią do podłogi.  Byłem bardzo blisko chłopaka, którego w ostatnim czasie zacząłem darzyć szczególny uczuciem. Gościu usiadł sobie na krześle obok.
- Zaczynajcie.
- Ale ... co mamy robić? - byłem zdziwiony. Nie do końca chyba zrozumiałem jego polecenie.
- Kurwa... - wstał i podszedł do nas. Chwycił mnie za głowę otwierając szeroko moją buzię i pchnął w stronę przyrodzenia Krisa. Jego skarb znalazł się w moich ustach.
- Tak! Super. A teraz spróbuj sam. - puścił moją głowę. Musiałem ro zrobić. Odsunąłem się na chwilę.
- Przepraszam. - i ponownie wziąłem się za daną mi robotę.
Najpierw delikatnie muskałem językiem koniec jego członka. Podniecił się wydając z siebie ciche odgłosy. Jego członek podnosił się. Widząc, że mój Pan chce więcej przyspieszyłem. Widząc, że jest już u kresu wytrzymałości, robiłem to najszybciej jak mogłem. Po kilku sekundach odsunąłem się by nie łykać jego spermy. Posapując popatrzył mi prosto w oczy.
Nasz oprawca podszedł do nas i zmienił pozycję Krisa. Jego ręce były teraz wolne. Wrócił na swoje miejsce.
- Kris. Teraz twoja kolej. Bądź grzecznym seme.
- Ja... to mój... - nie potrafiłem tego powiedzieć.
- To twój pierwszy raz? - spytał Kris łagodnym tonem.
Pokiwałem głową potakując.
- Obiecuję, postaram się być delikatny.
Nasze usta złączyły się w delikatnym i namiętnym pocałunku. Całował moją dolną wargę po czym zaczął schodzić w stronę szyi zostawiając na niej malinki w najbardziej czułych miejscach. Następnie zaczął całować moje obojczyki i patrząc mi w oczy znów zaczął mnie namiętnie całować.
Odsunął się i zmoczył wskazujący palec i włożył go w mój otwór.
Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem.
- Kris..
Włożył kolejny palec i zaczął poruszać się szybciej. Moje ciało wygięło się lekko i przestało dopiero gdy znowu mnie pocałował.
Trzeci palec. Jęknąłem podczas naszego pocałunku. Był widocznie podniecony. Mimo przymusu?
- No już! Ile mam czekać?! - krzyknął co trochę wybiło nas z rytmu.
Kris rozszerzył moje nogi.
- Gotowy?
- Gotowy.
Wszedł we mnie. Złapałem się ręką za usta by nie wydobyć z siebie żadnych podniecających  dźwięków. Jednak nie udało mi się to i z każdym momentem przyspieszenia posapywałem i jęczałem.
Mimo wszystko było mi dobrze a ból powoli zamieniał się w rozkosz.
- Ja... ja już nie wytrzymam! Ah.. Kris!!
Spuściłem się a chwilę po tym on zrobił to we mnie.
Padliśmy na siebie wycieńczeni. Spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się.
- Macie! - rzucił nam klucz od kajdanek, którymi byliśmy przymocowani do podłoża. Za chwilę dał nam też nasze ciuchy. Ubraliśmy się i już mieliśmy wychodzić. Kris wstał i podał mi rękę by mi pomóc.
- Nie..
Złapał mnie za rękę i przymusowo podniósł do góry.
- Ahhh! - krzycząc to-upadłem. - Mój tyłek! Miałeś być delikatny.
Zaśmiał się nic nie mówiąc.
- No spierdalać zanim się rozmyślę! - wrzeszczał na nas.
Mój mały książę wziął mnie na ręce i wyprowadził z budynku. Wezwał taxi i pojechaliśmy prosto do najbliższego hotelu gdzie po krótkim odpoczynku znowu to zrobiliśmy.
To niemiłe wspomnienie na zawsze złączyło nasze  serca, które teraz były przepełnione miłością.
- Kocham Cię Chen. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz