Przeprasza, że nie było żadnego wpisu od długiego już czasu.
Miałam mały wypadek i jestem przykuta do szpitalnego łóżka
i mimo, że mam teraz dużo czasu to jednak zamknięta sama w czterech
białych ścianach nie umiem napisać chociażby jednego zdania.
Jak tylko opuszczę mury tego więzienia to od razu zabiorę się
za pisanie.
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam ^^
:)
niedziela, 7 czerwca 2015
niedziela, 24 maja 2015
Anioł z Piekieł. cz3
Nie rozumiałem o co jej chodzi. "Pan nie może tam być. Zginiesz". Nie mogłem wyrzucić tych słów z głowy.
- Ann... - nie wiedziałem jak sformułować moje pytanie. Mimo wszystko na razie było to niczym największe wyzwanie.
Dotknąłem dłonią jej policzków, które były ciepłe od spływających po nich łez. Podniosła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Porozmawiamy o tym? - Nie chciałem jej zamęczać więc uznałem, że jeśli nie będzie na to gotowa to odłożymy to na inny czas. - Ann?
Przez jakąś chwilę siedzieliśmy w ciszy patrząc sobie głęboko w oczy.
-Mh... - usiadła krzyżując nogi. - Widzisz, nie jestem taka jak ty co pewnie już wiesz. Pochodzę z odległej planety, Patrhonus, która leży poza tym układem słonecznym. Sto lat temu całą naszą rasę wysłano z Ziemi na tą planetę, gdyż "zagrażaliśmy ludzkości". Czy w tym świecie nie ma miejsca dla innej rasy ludzi? - kolejna zła spłynęła jej po policzku. - Ja... musiałam uciec. To okropne miejsce, którym władają straszne i bezlitosne istoty. Na prawdę nie chcę cię narażać na śmierć. Przepraszam!
Wybiegła z pokoju zapłakana. Siedziałem nie wiedząc czy pobiec za nią. Jednak zostawienie jej w tej sytuacji było złym pomysłem.
Podniosłem się i wyszedłem z pomieszczenia rozglądając się czy nie siedzi, w którymś kącie.
Obszedłem już chyba cały dom dopóki nie znalazłem jej skulonej na środku pustego pokoju.
Podszedłem do niej i usiadłem by być naprzeciwko niej.
- Damy radę! Obiecuję Ci, że nie pozwolę byś wróciła na swoją planetę. - Chyba nigdy bym nie przypuszczał, że powiem kiedyś takie słowa.
Przytuliła mnie. Jej dotyk działał na mnie co najmniej kojąco. Odwzajemniłem uścisk jednak nie emocje nie wytrzymały i również zacząłem płakać.
Popatrzyła w moje zapłakane oczy i powiedziała:
- Potrzebuję Cię Jeongguk.
Nic nie mówiłem tylko jeszcze mocniej przycisnąłem ją do siebie.
- Nigdy Cię nie zostawię!
Takie wyznania wyjątkowo podkręciły atmosferę. Czułem się taki potrzebny i.... kochany.
Mimo, że nie powiedziała, że mnie kocha ja czuję gdzieś głęboko w sercu, mały płomyczek miłości, który powiększa się przy niej. Chodź słabo ją znam jestem gotów spędzić z nią resztę mojego życia.
Tydzień minął bardzo spokojnie. Wracałem do domu koło godziny 18 i siedzieliśmy czasami nawet do 3 w nocy śmiejąc się. Uwielbiam jej towarzystwo.
Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i zanieść jej śniadanie do łóżka. Teraz gdy wiem czym się żywi nie popełnię błędu.
Wszedłem po cichu do jej pokoju i najciszej jak tylko potrafiłem podeszłe do łóżka. Szturchnąłem ją w ramię. Otworzyła oczy i od razu się uśmiechnęła.
- Dzień Dobry Ann. Jak spałaś ? - mówiąc to położyłem jej na kolanach przygotowaną przeze mnie potrawę. - Spróbuj. Bardzo się starałem...
Wzięła jeden kęs do ust. Z bezgraniczną uwagą patrzyłem na jej usta, które po przełknięciu uśmiechnęły się do mnie.
- Pyszne! Bardzo dziękuję.
Przytuliła mnie. Nie zostając dłużnym przytuliłem ją o wiele mocniej.
Po zjedzonym śniadaniu zapytałem czy chce pójść ze mną na spacer.
- Tak Tak Tak! Chodźmy!
Chwyciła mnie za rękę i wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z mieszkania nawet nie zamykając drzwi na klucz. Ale kto by się w takim momencie przejmował kluczami?
Początkowo miał to być zwyczajny spacer po parku lecz zauważyłem plakat, na którym było ogłoszone, że w dniu dzisiejszym niedaleko mojego domu rozbiło się wesołe miasteczko. Ann była bardzo szczęśliwa.
Nie chciałem jej zawieść i po chwili byliśmy już w drodze.
~~~~~~
Trochę to przeszło w miłosny nastrój czyż nie ? ^^
Ale chyba tak też jest dobrze ;3
- Ann... - nie wiedziałem jak sformułować moje pytanie. Mimo wszystko na razie było to niczym największe wyzwanie.
Dotknąłem dłonią jej policzków, które były ciepłe od spływających po nich łez. Podniosła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy.
- Porozmawiamy o tym? - Nie chciałem jej zamęczać więc uznałem, że jeśli nie będzie na to gotowa to odłożymy to na inny czas. - Ann?
Przez jakąś chwilę siedzieliśmy w ciszy patrząc sobie głęboko w oczy.
-Mh... - usiadła krzyżując nogi. - Widzisz, nie jestem taka jak ty co pewnie już wiesz. Pochodzę z odległej planety, Patrhonus, która leży poza tym układem słonecznym. Sto lat temu całą naszą rasę wysłano z Ziemi na tą planetę, gdyż "zagrażaliśmy ludzkości". Czy w tym świecie nie ma miejsca dla innej rasy ludzi? - kolejna zła spłynęła jej po policzku. - Ja... musiałam uciec. To okropne miejsce, którym władają straszne i bezlitosne istoty. Na prawdę nie chcę cię narażać na śmierć. Przepraszam!
Wybiegła z pokoju zapłakana. Siedziałem nie wiedząc czy pobiec za nią. Jednak zostawienie jej w tej sytuacji było złym pomysłem.
Podniosłem się i wyszedłem z pomieszczenia rozglądając się czy nie siedzi, w którymś kącie.
Obszedłem już chyba cały dom dopóki nie znalazłem jej skulonej na środku pustego pokoju.
Podszedłem do niej i usiadłem by być naprzeciwko niej.
- Damy radę! Obiecuję Ci, że nie pozwolę byś wróciła na swoją planetę. - Chyba nigdy bym nie przypuszczał, że powiem kiedyś takie słowa.
Przytuliła mnie. Jej dotyk działał na mnie co najmniej kojąco. Odwzajemniłem uścisk jednak nie emocje nie wytrzymały i również zacząłem płakać.
Popatrzyła w moje zapłakane oczy i powiedziała:
- Potrzebuję Cię Jeongguk.
Nic nie mówiłem tylko jeszcze mocniej przycisnąłem ją do siebie.
- Nigdy Cię nie zostawię!
Takie wyznania wyjątkowo podkręciły atmosferę. Czułem się taki potrzebny i.... kochany.
Mimo, że nie powiedziała, że mnie kocha ja czuję gdzieś głęboko w sercu, mały płomyczek miłości, który powiększa się przy niej. Chodź słabo ją znam jestem gotów spędzić z nią resztę mojego życia.
Tydzień minął bardzo spokojnie. Wracałem do domu koło godziny 18 i siedzieliśmy czasami nawet do 3 w nocy śmiejąc się. Uwielbiam jej towarzystwo.
Postanowiłem zrobić jej niespodziankę i zanieść jej śniadanie do łóżka. Teraz gdy wiem czym się żywi nie popełnię błędu.
Wszedłem po cichu do jej pokoju i najciszej jak tylko potrafiłem podeszłe do łóżka. Szturchnąłem ją w ramię. Otworzyła oczy i od razu się uśmiechnęła.
- Dzień Dobry Ann. Jak spałaś ? - mówiąc to położyłem jej na kolanach przygotowaną przeze mnie potrawę. - Spróbuj. Bardzo się starałem...
Wzięła jeden kęs do ust. Z bezgraniczną uwagą patrzyłem na jej usta, które po przełknięciu uśmiechnęły się do mnie.
- Pyszne! Bardzo dziękuję.
Przytuliła mnie. Nie zostając dłużnym przytuliłem ją o wiele mocniej.
Po zjedzonym śniadaniu zapytałem czy chce pójść ze mną na spacer.
- Tak Tak Tak! Chodźmy!
Chwyciła mnie za rękę i wyszliśmy, a raczej wybiegliśmy z mieszkania nawet nie zamykając drzwi na klucz. Ale kto by się w takim momencie przejmował kluczami?
Początkowo miał to być zwyczajny spacer po parku lecz zauważyłem plakat, na którym było ogłoszone, że w dniu dzisiejszym niedaleko mojego domu rozbiło się wesołe miasteczko. Ann była bardzo szczęśliwa.
Nie chciałem jej zawieść i po chwili byliśmy już w drodze.
~~~~~~
Trochę to przeszło w miłosny nastrój czyż nie ? ^^
Ale chyba tak też jest dobrze ;3
czwartek, 21 maja 2015
Anioł z Piekieł. cz2
Patrzyła na mnie dość otępiałym wzrokiem. W mgnieniu oka jej wyraz twarzy się zmienił. Wyglądała na wystraszoną. Spojrzała na nieżywe już zwierze i rzucając nim z przerażeniem na ziemie i rozpłakała się. Szybko wstała i podbiegła do mnie łapiąc mnie w pasie. Przytuliła się do mojej klatki piersiowej i ciężko oddychając płakała.
- Kim jesteś? - zapytałem po raz kolejny, bo oczywiście wtedy nie doczekałem się odpowiedzi.
Nic nie odpowiedziała. W sumie to spodziewałem się tego.
- Wracajmy do domu. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Nie wiem czemu tak zareagowałem. Jakaś laska z kosmosu zżera na moich oczach małego psa a ja zapraszam ją do domu. Coś w niej było... gdyby tylko wiedział co.
Nastał wieczór. Niebo spowiły czarne chmury. Kończyliśmy właśnie jeść kolację. A raczej ja. Ona nie chciała. Mały czworonogi przyjaciel najwyraźniej jej wystarczył. Napuściłem jej wody do wanny i poszła się wykąpać. W tym czasie pościeliłem jej łóżko i przygotowałem cieplutkie kapcie przed drzwiami łazienki. Gdy wyszła i założyła cieplutkie papcie zaprowadziłem ją do pokoju, w którym miała spędzić tą noc.
Weszła pod kołdrę i przykryła się aż po czubek nosa. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na nią. Była bardzo ładna. Blask księżyca cudownie podkreślał kolor jej oczu. Popatrzyła na mnie zdziwiona. Speszyłem się i wstałem w pośpiechu chcąc opuścić ten pokój. Jednak coś mnie zatrzymało. Nie coś a ktoś. Jej ciepła dłoń oplotła moją. Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na nią. Przyciągnęła mnie z powrotem do łóżka więc znowu znalazłem się w pozycji siedzącej.
Patrzyłem jak wtulona w moją dłoń zasypia. Byłem szczęśliwy. Czułem się jej bardzo potrzebny. Nie mogłem zawieźć.
Obudziły mnie promienie słońca. Był przepiękny poranek. Z wielką chęcią wstałem i zacząłem robić śniadanie. Nie wiedziałem czy moja nowa współlokatorka będzie jadła więc po ciuchu wszedłem do jej pokoju. Jeszcze spała. Zbudziłem ją lekko szturchając w ramie.
- Czy... zjesz ze mną śniadanie?
Czy ona wgl umie mówić? Chyba nie bo jak zawsze była milcząca. Ta cisza jest potworna.
Wstała i przeszła ze mną do kuchni.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywasz?
Była długa cisza.
- No to chyba się..
- Ann.
Znieruchomiałem.
- Ty... ty umiesz mówić. Czemu wcześniej nic nie mówiłaś?
No tak, i tak przerażająca cisza. Poznałem jej imię. Czy to już jakiś krok w przód?
Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy na krótki spacer. Chciałem pokazać jej okolicę.
- Tutaj jest park a tutaj moja ulubiona kawiarnia a tu... - zatrzymałem się.
W miejscu, w którym był dom mojego najlepszego przyjaciela był krater. Patrzyłem nie wiedząc o co chodzi.
- To.. To niemożliwe! - upadłem na kolana. Miałem łzy w oczach.
Ann zachwiała się. Popatrzyła na mnie z przerażeniem. Chwyciła mnie za rękę i wystartowała w stronę naszego domu tak szybko, że przez kilka sekund po prostu turlałem się po ziemi.
- Ann! O co tu chodzi?! Czemu to zrobiłaś? - Nie wiedziałem o co jej chodziło. Jakby zobaczyła ducha.
Popłakała się. Nie mogłem na to patrzeć i odruchowo zniżyłem się do niej przytulając ją.
- Nie płacz. Proszę nie płacz.
- Pan nie może tam być. Zginiesz. - powiedziała łkając.
- Kim jesteś? - zapytałem po raz kolejny, bo oczywiście wtedy nie doczekałem się odpowiedzi.
Nic nie odpowiedziała. W sumie to spodziewałem się tego.
- Wracajmy do domu. - powiedziałem i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania.
Nie wiem czemu tak zareagowałem. Jakaś laska z kosmosu zżera na moich oczach małego psa a ja zapraszam ją do domu. Coś w niej było... gdyby tylko wiedział co.
Nastał wieczór. Niebo spowiły czarne chmury. Kończyliśmy właśnie jeść kolację. A raczej ja. Ona nie chciała. Mały czworonogi przyjaciel najwyraźniej jej wystarczył. Napuściłem jej wody do wanny i poszła się wykąpać. W tym czasie pościeliłem jej łóżko i przygotowałem cieplutkie kapcie przed drzwiami łazienki. Gdy wyszła i założyła cieplutkie papcie zaprowadziłem ją do pokoju, w którym miała spędzić tą noc.
Weszła pod kołdrę i przykryła się aż po czubek nosa. Usiadłem na łóżku i patrzyłem na nią. Była bardzo ładna. Blask księżyca cudownie podkreślał kolor jej oczu. Popatrzyła na mnie zdziwiona. Speszyłem się i wstałem w pośpiechu chcąc opuścić ten pokój. Jednak coś mnie zatrzymało. Nie coś a ktoś. Jej ciepła dłoń oplotła moją. Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem na nią. Przyciągnęła mnie z powrotem do łóżka więc znowu znalazłem się w pozycji siedzącej.
Patrzyłem jak wtulona w moją dłoń zasypia. Byłem szczęśliwy. Czułem się jej bardzo potrzebny. Nie mogłem zawieźć.
Obudziły mnie promienie słońca. Był przepiękny poranek. Z wielką chęcią wstałem i zacząłem robić śniadanie. Nie wiedziałem czy moja nowa współlokatorka będzie jadła więc po ciuchu wszedłem do jej pokoju. Jeszcze spała. Zbudziłem ją lekko szturchając w ramie.
- Czy... zjesz ze mną śniadanie?
Czy ona wgl umie mówić? Chyba nie bo jak zawsze była milcząca. Ta cisza jest potworna.
Wstała i przeszła ze mną do kuchni.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywasz?
Była długa cisza.
- No to chyba się..
- Ann.
Znieruchomiałem.
- Ty... ty umiesz mówić. Czemu wcześniej nic nie mówiłaś?
No tak, i tak przerażająca cisza. Poznałem jej imię. Czy to już jakiś krok w przód?
Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy na krótki spacer. Chciałem pokazać jej okolicę.
- Tutaj jest park a tutaj moja ulubiona kawiarnia a tu... - zatrzymałem się.
W miejscu, w którym był dom mojego najlepszego przyjaciela był krater. Patrzyłem nie wiedząc o co chodzi.
- To.. To niemożliwe! - upadłem na kolana. Miałem łzy w oczach.
Ann zachwiała się. Popatrzyła na mnie z przerażeniem. Chwyciła mnie za rękę i wystartowała w stronę naszego domu tak szybko, że przez kilka sekund po prostu turlałem się po ziemi.
- Ann! O co tu chodzi?! Czemu to zrobiłaś? - Nie wiedziałem o co jej chodziło. Jakby zobaczyła ducha.
Popłakała się. Nie mogłem na to patrzeć i odruchowo zniżyłem się do niej przytulając ją.
- Nie płacz. Proszę nie płacz.
- Pan nie może tam być. Zginiesz. - powiedziała łkając.
wtorek, 12 maja 2015
Anioł Z Piekieł. cz1
Kolejne długie opowiadanie :)
Mimo, że były tylko 2 to jakoś nie mam ochoty pisać One-Shot'ów ..
A Wy jak myślicie? :)
Tak czy tak zapraszam do komentowania.
Miłego czytania! :3
~~~~~~~~~~~~
Obudziłem się w środku nocy. Była dokładnie 3 nad ranem. Dom świecił pustkami. Mieszkałem sam odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Blask pełni księżyca nie dawał mi spać. Kolejna pełnia oznacza kolejną nieprzespaną nockę. Z przyzwyczajenia obróciłem się w stronę okna i patrzyłem na ten piękny duży punkt na niebie. Wydawał się być tak blisko. Mógłbym go dotknąć.
Patrząc na różne gwiazdy jedna zdawała się przybliżać. Była wyjątkowa. Świeciła najmocniej i była największa.
- Gdybym mógł zobaczyć Cię z bliska...
Bardzo lubiłem wpatrywać się w tą nieodkrytą przestrzeń jaką jest najdalsza część kosmosu.
To dziwne. Ta gwiazda na prawdę była coraz bliżej. Jej blask wyraźnie był mocniejszy. Obserwowałem ją jeszcze kilka minut.
Poraziło mnie. Była blisko. Widziałem ją. Spada na ziemie. Ale czy to możliwe?!
Rozlega się wielki huk.
- Co do... - urwałem. To co zobaczyłem...
Kometa? Gwiazda? Kawałek nieba?
Przez całą moją posesję przebiegała linia, wyryta jak przez biegnące stado nieokrzesanych zwierząt . Na jej końcu coś leżało.
Bałem się ale jednak ciekawość wzięła w górę. Nie zastanawiając się ostrożnie podszedłem. Serce biło mi jak szalone.
Ujrzałem dziewczynę. Była naga. Miała bardzo długie, aż za pas, różowe włosy.
Oniemiałem.
- Co mam teraz począć? - mówiłem sam do siebie. - Zadzwonić na policję? Nie... Bo co powiem? "Jakaś naga laska zleciała z nieba przyjedźcie tu!" ????
Nie mając zbytniego wyboru poszedłem bliżej i wziąłem ją na ręce. Od czasu tego wypadku w domu była masa zbędnych pomieszczeń. Zaniosłem nową przybyszkę do jednego z nich i położyłem na łóżku. Poszedłem do garderoby szukając jakiś ubrań, które mogłyby być w jej rozmiarze. Znalazłem kilka, które mogą być dobre i po pójściu do pokoju, w którym się znajdowała zacząłem ją ubierać.
Nie wiem co skłoniło mnie do takie postępowania. Mogłem ją zostawić lub zadzwonić na policję czy coś w tym stylu jednak jakaś nieopisana siła kazała mi się nią zaopiekować.
Leżała tak przez 3 dni. Wziąłem wolne z pracy by móc przy niej być gdy się obudzi.
Będąc sama w obcym domu mogłaby doznać szoku.
Koło południa, gdy zacząłem robić obiad usłyszałem krzyk dochodzący z pokoju nowej współlokatorki.
Pobiegłem ile sił w nogach i szybko otworzyłem drzwi.
Stała na środku pokoju. Jedną nogę miała ugiętą a ręce trzymała za sobą. Nic nie mówiła.
- Y... Cześć! Ja jestem, y.. jestem Jeon Jeongguk! Możesz mi mówić Kookie. - trochę się jąkałem.
Dalej nic nie mówiła. Patrzyłem na nią z nadzieją, że coś powie. Nie miałem pojęcia czy się odezwać.
- Zrobiłem obiad. Czy... chcesz go ze mną zjeść? - spytałem.
Dalej nic nie mówiąc skinęła głową i podeszła do mnie łapiąc mnie mocno za rękę. Była nawet słodka.
Pokazałem jej gdzie może usiąść i nałożyłem przygotowane przeze mnie danie.
- Wiem, że Gordonem nie jestem ale na prawdę się starałem. - powiedziałem widząc jak dziewczyna wykrzywia się. Chyba jej nie smakuje.
Wzięła kolejny kęs i zaczęła kaszleć. Wyglądało to jakby się krztusiła. Wstała energicznie z krzesła przewracając je do tyłu na podłogę.
Wypluła całe jedzenie, które miała w jamie ustnej.
- Ja, przepraszam. Nie wiedziałem, że tak bardzo tego nie lubisz.
Zrobiło mi się na prawdę głupio. Aż takie niedobre jedzenie robię, że ludzie się nim dławią z obrzydzenia?!
Dziewczyna podeszła do lodówki i otworzyła ją omal nie wyrywając drzwiczek. Wydaje się być wkurzona. Wszystko robi bardzo energicznie.
Zaczęła ciężko oddychać i trzasnęła. Popatrzyła na mnie po czym zaczęła otwierać drzwi wszystkich półek i szafek jakie tylko znajdują się w kuchni wysypując i rozwalając po całym pomieszczeniu ich zawartość.
- Przestań! - krzyknąłem. Podbiegłem i złapałem ją za rękę.
Obróciła się w moją stronę. Jej źrenice były bardzo małe. Wyglądała upiornie.
Syknęła na mnie i wyrwała mi swoją rękę. Wybiegła z domu.
Nie wiem co mną pokierowało, że pobiegłem za nią.
Po kilku minutach zgubiłem ją z pola widzenia. Chodziłem i szukałem jej po całej miejscowości.
- Gdzie jesteś!? - mruknąłem pod nosem. Miałem już dość tej zabawy.
Nagle usłyszałem w parku obok jęk. Podbiegłem z nadzieją, że to ona.
Tak, to była ona. Klęczała. Twarz miała blisko ziemi.
Podszedłem bliżej nie za bardzo rozumiejąc co ona właściwie robi.
Odwróciła się do mnie. Zęby miała zatopione w miękkim ciele małego pieska. Odgryzła kawałek jego brzucha. Przeżuła go i połknęła. Wstała i obróciła się w moją stronę.
Po jej twarzy spływały krople krwi tego niewinnego zwierzęcia.
Nie mogłem zrozumieć co tu właściwie zaszło
- Kim Ty jesteś?
~~~~~~~~
Brutalne tylko trochę ^^ ;3
Piszcie komentarze chcę wiedzieć
co sądzicie i czy jest sens to pisać ;3
pozdrawiam <33
Mimo, że były tylko 2 to jakoś nie mam ochoty pisać One-Shot'ów ..
A Wy jak myślicie? :)
Tak czy tak zapraszam do komentowania.
Miłego czytania! :3
~~~~~~~~~~~~
Obudziłem się w środku nocy. Była dokładnie 3 nad ranem. Dom świecił pustkami. Mieszkałem sam odkąd moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Blask pełni księżyca nie dawał mi spać. Kolejna pełnia oznacza kolejną nieprzespaną nockę. Z przyzwyczajenia obróciłem się w stronę okna i patrzyłem na ten piękny duży punkt na niebie. Wydawał się być tak blisko. Mógłbym go dotknąć.
Patrząc na różne gwiazdy jedna zdawała się przybliżać. Była wyjątkowa. Świeciła najmocniej i była największa.
- Gdybym mógł zobaczyć Cię z bliska...
Bardzo lubiłem wpatrywać się w tą nieodkrytą przestrzeń jaką jest najdalsza część kosmosu.
To dziwne. Ta gwiazda na prawdę była coraz bliżej. Jej blask wyraźnie był mocniejszy. Obserwowałem ją jeszcze kilka minut.
Poraziło mnie. Była blisko. Widziałem ją. Spada na ziemie. Ale czy to możliwe?!
Rozlega się wielki huk.
- Co do... - urwałem. To co zobaczyłem...
Kometa? Gwiazda? Kawałek nieba?
Przez całą moją posesję przebiegała linia, wyryta jak przez biegnące stado nieokrzesanych zwierząt . Na jej końcu coś leżało.
Bałem się ale jednak ciekawość wzięła w górę. Nie zastanawiając się ostrożnie podszedłem. Serce biło mi jak szalone.
Ujrzałem dziewczynę. Była naga. Miała bardzo długie, aż za pas, różowe włosy.
Oniemiałem.
- Co mam teraz począć? - mówiłem sam do siebie. - Zadzwonić na policję? Nie... Bo co powiem? "Jakaś naga laska zleciała z nieba przyjedźcie tu!" ????
Nie mając zbytniego wyboru poszedłem bliżej i wziąłem ją na ręce. Od czasu tego wypadku w domu była masa zbędnych pomieszczeń. Zaniosłem nową przybyszkę do jednego z nich i położyłem na łóżku. Poszedłem do garderoby szukając jakiś ubrań, które mogłyby być w jej rozmiarze. Znalazłem kilka, które mogą być dobre i po pójściu do pokoju, w którym się znajdowała zacząłem ją ubierać.
Nie wiem co skłoniło mnie do takie postępowania. Mogłem ją zostawić lub zadzwonić na policję czy coś w tym stylu jednak jakaś nieopisana siła kazała mi się nią zaopiekować.
Leżała tak przez 3 dni. Wziąłem wolne z pracy by móc przy niej być gdy się obudzi.
Będąc sama w obcym domu mogłaby doznać szoku.
Koło południa, gdy zacząłem robić obiad usłyszałem krzyk dochodzący z pokoju nowej współlokatorki.
Pobiegłem ile sił w nogach i szybko otworzyłem drzwi.
Stała na środku pokoju. Jedną nogę miała ugiętą a ręce trzymała za sobą. Nic nie mówiła.
- Y... Cześć! Ja jestem, y.. jestem Jeon Jeongguk! Możesz mi mówić Kookie. - trochę się jąkałem.
Dalej nic nie mówiła. Patrzyłem na nią z nadzieją, że coś powie. Nie miałem pojęcia czy się odezwać.
- Zrobiłem obiad. Czy... chcesz go ze mną zjeść? - spytałem.
Dalej nic nie mówiąc skinęła głową i podeszła do mnie łapiąc mnie mocno za rękę. Była nawet słodka.
Pokazałem jej gdzie może usiąść i nałożyłem przygotowane przeze mnie danie.
- Wiem, że Gordonem nie jestem ale na prawdę się starałem. - powiedziałem widząc jak dziewczyna wykrzywia się. Chyba jej nie smakuje.
Wzięła kolejny kęs i zaczęła kaszleć. Wyglądało to jakby się krztusiła. Wstała energicznie z krzesła przewracając je do tyłu na podłogę.
Wypluła całe jedzenie, które miała w jamie ustnej.
- Ja, przepraszam. Nie wiedziałem, że tak bardzo tego nie lubisz.
Zrobiło mi się na prawdę głupio. Aż takie niedobre jedzenie robię, że ludzie się nim dławią z obrzydzenia?!
Dziewczyna podeszła do lodówki i otworzyła ją omal nie wyrywając drzwiczek. Wydaje się być wkurzona. Wszystko robi bardzo energicznie.
Zaczęła ciężko oddychać i trzasnęła. Popatrzyła na mnie po czym zaczęła otwierać drzwi wszystkich półek i szafek jakie tylko znajdują się w kuchni wysypując i rozwalając po całym pomieszczeniu ich zawartość.
- Przestań! - krzyknąłem. Podbiegłem i złapałem ją za rękę.
Obróciła się w moją stronę. Jej źrenice były bardzo małe. Wyglądała upiornie.
Syknęła na mnie i wyrwała mi swoją rękę. Wybiegła z domu.
Nie wiem co mną pokierowało, że pobiegłem za nią.
Po kilku minutach zgubiłem ją z pola widzenia. Chodziłem i szukałem jej po całej miejscowości.
- Gdzie jesteś!? - mruknąłem pod nosem. Miałem już dość tej zabawy.
Nagle usłyszałem w parku obok jęk. Podbiegłem z nadzieją, że to ona.
Tak, to była ona. Klęczała. Twarz miała blisko ziemi.
Podszedłem bliżej nie za bardzo rozumiejąc co ona właściwie robi.
Odwróciła się do mnie. Zęby miała zatopione w miękkim ciele małego pieska. Odgryzła kawałek jego brzucha. Przeżuła go i połknęła. Wstała i obróciła się w moją stronę.
Po jej twarzy spływały krople krwi tego niewinnego zwierzęcia.
Nie mogłem zrozumieć co tu właściwie zaszło
- Kim Ty jesteś?
~~~~~~~~
Brutalne tylko trochę ^^ ;3
Piszcie komentarze chcę wiedzieć
co sądzicie i czy jest sens to pisać ;3
pozdrawiam <33
niedziela, 10 maja 2015
One-Shot ~ Zróbmy to.
Gatunek: One-sho, Yaoi
Głowni bohaterowie: Chen, Kris [EXO]

~~~~~~
- Żryjcie to! - krzyknął nasz Pan rzucając w nas kilkoma kromkami chleba. - Więcej nie będzie dopóki się nie złamiecie.
Dokładnie miesiąc temu ja i Kris zostaliśmy porwani i zniewoleni. Siedzieliśmy nadzy w małej, stalowej klatce. Torturowani i głodzeni. Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie się znajdujemy ani jak się tu dostaliśmy. Ostatnie co nam przychodzi na myśl to dość ostra impreza w jakimś nocnym klubie. Było tam dużo groźnych typa. Upiliśmy się i obudziliśmy rozebrani, właśnie w tym miejscu. Mimo upływu czasu dalej się siebie krępujemy. Nie tak jak na początku, ale jednak bycie bez ubrań przy koledze z zespołu to dość krępująca sprawa. Ale nie o tym... Nasz oprawca karmi nas raz dziennie, kromką suchego chleba. Nasze bycie tu zależy od tego, czy zdobędziemy się na odwagę i wypełnimy jego chore fantazje. Jebany zbok.
- Kris, co zrobimy? - spytałem przeżuwając kawałek chleba.
Kris ledwo się trzymał. W jego oczach widać było strach i przygnębienie.
- Wiesz, że jestem gotowy zrobić wszystko by się stąd wydostać. - powiedziałem z nadzieją, że może wreszcie uzyskam od niego dokładną odpowiedź.
Nie otrzymałem jej. Spędziliśmy tak kolejny dzień. Rano ten przybity głodem fagas zabrał Krisa. Jak już mówiłem torturował nas z nadzieją, że się złamiemy. Kris nie dawał za wygraną i wszystko znosił: Nadcinanie skóry, bicie, rzucanie na wszystkie strony, kaleczenie na wiele sposobów. Ze mną było gorzej... Od 2 tygodni wszystko bolało mnie 3x bardziej. Ból był niewyobrażalny.
Kris wrócił. Był cały siny.
- Zróbmy to. - powiedział.
Bez zastanowienia zawołałem naszego kochającego opiekuna i powiedziałem:
- Czy jeśli zrobimy co każesz to wypuścisz nas?
- Tak! Mówiłem to na samym początku.. - śmiał się.
- Kris... jutro z samego rana?
Nic nie mówiąc pokręcił głową zgadzając się. Oboje mieliśmy tego dość.
*Następnego Dnia*
- Chen! Wstawaj, już czas.
Obudził mnie łagodny głos Krisa. Zawsze mnie tak łagodnie budził. Kochałem to w nim. Był bardzo delikatny, dorosły i rozsądny. Totalnie w moim typie.
Usiadłem i popatrzyłem na chłopaka. Bałem się i to bardzo. Nie wiedzieliśmy do czego ten psychopata nas zmusi. Ale biorąc pod uwagę naszą nagość... można było wysnuć podejrzenia.
Kris widząc moje zmartwienie przytulił mnie i powiedział:
- Nie bój się, jestem z Tobą prawda? - lekko się uśmiechając przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zaczerwieniłem się.
- Dobra chłopaki po kolei wychodzić. - otworzył naszą klatkę. Kris wyszedł pierwszy, po czym klatka znowu była zamknięta.
Przymocował jego nogi do podłoża a ręce zawiązał liną przyczepioną do sufitu.
- Teraz ty. - powiedział podchodząc do miejsca, w którym przez jakąś chwilę czułem się jakoś dziwnie bezpiecznie. - No wyłaź!
Ciągnąc mnie za rękę usadowił przed Krisem.
- Daj łapę!
Podałem mu. Od razu przykuł mnie za nią do podłogi. Byłem bardzo blisko chłopaka, którego w ostatnim czasie zacząłem darzyć szczególny uczuciem. Gościu usiadł sobie na krześle obok.
- Zaczynajcie.
- Ale ... co mamy robić? - byłem zdziwiony. Nie do końca chyba zrozumiałem jego polecenie.
- Kurwa... - wstał i podszedł do nas. Chwycił mnie za głowę otwierając szeroko moją buzię i pchnął w stronę przyrodzenia Krisa. Jego skarb znalazł się w moich ustach.
- Tak! Super. A teraz spróbuj sam. - puścił moją głowę. Musiałem ro zrobić. Odsunąłem się na chwilę.
- Przepraszam. - i ponownie wziąłem się za daną mi robotę.
Najpierw delikatnie muskałem językiem koniec jego członka. Podniecił się wydając z siebie ciche odgłosy. Jego członek podnosił się. Widząc, że mój Pan chce więcej przyspieszyłem. Widząc, że jest już u kresu wytrzymałości, robiłem to najszybciej jak mogłem. Po kilku sekundach odsunąłem się by nie łykać jego spermy. Posapując popatrzył mi prosto w oczy.
Nasz oprawca podszedł do nas i zmienił pozycję Krisa. Jego ręce były teraz wolne. Wrócił na swoje miejsce.
- Kris. Teraz twoja kolej. Bądź grzecznym seme.
- Ja... to mój... - nie potrafiłem tego powiedzieć.
- To twój pierwszy raz? - spytał Kris łagodnym tonem.
Pokiwałem głową potakując.
- Obiecuję, postaram się być delikatny.
Nasze usta złączyły się w delikatnym i namiętnym pocałunku. Całował moją dolną wargę po czym zaczął schodzić w stronę szyi zostawiając na niej malinki w najbardziej czułych miejscach. Następnie zaczął całować moje obojczyki i patrząc mi w oczy znów zaczął mnie namiętnie całować.
Odsunął się i zmoczył wskazujący palec i włożył go w mój otwór.
Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem.
- Kris..
Włożył kolejny palec i zaczął poruszać się szybciej. Moje ciało wygięło się lekko i przestało dopiero gdy znowu mnie pocałował.
Trzeci palec. Jęknąłem podczas naszego pocałunku. Był widocznie podniecony. Mimo przymusu?
- No już! Ile mam czekać?! - krzyknął co trochę wybiło nas z rytmu.
Kris rozszerzył moje nogi.
- Gotowy?
- Gotowy.
Wszedł we mnie. Złapałem się ręką za usta by nie wydobyć z siebie żadnych podniecających dźwięków. Jednak nie udało mi się to i z każdym momentem przyspieszenia posapywałem i jęczałem.
Mimo wszystko było mi dobrze a ból powoli zamieniał się w rozkosz.
- Ja... ja już nie wytrzymam! Ah.. Kris!!
Spuściłem się a chwilę po tym on zrobił to we mnie.
Padliśmy na siebie wycieńczeni. Spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się.
- Macie! - rzucił nam klucz od kajdanek, którymi byliśmy przymocowani do podłoża. Za chwilę dał nam też nasze ciuchy. Ubraliśmy się i już mieliśmy wychodzić. Kris wstał i podał mi rękę by mi pomóc.
- Nie..
Złapał mnie za rękę i przymusowo podniósł do góry.
- Ahhh! - krzycząc to-upadłem. - Mój tyłek! Miałeś być delikatny.
Zaśmiał się nic nie mówiąc.
- No spierdalać zanim się rozmyślę! - wrzeszczał na nas.
Mój mały książę wziął mnie na ręce i wyprowadził z budynku. Wezwał taxi i pojechaliśmy prosto do najbliższego hotelu gdzie po krótkim odpoczynku znowu to zrobiliśmy.
To niemiłe wspomnienie na zawsze złączyło nasze serca, które teraz były przepełnione miłością.
- Kocham Cię Chen.
Głowni bohaterowie: Chen, Kris [EXO]

~~~~~~
- Żryjcie to! - krzyknął nasz Pan rzucając w nas kilkoma kromkami chleba. - Więcej nie będzie dopóki się nie złamiecie.
Dokładnie miesiąc temu ja i Kris zostaliśmy porwani i zniewoleni. Siedzieliśmy nadzy w małej, stalowej klatce. Torturowani i głodzeni. Nie wiedzieliśmy dokładnie gdzie się znajdujemy ani jak się tu dostaliśmy. Ostatnie co nam przychodzi na myśl to dość ostra impreza w jakimś nocnym klubie. Było tam dużo groźnych typa. Upiliśmy się i obudziliśmy rozebrani, właśnie w tym miejscu. Mimo upływu czasu dalej się siebie krępujemy. Nie tak jak na początku, ale jednak bycie bez ubrań przy koledze z zespołu to dość krępująca sprawa. Ale nie o tym... Nasz oprawca karmi nas raz dziennie, kromką suchego chleba. Nasze bycie tu zależy od tego, czy zdobędziemy się na odwagę i wypełnimy jego chore fantazje. Jebany zbok.
- Kris, co zrobimy? - spytałem przeżuwając kawałek chleba.
Kris ledwo się trzymał. W jego oczach widać było strach i przygnębienie.
- Wiesz, że jestem gotowy zrobić wszystko by się stąd wydostać. - powiedziałem z nadzieją, że może wreszcie uzyskam od niego dokładną odpowiedź.
Nie otrzymałem jej. Spędziliśmy tak kolejny dzień. Rano ten przybity głodem fagas zabrał Krisa. Jak już mówiłem torturował nas z nadzieją, że się złamiemy. Kris nie dawał za wygraną i wszystko znosił: Nadcinanie skóry, bicie, rzucanie na wszystkie strony, kaleczenie na wiele sposobów. Ze mną było gorzej... Od 2 tygodni wszystko bolało mnie 3x bardziej. Ból był niewyobrażalny.
Kris wrócił. Był cały siny.
- Zróbmy to. - powiedział.
Bez zastanowienia zawołałem naszego kochającego opiekuna i powiedziałem:
- Czy jeśli zrobimy co każesz to wypuścisz nas?
- Tak! Mówiłem to na samym początku.. - śmiał się.
- Kris... jutro z samego rana?
Nic nie mówiąc pokręcił głową zgadzając się. Oboje mieliśmy tego dość.
*Następnego Dnia*
- Chen! Wstawaj, już czas.
Obudził mnie łagodny głos Krisa. Zawsze mnie tak łagodnie budził. Kochałem to w nim. Był bardzo delikatny, dorosły i rozsądny. Totalnie w moim typie.
Usiadłem i popatrzyłem na chłopaka. Bałem się i to bardzo. Nie wiedzieliśmy do czego ten psychopata nas zmusi. Ale biorąc pod uwagę naszą nagość... można było wysnuć podejrzenia.
Kris widząc moje zmartwienie przytulił mnie i powiedział:
- Nie bój się, jestem z Tobą prawda? - lekko się uśmiechając przejechał opuszkami palców po moim policzku. Zaczerwieniłem się.
- Dobra chłopaki po kolei wychodzić. - otworzył naszą klatkę. Kris wyszedł pierwszy, po czym klatka znowu była zamknięta.
Przymocował jego nogi do podłoża a ręce zawiązał liną przyczepioną do sufitu.
- Teraz ty. - powiedział podchodząc do miejsca, w którym przez jakąś chwilę czułem się jakoś dziwnie bezpiecznie. - No wyłaź!
Ciągnąc mnie za rękę usadowił przed Krisem.
- Daj łapę!
Podałem mu. Od razu przykuł mnie za nią do podłogi. Byłem bardzo blisko chłopaka, którego w ostatnim czasie zacząłem darzyć szczególny uczuciem. Gościu usiadł sobie na krześle obok.
- Zaczynajcie.
- Ale ... co mamy robić? - byłem zdziwiony. Nie do końca chyba zrozumiałem jego polecenie.
- Kurwa... - wstał i podszedł do nas. Chwycił mnie za głowę otwierając szeroko moją buzię i pchnął w stronę przyrodzenia Krisa. Jego skarb znalazł się w moich ustach.
- Tak! Super. A teraz spróbuj sam. - puścił moją głowę. Musiałem ro zrobić. Odsunąłem się na chwilę.
- Przepraszam. - i ponownie wziąłem się za daną mi robotę.
Najpierw delikatnie muskałem językiem koniec jego członka. Podniecił się wydając z siebie ciche odgłosy. Jego członek podnosił się. Widząc, że mój Pan chce więcej przyspieszyłem. Widząc, że jest już u kresu wytrzymałości, robiłem to najszybciej jak mogłem. Po kilku sekundach odsunąłem się by nie łykać jego spermy. Posapując popatrzył mi prosto w oczy.
Nasz oprawca podszedł do nas i zmienił pozycję Krisa. Jego ręce były teraz wolne. Wrócił na swoje miejsce.
- Kris. Teraz twoja kolej. Bądź grzecznym seme.
- Ja... to mój... - nie potrafiłem tego powiedzieć.
- To twój pierwszy raz? - spytał Kris łagodnym tonem.
Pokiwałem głową potakując.
- Obiecuję, postaram się być delikatny.
Nasze usta złączyły się w delikatnym i namiętnym pocałunku. Całował moją dolną wargę po czym zaczął schodzić w stronę szyi zostawiając na niej malinki w najbardziej czułych miejscach. Następnie zaczął całować moje obojczyki i patrząc mi w oczy znów zaczął mnie namiętnie całować.
Odsunął się i zmoczył wskazujący palec i włożył go w mój otwór.
Otworzyłem szeroko oczy i jęknąłem.
- Kris..
Włożył kolejny palec i zaczął poruszać się szybciej. Moje ciało wygięło się lekko i przestało dopiero gdy znowu mnie pocałował.
Trzeci palec. Jęknąłem podczas naszego pocałunku. Był widocznie podniecony. Mimo przymusu?
- No już! Ile mam czekać?! - krzyknął co trochę wybiło nas z rytmu.
Kris rozszerzył moje nogi.
- Gotowy?
- Gotowy.
Wszedł we mnie. Złapałem się ręką za usta by nie wydobyć z siebie żadnych podniecających dźwięków. Jednak nie udało mi się to i z każdym momentem przyspieszenia posapywałem i jęczałem.
Mimo wszystko było mi dobrze a ból powoli zamieniał się w rozkosz.
- Ja... ja już nie wytrzymam! Ah.. Kris!!
Spuściłem się a chwilę po tym on zrobił to we mnie.
Padliśmy na siebie wycieńczeni. Spojrzeliśmy sobie w oczy i pocałowaliśmy się.
- Macie! - rzucił nam klucz od kajdanek, którymi byliśmy przymocowani do podłoża. Za chwilę dał nam też nasze ciuchy. Ubraliśmy się i już mieliśmy wychodzić. Kris wstał i podał mi rękę by mi pomóc.
- Nie..
Złapał mnie za rękę i przymusowo podniósł do góry.
- Ahhh! - krzycząc to-upadłem. - Mój tyłek! Miałeś być delikatny.
Zaśmiał się nic nie mówiąc.
- No spierdalać zanim się rozmyślę! - wrzeszczał na nas.
Mój mały książę wziął mnie na ręce i wyprowadził z budynku. Wezwał taxi i pojechaliśmy prosto do najbliższego hotelu gdzie po krótkim odpoczynku znowu to zrobiliśmy.
To niemiłe wspomnienie na zawsze złączyło nasze serca, które teraz były przepełnione miłością.
- Kocham Cię Chen.
środa, 6 maja 2015
One- Shot ~ Miłość czy przyjaźń? Oto jest pytanie.
Paring: ~
Gatunek: One-shot
~~~~~~~~~~
Yoona:
- Zostaw mi ten kawałek!
Razem z moją najlepszą przyjaciółką Yeonrin spędzałyśmy popołudnie leżąc na łóżku i obżerając się pizzą podczas oglądania dramy.
- Nie jedz! Będziesz gruba.
Wystawiłam jej język i wzięłam ostatni kawałek.
Przez jakiś czas nic nie mówiłyśmy. Byłam bardzo zaciekawiona tą dramą. Gościu umarł i żył w snach swojej byłej dziewczyny. Dość dziwne.
- Yoona, mam prośbę. To może cię trochę zszokować. - wypowiadając to przerwała ciszę i moje wczucie się w akcje filmu.
- Pewnie mów.
- Jak przyjdzie tu Tao, proszę zostaw nas w pokoju. Zamierzam dzisiaj go poderwać. Mam dość przelotnych związków. Chciałabym znaleźć kogoś na dłużej.
Tao. Chłopak idealny. Szalało za nim dużo dziewczyn i chyba tylko dlatego nie powiedziałam mu o swoich uczuciach. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak nikomu o tym nie mówiłam. Yeonrin także o tym nie wiedziała. Przyjaźnimy się od przedszkola i wie o mnie wszystko. No, prawie wszystko. Ale nie ważne, miałam teraz ważniejsze sprawy niż rozważanie co ona o mnie wie. Chcę dla niej dobrze a jednak na myśl, że będą sami w pokoju mnie przytłacza.
- Yeonrin, nigdy nie mówiłaś, że podoba ci się Tao!
- Bo mi się nie podobał. Myślałam dużo o nim. I wczoraj doszłam do wniosku, że to ten właściwy.
Tak, bo tyle jest chłopaków na tym świecie a ona musiała sobie obrać za cel akurat jego.
- No... nie wiem.
- Yoona błagam Cię! Przyjaźnimy się czy nie?!
Zastanawiam się czy przyjaciółka powinna tak mówić.
- Tak, ale moim zdaniem to nie jest dobry pomysł.
- Proszęęę! - zrobiła swoje słodkie błagalne oczka.
- Aish no dobra! - westchnęłam.
Czemu tak łatwo dałam się przekonać? Yeonrin jest szczupłą blondynką o oczach niebieskich niczym ocean i ślicznych długich włosach, Jest bardzo kształtna i kobieca. Nie to co ja: Brunetka, oczy piwne, włosy do ramion, piegowata. Jasne, że miała u Tao większe szanse.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. To pewnie był nasz mały książę. Serce zaczęło mi mocniej bić. Otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka.
- Cześć Yoona! Proszę, to dla Ciebie. - uśmiechnął się wręczając mi małą torbę z zapakowanymi perfumami.
- Oh! Na prawdę nie trzeba było! - mówiąc to przytuliłam go na co moja przyjaciółka udawała kaszel, na znak żebym przestała.
Posłusznie odeszłam od chłopaka i zaprowadziłam go do pokoju, w którym wcześniej siedziałyśmy. Oczywiście moja kumpela dawała mi od razu tysiące znaków żebym jak najszybciej opuściła ten pokój zostawiając ich samych.
- Ja... zapomniałam, że muszę zrobić porządek w kuchni. I... zrobić zakupy. Poczekacie z pół godzinki? - spytałam ale w środku czułam, że nie chcę ich zostawiać.
- Pewnie! - powiedziała.
- Oczywiście, że nie! Yeonrin poczekaj tutaj. Ja i Yoona wszystko zrobimy. We dwójkę pójdzie szybciej czyż nie? - uśmiechnął się do mnie a przyjaciółka chyba właśnie zabiła mnie w swoich myślach.
- Tao, na prawdę dam sobie sama radę! Zostań z nią. - czemu właściwie to powiedziałam?
- Nie! Nie puszczę cię nigdzie jeśli nie pozwolisz sobie pomóc. - spojrzał na mnie ale ja nic nie mówiłam. - No to chyba się zgadzasz.
Wyciągnął mnie za rękę z pokoju i wyszliśmy z mieszkania na zakupy.
Tao:
Udało mi się! Chciałem spędzić trochę czasu z Yooną. Niezbyt przepadam za jej przyjaciółką więc nie chciałem zostać. Poszliśmy do Biedry i kupiliśmy wszystko co było potrzebne.
- Właściwie to czemu nie chciałeś zostać? - zapytała mnie.
- Wiesz, na prawdę chciałem ci pomóc! Taka wyjątkowa dziewczyna jak ty nie powinna sama chodzić po mieście.
Jak ja kocham gdy Yoona czerwieni się z zawstydzenia. Jest wtedy taka urocza i bezbronna. Uznałem, że czas zrobić krok w przód co do niej. Za długo już czekałem aż coś się stanie samo z siebie. Trzeba samemu coś zrobić.
Wróciliśmy do domu. Czekała tam Yeonrin. W sumie liczyłem, że podczas naszej nieobecności usunie się nam z drogi i pójdzie do domu a wtedy zostaniemy sami. Ale jednak nie. No cóż chyba będę musiał zaakceptować jej towarzystwo. A przynajmniej do czasu aż zaczniemy się umawiać. Wtedy Yoona będzie tylko moja! (<3)
- Dość długo was nie było... - powiedziała z wyrzutami do Yoony.
- Przepraszam, nie mogłam znaleźć niektórych rzeczy.
- Tak, do niektórych półek też nie dosięgałaś i musiałem cię podsadzać. - zaśmiałem się.
I w tym momencie zrobiło się dziwnie. Dziewczyny zamilkły. Zobaczyłem jak Yeonrin patrzy na Yoone ze wściekłym wzrokiem a ta jakby próbowała się schować przed jej spojrzeniem wgapiając się w podłogę. Atmosfera była dość napięta.
- No to... co będziemy robić? - spytałem z nadzieją, że rozładuję napięcie.
- Możemy obejrzeć horror! - Krzyknęła Yeonrin.
Bez zbędnych słów Yoona podeszła do półki, w której trzyma masę przeróżnych filmów.
- Może być "Mama"? Nie oglądałam jeszcze a ponoć fajne.
Potaknąłem. Znałem ten film na pamięć i wiem, że na pewno się przestraszy. <pretekst to przytulania?>
Włączyła film i zasłoniła okno roletą. Zrobił się ciemny, idealny na horrory nastrój. Pokazałem jej ręką żeby usiadła koło mnie. Tak słodko się zarumieniła.
Yoona:
Nie wiedziałam co zrobić. W sumie Yeonrin nie prosiła mnie żebym koło niego nie usiadła. Ale gdy tylko to zrobiłam, zdenerwowała się.
Bardzo bałam się horrorów. Już przy pierwszej scenie nieświadomie złapałam Tao za rękę i ścisnęłam. Nic nie mówił. Gdy zrozumiałam co zrobiłam, zaczerwieniłam się.
- Przepraszam.
Tao nie odpowiedział tylko objął mnie ramieniem.
- Nudny ten film pograjmy w coś. - Yeonrin chyba była wkurzona.
- Mogłabyś zostawić na chwilę mnie i Yoonę ? - spytał Tao.
Serce zaczęło mi mocnej bić.
- A co przy mnie nie można?
- Dobrze... Yoona, chciałbym ci coś wyznać. Ja... ~
- To chore idę stąd! - krzyknęła i zbierała się do wyjścia. - Nie odzywaj się do mnie jeśli się zgodzisz, rozumiesz? - rzuciła mi piękne, czułe słowa na pożegnanie. Moja "przyjaciółka".
Wyszła z mojego mieszkania trzaskając mocno drzwiami. Chyba ją straciłam.
Nie.
Jeszcze nie.
Yeonrin była moją najlepszą przyjaciółką od wielu lat. Jednak zawsze zachowywała się tak samo egoistycznie. Niegdyś miała wielu przyjaciół. Porzuciłam ich dla niej. Zawsze była zła gdy spędzałam czas z kimś innym.
- Tao. Ja na prawdę nie chcę... - przerwał moją wypowiedź delikatnie całując mnie w usta.
- Kocham Cię, Yoona.
Gatunek: One-shot
~~~~~~~~~~
Yoona:
- Zostaw mi ten kawałek!
Razem z moją najlepszą przyjaciółką Yeonrin spędzałyśmy popołudnie leżąc na łóżku i obżerając się pizzą podczas oglądania dramy.
- Nie jedz! Będziesz gruba.
Wystawiłam jej język i wzięłam ostatni kawałek.
Przez jakiś czas nic nie mówiłyśmy. Byłam bardzo zaciekawiona tą dramą. Gościu umarł i żył w snach swojej byłej dziewczyny. Dość dziwne.
- Yoona, mam prośbę. To może cię trochę zszokować. - wypowiadając to przerwała ciszę i moje wczucie się w akcje filmu.
- Pewnie mów.
- Jak przyjdzie tu Tao, proszę zostaw nas w pokoju. Zamierzam dzisiaj go poderwać. Mam dość przelotnych związków. Chciałabym znaleźć kogoś na dłużej.
Tao. Chłopak idealny. Szalało za nim dużo dziewczyn i chyba tylko dlatego nie powiedziałam mu o swoich uczuciach. Byłam w nim szaleńczo zakochana jednak nikomu o tym nie mówiłam. Yeonrin także o tym nie wiedziała. Przyjaźnimy się od przedszkola i wie o mnie wszystko. No, prawie wszystko. Ale nie ważne, miałam teraz ważniejsze sprawy niż rozważanie co ona o mnie wie. Chcę dla niej dobrze a jednak na myśl, że będą sami w pokoju mnie przytłacza.
- Yeonrin, nigdy nie mówiłaś, że podoba ci się Tao!
- Bo mi się nie podobał. Myślałam dużo o nim. I wczoraj doszłam do wniosku, że to ten właściwy.
Tak, bo tyle jest chłopaków na tym świecie a ona musiała sobie obrać za cel akurat jego.
- No... nie wiem.
- Yoona błagam Cię! Przyjaźnimy się czy nie?!
Zastanawiam się czy przyjaciółka powinna tak mówić.
- Tak, ale moim zdaniem to nie jest dobry pomysł.
- Proszęęę! - zrobiła swoje słodkie błagalne oczka.
- Aish no dobra! - westchnęłam.
Czemu tak łatwo dałam się przekonać? Yeonrin jest szczupłą blondynką o oczach niebieskich niczym ocean i ślicznych długich włosach, Jest bardzo kształtna i kobieca. Nie to co ja: Brunetka, oczy piwne, włosy do ramion, piegowata. Jasne, że miała u Tao większe szanse.
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. To pewnie był nasz mały książę. Serce zaczęło mi mocniej bić. Otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka.
- Cześć Yoona! Proszę, to dla Ciebie. - uśmiechnął się wręczając mi małą torbę z zapakowanymi perfumami.
- Oh! Na prawdę nie trzeba było! - mówiąc to przytuliłam go na co moja przyjaciółka udawała kaszel, na znak żebym przestała.
Posłusznie odeszłam od chłopaka i zaprowadziłam go do pokoju, w którym wcześniej siedziałyśmy. Oczywiście moja kumpela dawała mi od razu tysiące znaków żebym jak najszybciej opuściła ten pokój zostawiając ich samych.
- Ja... zapomniałam, że muszę zrobić porządek w kuchni. I... zrobić zakupy. Poczekacie z pół godzinki? - spytałam ale w środku czułam, że nie chcę ich zostawiać.
- Pewnie! - powiedziała.
- Oczywiście, że nie! Yeonrin poczekaj tutaj. Ja i Yoona wszystko zrobimy. We dwójkę pójdzie szybciej czyż nie? - uśmiechnął się do mnie a przyjaciółka chyba właśnie zabiła mnie w swoich myślach.
- Tao, na prawdę dam sobie sama radę! Zostań z nią. - czemu właściwie to powiedziałam?
- Nie! Nie puszczę cię nigdzie jeśli nie pozwolisz sobie pomóc. - spojrzał na mnie ale ja nic nie mówiłam. - No to chyba się zgadzasz.
Wyciągnął mnie za rękę z pokoju i wyszliśmy z mieszkania na zakupy.
Tao:
Udało mi się! Chciałem spędzić trochę czasu z Yooną. Niezbyt przepadam za jej przyjaciółką więc nie chciałem zostać. Poszliśmy do Biedry i kupiliśmy wszystko co było potrzebne.
- Właściwie to czemu nie chciałeś zostać? - zapytała mnie.
- Wiesz, na prawdę chciałem ci pomóc! Taka wyjątkowa dziewczyna jak ty nie powinna sama chodzić po mieście.
Jak ja kocham gdy Yoona czerwieni się z zawstydzenia. Jest wtedy taka urocza i bezbronna. Uznałem, że czas zrobić krok w przód co do niej. Za długo już czekałem aż coś się stanie samo z siebie. Trzeba samemu coś zrobić.
Wróciliśmy do domu. Czekała tam Yeonrin. W sumie liczyłem, że podczas naszej nieobecności usunie się nam z drogi i pójdzie do domu a wtedy zostaniemy sami. Ale jednak nie. No cóż chyba będę musiał zaakceptować jej towarzystwo. A przynajmniej do czasu aż zaczniemy się umawiać. Wtedy Yoona będzie tylko moja! (<3)
- Dość długo was nie było... - powiedziała z wyrzutami do Yoony.
- Przepraszam, nie mogłam znaleźć niektórych rzeczy.
- Tak, do niektórych półek też nie dosięgałaś i musiałem cię podsadzać. - zaśmiałem się.
I w tym momencie zrobiło się dziwnie. Dziewczyny zamilkły. Zobaczyłem jak Yeonrin patrzy na Yoone ze wściekłym wzrokiem a ta jakby próbowała się schować przed jej spojrzeniem wgapiając się w podłogę. Atmosfera była dość napięta.
- No to... co będziemy robić? - spytałem z nadzieją, że rozładuję napięcie.
- Możemy obejrzeć horror! - Krzyknęła Yeonrin.
Bez zbędnych słów Yoona podeszła do półki, w której trzyma masę przeróżnych filmów.
- Może być "Mama"? Nie oglądałam jeszcze a ponoć fajne.
Potaknąłem. Znałem ten film na pamięć i wiem, że na pewno się przestraszy. <pretekst to przytulania?>
Włączyła film i zasłoniła okno roletą. Zrobił się ciemny, idealny na horrory nastrój. Pokazałem jej ręką żeby usiadła koło mnie. Tak słodko się zarumieniła.
Yoona:
Nie wiedziałam co zrobić. W sumie Yeonrin nie prosiła mnie żebym koło niego nie usiadła. Ale gdy tylko to zrobiłam, zdenerwowała się.
Bardzo bałam się horrorów. Już przy pierwszej scenie nieświadomie złapałam Tao za rękę i ścisnęłam. Nic nie mówił. Gdy zrozumiałam co zrobiłam, zaczerwieniłam się.
- Przepraszam.
Tao nie odpowiedział tylko objął mnie ramieniem.
- Nudny ten film pograjmy w coś. - Yeonrin chyba była wkurzona.
- Mogłabyś zostawić na chwilę mnie i Yoonę ? - spytał Tao.
Serce zaczęło mi mocnej bić.
- A co przy mnie nie można?
- Dobrze... Yoona, chciałbym ci coś wyznać. Ja... ~
- To chore idę stąd! - krzyknęła i zbierała się do wyjścia. - Nie odzywaj się do mnie jeśli się zgodzisz, rozumiesz? - rzuciła mi piękne, czułe słowa na pożegnanie. Moja "przyjaciółka".
Wyszła z mojego mieszkania trzaskając mocno drzwiami. Chyba ją straciłam.
Nie.
Jeszcze nie.
Yeonrin była moją najlepszą przyjaciółką od wielu lat. Jednak zawsze zachowywała się tak samo egoistycznie. Niegdyś miała wielu przyjaciół. Porzuciłam ich dla niej. Zawsze była zła gdy spędzałam czas z kimś innym.
- Tao. Ja na prawdę nie chcę... - przerwał moją wypowiedź delikatnie całując mnie w usta.
- Kocham Cię, Yoona.
wtorek, 5 maja 2015
Zostań ze mną cz10
Byłaś naprawdę przestraszona! W jednej chwili zrozumiałaś, że ważniejsze jest dla Ciebie zdrowie i bezpieczeństwo Jimina niż własne. Ale w końcu chyba tak jest w miłości czyż nie?
- Czego od niego chcesz? Przecież jesteś A.R.M.Y więc czemu chcesz skrzywdzić swojego idola?!
Tak, to była chyba jedna z rzeczy, których naprawdę nie rozumiałaś. Napastniczka nic nie powiedziała. Nagle usłyszałaś, że pod twój dom podjeżdża samochód i na pewno to był twój chłopak. Serce zaczęło ci mocniej bić.
Jimin wysiadł z samochodu, który zaparkował kilkadziesiąt metrów od drzwi domu swojej wybranki. Podszedł bliżej. Jego oczy momentalnie się otworzyły na całą swoją szerokość. Szyba w twoich szklanych drzwiach była rozbita. Ten widok wstrząsnął nim. Nie wiedział co zrobić, więc postanowił zadzwonić po policję. Kilka wozów było już w drodze. To zaleta bycia popularnym. Jeden telefon i zjeżdża się kilka jednostek.
- Jimin nie wchodź tu! - krzyknęłaś z całych sił. Dziewczyna skarciła cię za to uderzając twoją głową o najbliższą szafkę.
- Zamkniesz się teraz grzecznie?! - była wyraźnie wkurzona.
Chłopak nie wiedział co zrobić. Miał nie wchodzić ale bał się o Ciebie. Po chwili już nie wytrzymał i wszedł do domu z bardzo wyraźną ostrożnością. Napastniczka wytargała Cię za włosy na korytarz. Jimin popatrzył na Ciebie z przerażeniem. Byłaś cała zapłakana, łzy spływały Ci po policzkach.
- Jimin! Jak dobrze, że jesteś. Czekałyśmy na Ciebie.
- Zostaw ją! - krzyknął.
- Ona nie jest dla Ciebie, kiedy ty to zrozumiesz?! Jest piękna? - w tym momencie uderzyła ci z pięści prosto w twarz. Twój nos nie wytrzymał kolejnego ciosu i momentalnie zalałaś się krwią.
Jimin chcąc cię uratować zrobił krok ale szybko się zatrzymał bowiem dziewczyna przyłożyła Ci pistolet do głowy.
- A,a,a ... Przemyśl czy na pewno chcesz to zrobić. Nie widzisz, że ona nie jest piękna?! Czemu ty ją kochasz? Przecież. Ona. Jest. Brzydka. - wypowiadając każde z tych słów po kolei zadawała ci ciosy w twarz i brzuch. Twoja głowa była wyraźnie rozwalona.
Nagle usłyszeliście syreny policyjne. Ich dźwięk zdezorientował napastniczkę. Jimin wyczuwając moment napadł na nią i wytrącił jej broń z ręki po czym wybiegliście z budynku. Położył Cię na chodniku. Policja już wyszła z radiowozów i wezwali karetkę dla Ciebie. W tym samym czasie z wnętrza domu wydobyła się ta niebezpieczna dziewczyna. Zbliżała się do Was. Wyciągnęła broń.
- Skoro nie mogę Cię mieć to ona też nie będzie cię miała!!!
Skierowała broń w jego stronę.
Strzał.
Twój krzyk.
Krzyki policjantów.
Ktoś opadł na jego ramię.
Trzyma ją w objęciach, swoją małą księżniczkę. Przytula ją. Coś spływa mu po rękach.
To krew.
Twoja krew.
- Pomóżcie! - krzyczał do ludzi stojących przy karetce. - Ratujcie ją do cholery!
- Jimin.. ja, ta dziewczyna...
- Nie żyje.
Dziewczyna leżała na ziemi, zastrzelona przez posiłki wezwane przez Jimina.
- Jimin! Proszę nie zapomnij o mnie.- czułaś, że to już koniec.
- No gdzie jest ta kurewska karetka!? - krzyknął.
- Jimin, Zostań ze mną...
- Na zawsze. - wyszeptał ci do ucha.
Zamieszanie robiło się coraz większe. Pytania. Szum. Zabrali Cię.
- Kocham Cię.
Na zawsze.
EPILOG
Jimin:
Wyszedłem z mieszkania. Czas odwiedzić _______. Moja mała dziewczynka ma dzisiaj urodziny. Wszedłem do auta i pojechałem w głąb miasta. Odwiedziłem kwiaciarnię. Kupiłem różę. To chyba najlepszy dowód miłosny na taką okazję.
- Dla dziewczyny? - spytała sprzedawczyni.
- Tak. Moja księżniczka ma dzisiaj urodziny.
- O! Jak romantyczny. Życzę Wam szczęścia w związku!
- Bardzo dziękuję.
Rozweselony rozmową o ______ wsiadłem do auta i pojechałem.
Byłem na miejscu. Zaparkowałem i postanowiłem resztę przejść na pieszo.
Był cudowny poranek. Słońce świeciło tak mocno jak na naszej pierwszej randce. Rozmyślałem tak o naszym poznaniu i szybko dotarłem na miejsce.
- Cześć księżniczko, wszystkiego najlepszego. - powiedziałem kładąc kwiaty na nagrobku mojej księżniczki. - Na zawsze...
~~~~~~~~~~
To już koniec tej opowieści. Końcówka chyba nie schrzaniona ? :D
Proszę napisać jeden komentarz, to dla mnie dużo znaczy :)
Dziękuję, że byliście ze mną przez całe opowiadanie!
Kocham <3
- Czego od niego chcesz? Przecież jesteś A.R.M.Y więc czemu chcesz skrzywdzić swojego idola?!
Tak, to była chyba jedna z rzeczy, których naprawdę nie rozumiałaś. Napastniczka nic nie powiedziała. Nagle usłyszałaś, że pod twój dom podjeżdża samochód i na pewno to był twój chłopak. Serce zaczęło ci mocniej bić.
Jimin wysiadł z samochodu, który zaparkował kilkadziesiąt metrów od drzwi domu swojej wybranki. Podszedł bliżej. Jego oczy momentalnie się otworzyły na całą swoją szerokość. Szyba w twoich szklanych drzwiach była rozbita. Ten widok wstrząsnął nim. Nie wiedział co zrobić, więc postanowił zadzwonić po policję. Kilka wozów było już w drodze. To zaleta bycia popularnym. Jeden telefon i zjeżdża się kilka jednostek.
- Jimin nie wchodź tu! - krzyknęłaś z całych sił. Dziewczyna skarciła cię za to uderzając twoją głową o najbliższą szafkę.
- Zamkniesz się teraz grzecznie?! - była wyraźnie wkurzona.
Chłopak nie wiedział co zrobić. Miał nie wchodzić ale bał się o Ciebie. Po chwili już nie wytrzymał i wszedł do domu z bardzo wyraźną ostrożnością. Napastniczka wytargała Cię za włosy na korytarz. Jimin popatrzył na Ciebie z przerażeniem. Byłaś cała zapłakana, łzy spływały Ci po policzkach.
- Jimin! Jak dobrze, że jesteś. Czekałyśmy na Ciebie.
- Zostaw ją! - krzyknął.
- Ona nie jest dla Ciebie, kiedy ty to zrozumiesz?! Jest piękna? - w tym momencie uderzyła ci z pięści prosto w twarz. Twój nos nie wytrzymał kolejnego ciosu i momentalnie zalałaś się krwią.
Jimin chcąc cię uratować zrobił krok ale szybko się zatrzymał bowiem dziewczyna przyłożyła Ci pistolet do głowy.
- A,a,a ... Przemyśl czy na pewno chcesz to zrobić. Nie widzisz, że ona nie jest piękna?! Czemu ty ją kochasz? Przecież. Ona. Jest. Brzydka. - wypowiadając każde z tych słów po kolei zadawała ci ciosy w twarz i brzuch. Twoja głowa była wyraźnie rozwalona.
Nagle usłyszeliście syreny policyjne. Ich dźwięk zdezorientował napastniczkę. Jimin wyczuwając moment napadł na nią i wytrącił jej broń z ręki po czym wybiegliście z budynku. Położył Cię na chodniku. Policja już wyszła z radiowozów i wezwali karetkę dla Ciebie. W tym samym czasie z wnętrza domu wydobyła się ta niebezpieczna dziewczyna. Zbliżała się do Was. Wyciągnęła broń.
- Skoro nie mogę Cię mieć to ona też nie będzie cię miała!!!
Skierowała broń w jego stronę.
Strzał.
Twój krzyk.
Krzyki policjantów.
Ktoś opadł na jego ramię.
Trzyma ją w objęciach, swoją małą księżniczkę. Przytula ją. Coś spływa mu po rękach.
To krew.
Twoja krew.
- Pomóżcie! - krzyczał do ludzi stojących przy karetce. - Ratujcie ją do cholery!
- Jimin.. ja, ta dziewczyna...
- Nie żyje.
Dziewczyna leżała na ziemi, zastrzelona przez posiłki wezwane przez Jimina.
- Jimin! Proszę nie zapomnij o mnie.- czułaś, że to już koniec.
- No gdzie jest ta kurewska karetka!? - krzyknął.
- Jimin, Zostań ze mną...
- Na zawsze. - wyszeptał ci do ucha.
Zamieszanie robiło się coraz większe. Pytania. Szum. Zabrali Cię.
- Kocham Cię.
Na zawsze.
EPILOG
Jimin:
Wyszedłem z mieszkania. Czas odwiedzić _______. Moja mała dziewczynka ma dzisiaj urodziny. Wszedłem do auta i pojechałem w głąb miasta. Odwiedziłem kwiaciarnię. Kupiłem różę. To chyba najlepszy dowód miłosny na taką okazję.
- Dla dziewczyny? - spytała sprzedawczyni.
- Tak. Moja księżniczka ma dzisiaj urodziny.
- O! Jak romantyczny. Życzę Wam szczęścia w związku!
- Bardzo dziękuję.
Rozweselony rozmową o ______ wsiadłem do auta i pojechałem.
Byłem na miejscu. Zaparkowałem i postanowiłem resztę przejść na pieszo.
Był cudowny poranek. Słońce świeciło tak mocno jak na naszej pierwszej randce. Rozmyślałem tak o naszym poznaniu i szybko dotarłem na miejsce.
- Cześć księżniczko, wszystkiego najlepszego. - powiedziałem kładąc kwiaty na nagrobku mojej księżniczki. - Na zawsze...
~~~~~~~~~~
To już koniec tej opowieści. Końcówka chyba nie schrzaniona ? :D
Proszę napisać jeden komentarz, to dla mnie dużo znaczy :)
Dziękuję, że byliście ze mną przez całe opowiadanie!
Kocham <3
poniedziałek, 4 maja 2015
Zostań ze mną cz9
Rano promienie słońca bijące ci prosto w oczy obudziły cię. Podniosłaś się leniwie do pozycji siedzącej i rozejrzałaś za Jiminem. Jednak jego nie było w pomieszczeniu. Ziewnęłaś i opadłaś z powrotem na swoją mięciutką poduszkę. Dostałaś ją od swojej mamy na 10 urodziny. Rok później zmarła. Była to wielka tragedia dla waszej rodziny a ty musiałaś zamieszkać z tatem, który zginął w wypadku samochodowym w dzień twoich 18 urodzin.
Wyszłaś z łóżka, założyłaś swoje kapcie w kształcie żółtych kaczuszek i ruszyłaś w stronę kuchni. Wchodząc do pomieszczenia zobaczyłaś Jimina, który majstrował coś przy kuchence. Podeszłaś bliżej niego by zobaczyć co robi twój chłopak. Jimin nie nawet się nie odwrócił więc postanowiłaś podejść jeszcze bliżej. Nagle chłopak odwrócił się, objął cię w pasie i pocałował.
- Jak się spało kochanie? - uśmiechnął się do Ciebie.
- Tak sobie bo zasnęłam obok mojego skarbu a obudziłam się już bez niego. - zrobiłaś słodką, smutną minkę.
- Jesteś taka urocza! - Ujął twoją twarz w dłonie i przybliżył się do twoich ust. - Kocham Cię.
Wtuliłaś się w niego a po chwili już pomagałaś mu w robieniu śniadania.
Po zjedzonym posiłku poszłaś do pokoju żeby wybrać dla siebie ciuchy na dziś.
- A ja tam wolę gdy nie masz na sobie nic. - krzyczał Jimin z innego pokoju.
Ah ten niegrzeczny chłopak. Ale tak bardzo go kochasz.
Weszłaś do salonu już w ciuchach dziennych. Wyglądałaś ślicznie! Nie znałaś osoby, która by Ci codziennie nie mówiła jaki masz cudowny styl.
- Piękna! Ja ty dobierasz te ciuchy ?! Ja mam problem z dopasowaniem skarpetek a co dopiero reszty... - no tak bo co "Boski Park" zrobiłby bez swojej garderobianej. Jej praca powinna być naprawdę doceniana. - Kochanie? Co dzisiaj będziemy robić? Nie powinnaś się przemęczać.
- Nie mam pomysłu. Trudno się nie nudzić nie mogąc wyjść z domu.
Nie ma co opowiadać o pięciu dniach spędzonych dokładnie w ten sam sposób. Zawsze to samo: Wstać, zjeść wspólne śniadanie, obejrzeć coś w TV, pograć w planszówki, rozmowy z resztą BTS przez skype a potem oglądanie filmów aż do wieczora i spać. Wyjątkowy tydzień...
Jimin miał zostać u Ciebie jeszcze przez kilka dni. Czułaś się bardzo dobrze, więc postanowiliście, że pojedziecie do kina. Leciał akurat film "Miłość na wesoło", który bardzo chciałaś obejrzeć.
- Kochanie muszę pojechać do domu po pieniądze na bilety. Wrócę tu za pół godzinki dobrze ?
- Mh! - ucieszyłaś się, że w końcu opuścisz swój dom.
Jimin pojechał a ty włączyłaś głośno muzykę i szykowałaś się do wyjścia.Wybierałaś ciuchy z szafy i już miałaś się przebierać gdy ktoś wszedł do pokoju. Myślałaś, że to Jimin. Pomyliłaś się, była to ta sama dziewczyna, która cię napadła.Wyłączyłaś odtwarzać i powiedziałaś:
- O cześć! Ja... już mówiłam, że się nie gniewam. I poza tym to jak ty tu weszłaś?! -zaniepokoiłaś się trochę.
- Zamknij się szmato! - krzyknęła i wyciągnęła zza siebie nóż.
Dziewczyna podeszła do Ciebie i chwytając cię przyłożyła ci nóż do gardła.
- Gdzie on jest?! - milczałaś. - No gdzie on k*rwa jest?!
Bardzo się bałaś. Czy ta wariatka nigdy się od Ciebie nie odczepi?
- On już tu jedzie więc... hhhh! - przycisnęła cię mocniej.
- Dobrze... więc poczekamy na niego! - powiedziała wyciągając z kieszeni bluzy pistolet.
~~~~~~~~~~~~~~~
I jak kolejna część? To już jest przedostatnia ! :)
Wyszłaś z łóżka, założyłaś swoje kapcie w kształcie żółtych kaczuszek i ruszyłaś w stronę kuchni. Wchodząc do pomieszczenia zobaczyłaś Jimina, który majstrował coś przy kuchence. Podeszłaś bliżej niego by zobaczyć co robi twój chłopak. Jimin nie nawet się nie odwrócił więc postanowiłaś podejść jeszcze bliżej. Nagle chłopak odwrócił się, objął cię w pasie i pocałował.
- Jak się spało kochanie? - uśmiechnął się do Ciebie.
- Tak sobie bo zasnęłam obok mojego skarbu a obudziłam się już bez niego. - zrobiłaś słodką, smutną minkę.
- Jesteś taka urocza! - Ujął twoją twarz w dłonie i przybliżył się do twoich ust. - Kocham Cię.
Wtuliłaś się w niego a po chwili już pomagałaś mu w robieniu śniadania.
Po zjedzonym posiłku poszłaś do pokoju żeby wybrać dla siebie ciuchy na dziś.
- A ja tam wolę gdy nie masz na sobie nic. - krzyczał Jimin z innego pokoju.
Ah ten niegrzeczny chłopak. Ale tak bardzo go kochasz.
Weszłaś do salonu już w ciuchach dziennych. Wyglądałaś ślicznie! Nie znałaś osoby, która by Ci codziennie nie mówiła jaki masz cudowny styl.
- Piękna! Ja ty dobierasz te ciuchy ?! Ja mam problem z dopasowaniem skarpetek a co dopiero reszty... - no tak bo co "Boski Park" zrobiłby bez swojej garderobianej. Jej praca powinna być naprawdę doceniana. - Kochanie? Co dzisiaj będziemy robić? Nie powinnaś się przemęczać.
- Nie mam pomysłu. Trudno się nie nudzić nie mogąc wyjść z domu.
Nie ma co opowiadać o pięciu dniach spędzonych dokładnie w ten sam sposób. Zawsze to samo: Wstać, zjeść wspólne śniadanie, obejrzeć coś w TV, pograć w planszówki, rozmowy z resztą BTS przez skype a potem oglądanie filmów aż do wieczora i spać. Wyjątkowy tydzień...
Jimin miał zostać u Ciebie jeszcze przez kilka dni. Czułaś się bardzo dobrze, więc postanowiliście, że pojedziecie do kina. Leciał akurat film "Miłość na wesoło", który bardzo chciałaś obejrzeć.
- Kochanie muszę pojechać do domu po pieniądze na bilety. Wrócę tu za pół godzinki dobrze ?
- Mh! - ucieszyłaś się, że w końcu opuścisz swój dom.
Jimin pojechał a ty włączyłaś głośno muzykę i szykowałaś się do wyjścia.Wybierałaś ciuchy z szafy i już miałaś się przebierać gdy ktoś wszedł do pokoju. Myślałaś, że to Jimin. Pomyliłaś się, była to ta sama dziewczyna, która cię napadła.Wyłączyłaś odtwarzać i powiedziałaś:
- O cześć! Ja... już mówiłam, że się nie gniewam. I poza tym to jak ty tu weszłaś?! -zaniepokoiłaś się trochę.
- Zamknij się szmato! - krzyknęła i wyciągnęła zza siebie nóż.
Dziewczyna podeszła do Ciebie i chwytając cię przyłożyła ci nóż do gardła.
- Gdzie on jest?! - milczałaś. - No gdzie on k*rwa jest?!
Bardzo się bałaś. Czy ta wariatka nigdy się od Ciebie nie odczepi?
- On już tu jedzie więc... hhhh! - przycisnęła cię mocniej.
- Dobrze... więc poczekamy na niego! - powiedziała wyciągając z kieszeni bluzy pistolet.
~~~~~~~~~~~~~~~
I jak kolejna część? To już jest przedostatnia ! :)
sobota, 2 maja 2015
Opracowane na zamówienie dla Ann Flo :) Z Rap Monsterem
- Wstawaj. Zaraz się spóźnisz do szkoły. - powiedziała moja mama przejęta, żebym się znów nie spóźniła. To prawda ostatnio trochę się w szkole pogorszyłam, mam gorsze oceny i częściej się spóźniam.
Wstałam leniwie z łóżka i ubrałam się w ciuchy, które przygotowałam wieczorem. Właściwie to moje spóźnienia wynikają wyłącznie z tego, że połowę poranka przeznaczałam na dobieranie ubrań by do siebie pasowały. Ładnie dopasowane ciuszki to krok w przód aby NamJoon zauważył mnie w tłumie.
Po zjedzonym śniadaniu i dokładnym umyciu zębów (powalę go uśmiechem XD) poszłam do szkoły. Nie było to daleko ale i tak przejście zajmowało mi 10 minut.
I to znienawidzone przejście dla pieszych. Zawsze jeździ tu dużo aut ale oczywiście nikt nie jest tak miły by cię przepuścić!
- Heeej! Czekaj na mnie! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
Kilka faktów o niej:
Nazwisko : Im
Imię : Yeonrin
Wiek: Jest z mojego rocznika
Hobby: Śpiew i taniec
W przyszłości: " Dostanę się do SM i będę sławną na całą Koreę piosenkarką i tancerką."
Wygląd : (zdjęcie)
-O cześć.. - uśmiechnęłam się lekko. Ostatnio trochę się pokłóciłyśmy więc zdziwiło mnie jej towarzystwo.
- Słuchaj. Przepraszam za tą kłótnię! Do prawdy nie chciałam, żeby to tak wyszło.
- No co ty! Już dawno przestałam si gniewać! - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją.
- A wgl... Słyszałam ostatnio jakieś plotki, że RM spodobała się jakaś laska ze szkoły! Oczywiście nikt nie wie czy to w stu procentach pewne i kim ona jest. Obstawiasz kogoś?
- Hm... może to ta Yoona z jego klasy? Słyszałam, że kiedyś byli razem.
- A ja myślę, że to ta ruda z przeciwnej. A może... to ty!?
- Na pewno nie.... - zaczerwieniłam się.
- Taaa... słyszałam, że on ci się podoba!
- Skąd?! - trochę mnie przeraziło, że ktoś wie. - Kto ci to powiedział? Proszę nie mów nikomu!
- Tak właściwie to ty.. właśnie w tej chwili. - No tak, bo ona zawsze umiała mnie podejść...
Zagadana ruszyłam na drugą stronę jezdni nawet nie spoglądając czy nie przejedzie mnie jakieś rozpędzone auto. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i przyciąga w stronę chodnika, na skutek czego kilka książek wyleciało mi z torby, która jak zawsze zapomniałam zamknąć.
-Oh przepraszam, jestem taka niezdarna.. - powiedziałam nawet nie spojrzawszy, kto uratował moje życie. Byłam przekonana, że to Yeonrin.
- Musisz na siebie uważać ______.
Ten głos... nie to niemożliwe! Podniosłam głowę z niedowierzaniem. Moim oczom ukazał się Kim NamJoon i scenicznej ksywce Rap Monster. Chodził razem z nami do szkoły a dzięki temu, że był członkiem bardzo sławnego zespołu Bangtan Sonyeondan, był bardzo popularnym uczniem.
- Ty... bardzo dziękuję! - czułam jak uginają mi się kolana. - Jak mogę ci się odwdzięczyć? - mój głos drżał.
- Wiesz, mogłabyś być tylko bardziej uważna. - zaśmiał się a ja zaczerwieniłam. - Jaką masz pierwszą lekcję ?
- Y... - z tego wszystkiego całkiem zapomniałam, że istnieje coś takiego jak szkoła. - Chyba WF a ty?
- Matematykę ale jeśli chcesz to mogę cię odprowadzić pod salę gimnastyczną.
- Ale... co jeśli się spóźnisz? Masz doskonałą frekwencję i nie chciałaby żebyś zaniżał ją dla mnie. A i tak muszę się śpieszyć, ponieważ nie dość że mam miliony spóźnień to jeszcze oceny nie za dobre.
- Jeśli chcesz to możemy się wspólnie uczyć. A żebyś się nie spóźniała to mogę po Ciebie rano przychodzić.
Zamurowało mnie.
- Ja... naprawdę nie chcę robić c kłopotów! - mówiąc to wbiłam wzrok w ziemię i szybko ruszyłam w stronę szkoły.
- Czekaj! - I znowu jego ciepła dłoń zatrzymała mnie. - Ja... ja naprawdę chcę ci pomóc. Ale jeśli nie chcesz to... to nie nalegam! - zaczerwienił się lekko.
- No dobrze ! Możesz przychodzić o 16, każdego dnia jaki tylko ci pasuje. Do szkoły wychodzę 20 minut przed rozpoczęciem pierwszej lekcji.
- Będę codziennie!
I ruszyliśmy w stronę szkoły. Kilka razy przyłapałam go jak zerkał dyskretnie na mnie.
Odprowadził mnie na WF, codziennie pomagał mi w nauce, codziennie rano był przy moich drzwiach i czekał na mnie, codziennie szliśmy razem do szkoły, codziennie spędzaliśmy czas razem. Po dwóch tygodnia mój bohater był już moim chłopakiem. Kocham go.
~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Miałam bardzo mało wolnego czasu. :( Ale mam nadzieję, że spodobało się! :)
Wstałam leniwie z łóżka i ubrałam się w ciuchy, które przygotowałam wieczorem. Właściwie to moje spóźnienia wynikają wyłącznie z tego, że połowę poranka przeznaczałam na dobieranie ubrań by do siebie pasowały. Ładnie dopasowane ciuszki to krok w przód aby NamJoon zauważył mnie w tłumie.
Po zjedzonym śniadaniu i dokładnym umyciu zębów (powalę go uśmiechem XD) poszłam do szkoły. Nie było to daleko ale i tak przejście zajmowało mi 10 minut.
I to znienawidzone przejście dla pieszych. Zawsze jeździ tu dużo aut ale oczywiście nikt nie jest tak miły by cię przepuścić!
- Heeej! Czekaj na mnie! - usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
Kilka faktów o niej:
Nazwisko : Im
Imię : Yeonrin
Wiek: Jest z mojego rocznika
Hobby: Śpiew i taniec
W przyszłości: " Dostanę się do SM i będę sławną na całą Koreę piosenkarką i tancerką."
Wygląd : (zdjęcie)
-O cześć.. - uśmiechnęłam się lekko. Ostatnio trochę się pokłóciłyśmy więc zdziwiło mnie jej towarzystwo.
- Słuchaj. Przepraszam za tą kłótnię! Do prawdy nie chciałam, żeby to tak wyszło.
- No co ty! Już dawno przestałam si gniewać! - uśmiechnęłam się i przytuliłam ją.
- A wgl... Słyszałam ostatnio jakieś plotki, że RM spodobała się jakaś laska ze szkoły! Oczywiście nikt nie wie czy to w stu procentach pewne i kim ona jest. Obstawiasz kogoś?
- Hm... może to ta Yoona z jego klasy? Słyszałam, że kiedyś byli razem.
- A ja myślę, że to ta ruda z przeciwnej. A może... to ty!?
- Na pewno nie.... - zaczerwieniłam się.
- Taaa... słyszałam, że on ci się podoba!
- Skąd?! - trochę mnie przeraziło, że ktoś wie. - Kto ci to powiedział? Proszę nie mów nikomu!
- Tak właściwie to ty.. właśnie w tej chwili. - No tak, bo ona zawsze umiała mnie podejść...
Zagadana ruszyłam na drugą stronę jezdni nawet nie spoglądając czy nie przejedzie mnie jakieś rozpędzone auto. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie i przyciąga w stronę chodnika, na skutek czego kilka książek wyleciało mi z torby, która jak zawsze zapomniałam zamknąć.
-Oh przepraszam, jestem taka niezdarna.. - powiedziałam nawet nie spojrzawszy, kto uratował moje życie. Byłam przekonana, że to Yeonrin.
- Musisz na siebie uważać ______.
Ten głos... nie to niemożliwe! Podniosłam głowę z niedowierzaniem. Moim oczom ukazał się Kim NamJoon i scenicznej ksywce Rap Monster. Chodził razem z nami do szkoły a dzięki temu, że był członkiem bardzo sławnego zespołu Bangtan Sonyeondan, był bardzo popularnym uczniem.
- Ty... bardzo dziękuję! - czułam jak uginają mi się kolana. - Jak mogę ci się odwdzięczyć? - mój głos drżał.
- Wiesz, mogłabyś być tylko bardziej uważna. - zaśmiał się a ja zaczerwieniłam. - Jaką masz pierwszą lekcję ?
- Y... - z tego wszystkiego całkiem zapomniałam, że istnieje coś takiego jak szkoła. - Chyba WF a ty?
- Matematykę ale jeśli chcesz to mogę cię odprowadzić pod salę gimnastyczną.
- Ale... co jeśli się spóźnisz? Masz doskonałą frekwencję i nie chciałaby żebyś zaniżał ją dla mnie. A i tak muszę się śpieszyć, ponieważ nie dość że mam miliony spóźnień to jeszcze oceny nie za dobre.
- Jeśli chcesz to możemy się wspólnie uczyć. A żebyś się nie spóźniała to mogę po Ciebie rano przychodzić.
Zamurowało mnie.
- Ja... naprawdę nie chcę robić c kłopotów! - mówiąc to wbiłam wzrok w ziemię i szybko ruszyłam w stronę szkoły.
- Czekaj! - I znowu jego ciepła dłoń zatrzymała mnie. - Ja... ja naprawdę chcę ci pomóc. Ale jeśli nie chcesz to... to nie nalegam! - zaczerwienił się lekko.
- No dobrze ! Możesz przychodzić o 16, każdego dnia jaki tylko ci pasuje. Do szkoły wychodzę 20 minut przed rozpoczęciem pierwszej lekcji.
- Będę codziennie!
I ruszyliśmy w stronę szkoły. Kilka razy przyłapałam go jak zerkał dyskretnie na mnie.
Odprowadził mnie na WF, codziennie pomagał mi w nauce, codziennie rano był przy moich drzwiach i czekał na mnie, codziennie szliśmy razem do szkoły, codziennie spędzaliśmy czas razem. Po dwóch tygodnia mój bohater był już moim chłopakiem. Kocham go.
~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. Miałam bardzo mało wolnego czasu. :( Ale mam nadzieję, że spodobało się! :)
wtorek, 28 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz8
- Ładne mieszkanko! - uśmiechnął się Jimin. Ale w jego oczach można było spostrzec to małe kłamstewko.
Zaczęłaś oprowadzać go po pokojach własnego domu. Czułaś się co najmniej dziwnie
- Tu jest kuchnia, tu moja sypialnia, tutaj salon, łazienka jest tam, na wprost. Buty możesz zostawić tutaj.- wskazałaś palcem na niewielką półeczkę na buty. Razem ze swoim chłopakiem zostawiliście tam buty jednak nie miałaś dla niego żadnych kapci, ponieważ miałaś tylko jedną parę i to w kształcie kotków. Wstydziłaś się pokazać Jiminowi swoją sypialnię. Ale musiał to powiedzieć...
- Daj zaniosę to do twojej sypialni. - ruszył w jej stronę. Zaczęłaś wariować i szybko zabrałaś mu walizkę z ciuchami.
- Ja zaniosę. - powiedziałaś ze spuszczoną głową i szybko poszłaś do twojego pokoju. Otwierając drzwi upewniłaś się, że chłopak nie patrzy akurat w tą stronę.
- Już wróciłam... zrobię herbatę dobrze ?
Szłaś już po czajnik gdy jakaś ciepła dłoń zatrzymała cię i przyciągnęła do siebie.
- A może oglądniemy jakiś horror? Mam tu kilka fajnych. - z uśmiechem wyciągnął kilka płyt.
- No dobrze ale ... nie mam DVD. - ale ci było wstyd!
- To nie problem. Zaraz zadzwonię do chłopaków to maksymalnie za 30 minut będziemy mieli DVD.
Zgodziłaś się i Jimin od razu wyjął telefon. Niestety ani jeden członek zespołu nie odbierał.
- Uh... chyba sam będę musiał po nie pojechać... wrócę za pół godzinki dobrze? Nie zrób nic głupiego kochanie.
- Dobrze dobrze, jedź i szybko wracaj!
- Nie otwieraj nieznajomym ! - zaśmiał się i wsiadł do auta.
Odjechał... Usiadłaś na fotelu w salonie i oglądałaś swój ulubiony serial "Zbuntowany Anioł" gdy ktoś zapukał do drzwi. Myślałaś, że to Jimin więc otworzyłaś od razu. To był błąd... cofnęłaś się kilka kroków do tyłu i otworzyłaś szerzej oczy...
- To ty... - wydukałaś jakimś sposobem. Przed Tobą stała ona ... toaletowa dziewczynka, którą wyrzucili za próbę pobicia mnie.
- Cześć! Ja... chciałam cię przeprosić. Jako A.R.M.Y. nie powinnam się tak zachować. To było naprawdę niewybaczalne z mojej strony.
Co?! Najpierw napada na kogoś i próbuje go zabić z niewiadomych powodów a teraz przychodzi do czyjegoś domu i przeprasza?! Jaka NORMALNA osoba tak robi?
- Yy.. ok było minęło. To... cześć! - zamykałaś już drzwi gdy ona zatrzymała je nogą.
- Mogę wejść?
- To nie jest najlepszy pomysł...
W tym samym momencie na podjazd wjechał Jimin. Wybiegł z auta trzymając w jednej ręce DVD.
- To ta co cię napadła? Jeden raz nie zrozumiałaś? Sp*erdalaj od ______! Rozumiesz?!
- A więc tak masz na imię ... Dobrze. Do zobaczenia ______.
Dziewczyna zniknęła z waszego pola widzenia a wy weszliście do domu. Jimin odłożył odtwarzać na stole w salonie i zaczął.
- Czemu z nią rozmawiałaś?
- Przyszła. Myślałam, że to ty więc otworzyłam a to była ona. Przyszła mnie przeprosić. To cała historia.
- Coś mi w niej nie pasuje. Proszę nie spotykaj się z nią.
Nie odpowiedziałaś. Uznałaś, że mimo iż jesteście razem nie powinien decydować za Ciebie w takich sprawach. Ah żebyś się go czasami posłuchała!
Przyniosłaś do salonu herbatę a Jimin w tym czasie kończył podpinać DVD do telewizora.
- Który film oglądamy? Mam tu "Istnienie", "Obecność", "Naznaczony" i "Martwe Zło".
- Obejrzyjmy "Obecność". Brzmi strasznie tajemniczo!
Chłopak włączył film i usiadł na kanapie obok Ciebie. Na początku nie bałaś się i nawet myślałaś, że to jakiś nudny film i lepiej go zmienić ale po kilku minutach byłaś cała wtulona w Jimina i co chwilę mówiłaś "Boję się. Proszę chodź bliżej". Ale niestety bliżej już się nie dało. Chłopak ciągle cię uspokajał ale widać było, że takiej reakcji oczekiwał. Bardzo się bałaś i Park musiał cię zaprowadzać nawet do łazienki. Zrobiło się późno...
- Więc... gdzie ja będę spał?
- Możesz spać na kanapie w salonie lub... hm... chyba nie ma innego wolnego miejsca w domu.Ale najpierw proszę, odprowadź mnie do mojej sypialni.
- Już idę księżniczko. - złapał Cię za rękę i poszliście w stronę sypialni.
Weszłaś do łóżka i przykryłaś się kołdrą aż po czubek nosa.
- Dobranoc kochana.
- Ja... Jimin ... Wiem, że to trochę nietaktowne z mojej strony ale... czy mógłbyś ze mną zostać? Naprawdę się boję!
Jimin uśmiechnął się jakby wiedział, że tak będzie. Podszedł do Twojego łóżka i usiadł obok Ciebie.
- Oczywiście kochanie. - pocałował Cie w czoło a ty zsunęłaś kołdrę na znak, żeby wszedł do łóżka. Wtuliłaś się w jego ciepły tors i tak zasnęliście.
~~~~~~
I jak ? :) Może być, nie zanudzam Was?
Mogę prosić, żeby po przeczytaniu tej części zostawić komentarz?
To dla mnie ważne ... :)
Zaczęłaś oprowadzać go po pokojach własnego domu. Czułaś się co najmniej dziwnie
- Tu jest kuchnia, tu moja sypialnia, tutaj salon, łazienka jest tam, na wprost. Buty możesz zostawić tutaj.- wskazałaś palcem na niewielką półeczkę na buty. Razem ze swoim chłopakiem zostawiliście tam buty jednak nie miałaś dla niego żadnych kapci, ponieważ miałaś tylko jedną parę i to w kształcie kotków. Wstydziłaś się pokazać Jiminowi swoją sypialnię. Ale musiał to powiedzieć...
- Daj zaniosę to do twojej sypialni. - ruszył w jej stronę. Zaczęłaś wariować i szybko zabrałaś mu walizkę z ciuchami.
- Ja zaniosę. - powiedziałaś ze spuszczoną głową i szybko poszłaś do twojego pokoju. Otwierając drzwi upewniłaś się, że chłopak nie patrzy akurat w tą stronę.
- Już wróciłam... zrobię herbatę dobrze ?
Szłaś już po czajnik gdy jakaś ciepła dłoń zatrzymała cię i przyciągnęła do siebie.
- A może oglądniemy jakiś horror? Mam tu kilka fajnych. - z uśmiechem wyciągnął kilka płyt.
- No dobrze ale ... nie mam DVD. - ale ci było wstyd!
- To nie problem. Zaraz zadzwonię do chłopaków to maksymalnie za 30 minut będziemy mieli DVD.
Zgodziłaś się i Jimin od razu wyjął telefon. Niestety ani jeden członek zespołu nie odbierał.
- Uh... chyba sam będę musiał po nie pojechać... wrócę za pół godzinki dobrze? Nie zrób nic głupiego kochanie.
- Dobrze dobrze, jedź i szybko wracaj!
- Nie otwieraj nieznajomym ! - zaśmiał się i wsiadł do auta.
Odjechał... Usiadłaś na fotelu w salonie i oglądałaś swój ulubiony serial "Zbuntowany Anioł" gdy ktoś zapukał do drzwi. Myślałaś, że to Jimin więc otworzyłaś od razu. To był błąd... cofnęłaś się kilka kroków do tyłu i otworzyłaś szerzej oczy...
- To ty... - wydukałaś jakimś sposobem. Przed Tobą stała ona ... toaletowa dziewczynka, którą wyrzucili za próbę pobicia mnie.
- Cześć! Ja... chciałam cię przeprosić. Jako A.R.M.Y. nie powinnam się tak zachować. To było naprawdę niewybaczalne z mojej strony.
Co?! Najpierw napada na kogoś i próbuje go zabić z niewiadomych powodów a teraz przychodzi do czyjegoś domu i przeprasza?! Jaka NORMALNA osoba tak robi?
- Yy.. ok było minęło. To... cześć! - zamykałaś już drzwi gdy ona zatrzymała je nogą.
- Mogę wejść?
- To nie jest najlepszy pomysł...
W tym samym momencie na podjazd wjechał Jimin. Wybiegł z auta trzymając w jednej ręce DVD.
- To ta co cię napadła? Jeden raz nie zrozumiałaś? Sp*erdalaj od ______! Rozumiesz?!
- A więc tak masz na imię ... Dobrze. Do zobaczenia ______.
Dziewczyna zniknęła z waszego pola widzenia a wy weszliście do domu. Jimin odłożył odtwarzać na stole w salonie i zaczął.
- Czemu z nią rozmawiałaś?
- Przyszła. Myślałam, że to ty więc otworzyłam a to była ona. Przyszła mnie przeprosić. To cała historia.
- Coś mi w niej nie pasuje. Proszę nie spotykaj się z nią.
Nie odpowiedziałaś. Uznałaś, że mimo iż jesteście razem nie powinien decydować za Ciebie w takich sprawach. Ah żebyś się go czasami posłuchała!
Przyniosłaś do salonu herbatę a Jimin w tym czasie kończył podpinać DVD do telewizora.
- Który film oglądamy? Mam tu "Istnienie", "Obecność", "Naznaczony" i "Martwe Zło".
- Obejrzyjmy "Obecność". Brzmi strasznie tajemniczo!
Chłopak włączył film i usiadł na kanapie obok Ciebie. Na początku nie bałaś się i nawet myślałaś, że to jakiś nudny film i lepiej go zmienić ale po kilku minutach byłaś cała wtulona w Jimina i co chwilę mówiłaś "Boję się. Proszę chodź bliżej". Ale niestety bliżej już się nie dało. Chłopak ciągle cię uspokajał ale widać było, że takiej reakcji oczekiwał. Bardzo się bałaś i Park musiał cię zaprowadzać nawet do łazienki. Zrobiło się późno...
- Więc... gdzie ja będę spał?
- Możesz spać na kanapie w salonie lub... hm... chyba nie ma innego wolnego miejsca w domu.Ale najpierw proszę, odprowadź mnie do mojej sypialni.
- Już idę księżniczko. - złapał Cię za rękę i poszliście w stronę sypialni.
Weszłaś do łóżka i przykryłaś się kołdrą aż po czubek nosa.
- Dobranoc kochana.
- Ja... Jimin ... Wiem, że to trochę nietaktowne z mojej strony ale... czy mógłbyś ze mną zostać? Naprawdę się boję!
Jimin uśmiechnął się jakby wiedział, że tak będzie. Podszedł do Twojego łóżka i usiadł obok Ciebie.
- Oczywiście kochanie. - pocałował Cie w czoło a ty zsunęłaś kołdrę na znak, żeby wszedł do łóżka. Wtuliłaś się w jego ciepły tors i tak zasnęliście.
~~~~~~
I jak ? :) Może być, nie zanudzam Was?
Mogę prosić, żeby po przeczytaniu tej części zostawić komentarz?
To dla mnie ważne ... :)
niedziela, 26 kwietnia 2015
Opracowane na zamówienie dla Kim Hye Won :)
Szłaś po korytarzu w stronę swojej klasy. Miała się teraz odbyć godzina wychowawcza, czyli twoja ukochana luźna lekcja. Nauczycielka prosiła aby dzisiaj nie opuścić zajęć ani się nie spóźnić, bo będzie jakiś nowy uczeń. Pewnie będzie tak samo arogancki jak reszta tej naszej zepsutej klasy. Bardzo się zmieniliśmy. Na pierwszym roku byliśmy najbardziej zgraną i lubianą klasą w szkole. Teraz... lepiej o tym nie wspominać.
Weszłaś do klasy i jak zawsze przykułaś uwagę sporej części uczniów. Przeszłaś do swojej ławki. Nie minęła minuta a byłaś już obtoczona swoimi koleżankami. Byłaś lubiana, więc miałaś ich dość dużo.
- No _____, słyszałaś? Ma być jakiś nowy. Ciekawe czy jest ładny! - No tak twoje koleżanki były dość... skupione tylko na wyglądzie.
Nie lubiłaś takich rozmów co było dziwne bo byłaś dziewczyną w wieku dojrzewania ale jakoś nie robiło to problemu dla twoich koleżanek. Do klasy weszła wychowawczyni dzięki czemu wszyscy zasiedli na swoich miejscach. Stanęła na środku klasy i powiedziała:
- Jak już wiecie dzisiaj do naszej szkoły przepisuje się nowy uczeń. Jest zza granicy ale doskonale mówi po polsku. Proszę, nie bądźcie dla niego niemili dobrze?
I w tym momencie do klasy wszedł piękny chłopak o naprawdę cudownych włosach i bladej karnacji. Rozglądnął się po klasie i po ludziach się w niej znajdujących. Nie zrobił na Tobie jakiegoś większego wrażenia ale dało się usłyszeć głosy twoich przyjaciółek, wzdychających nad jego urodą.
- Taehyung , koło ______ - pokazała ręką na miejsce obok mnie - jest wolne miejsce. Czy _____ ma coś przeciwko, żeby usiadł z Tobą w ławce? - W jej wzroku widać było, że nie chce słyszeć odmowy.
- Oczywiście, że nie proszę Pani.
Jasne, nie byłaś z tego zadowolona, bo wiedziałaś, ze teraz twoje koleżaneczki nie dadzą ci żyć. Chłopak przeszedł po klasie uśmiechając się do Ciebie. Zajął wyznaczone miejsce i zagadał do Ciebie.
- Cześć! Jestem Taehyung, Kim Taehyung.Ale możesz mówić na mnie TaeTae. A Tobie jak na imię? - Zapytał patrząc Ci prosto w oczy.
- Jestem _____. Miło mi... - czułaś, że zbierasz na sobie dużo uwagi. Robiłaś się czerwona.
- Ah ale fajnie, że mam pierwszą przyjaciółkę. Bardzo się bałem dołączyć do waszej klasy ale chyba jednak nie będzie tak źle.
Ten jego uśmiech działaś na Ciebie zadziwiająco dobrze. Nawet nie zezłościłaś się, że nazwał cię przyjaciółką. Chyba go nawet.... polubiłaś.
Kolejne lekcje również siedzieliście razem. Na przerwach oprowadzałaś go po waszej wielkiej szkole. Po ostatniej lekcji poszliście razem zmienić buty i zabrać kurtki z szatni.
- W której części miasta mieszkasz? - zapytałaś.
- Nie wiem jak się nazywa ta ulica ale jest to taki domek, dwurodzinny, niedaleko kawiarni. Numer chyba... 49/2.
Zamurowało cię.
- Coś ty! Ja mieszkam 49/1. Czyli nawet mieszkamy obok siebie! - Ucieszyłaś się.
Ale zaraz... czy ty tego chciałaś? Teraz pewnie będziecie spędzać ze sobą jeszcze więcej czasu a twój chłopak może nie być z tego zadowolony.Tak właśnie ! Masz kochającego chłopaka i nie zamierzasz z nim zrywać dla jakiegoś obcokrajowca.
Wracaliście razem śmiejąc się, żartując, opowiadając dawne historie z życia. Dawno już nie miałaś przy sobie osoby, z którą tak świetnie się bawiłaś.
- Masz dzisiaj czas? Moglibyśmy gdzieś razem wyjść. - zapytałaś nieśmiało.
- Pewnie! Przyjdę po Ciebie o 16 dobrze ? - objął Cie przyjacielsko ramieniem.
- Masz bardzo daleko... - zaśmialiście się i poszliście do swoich mieszkań.
Cały dzień spędziliście wesoło razem. Wróciłaś do domu późnym wieczorem za co zebrał Ci się ochrzan od rodziców.
Szłaś do szkoły na wcześniejsze zajęcia dodatkowe. Twój nowy przyjaciel miał przyjść na późniejszą godzinę jednak zauważyłaś go na korytarzu siedzącego w kącie obok szafek.
- Taehyng! Co ty tu robisz? - zapytałaś bardzo zdziwiona.
- Ja... Chciałem Cię szybciej zobaczyć ale nie wiedziałem o której masz te zajęcia więc... czekam tu już z 20 minut... - powiedział zerkając na zegarek.
- Oh TaeTae... - pomogłaś mu wstać z podłogi i ruszyliście w stronę klasy.
- A tak właściwie to na jakie zajęcia chodzisz?
- Dodatkowe z matematyki. Muszę jeszcze dużo potrenować...
- Może potrenujesz coś innego...
Zagrodził ci przejście swoim ciałem. Złapał cię delikatnie za podbródek i musnął twoje wargi swoimi.
Nie biorąc pod uwagę, że stoicie na środku korytarza i każdy może Was zobaczyć pocałowaliście się.
- Tae ja... - byłaś lekko zagubiona.
- Oh... przepraszam ______, nie powinienem tego robić.
- No właśnie nie powinieneś! - odezwał się ktoś zza twoich pleców.
- Patryk! - powiedziałaś głośno imię swojego chłopaka.
- Co wy robicie? _______ o co tu chodzi?! - nie był zdenerwowany bo bardzo cię kochał i chciał żebyś była szczęśliwa nawet jeśli to oznaczało utratę Ciebie.
- Ja... przepraszam. Zakochałam się w Taehyungu. - twój wzrok utkwił w podłodze. Bałaś się jego reakcji. Tae spojrzał na Ciebie, uśmiechnął się i powiedział.
- Od dzisiaj ______ jest moją księżniczką i zamierzam sprawić by była najszczęśliwszą osobą na świecie. Kocham ją.
Patryk uśmiechnął się i powiedział:
- Dbaj o nią. - i odszedł.
Od tego czasu jesteście szczęśliwą parą.
- Kocham Cię _____. ~ Taehyung
~~~~~~~~~~
I jak ? :) Mam nadzieję, ze opowiadanie się podoba ^^
Z góry przepraszam, że trwało to aż 2 dni ale weekend zawalony cały :p
Szłaś po korytarzu w stronę swojej klasy. Miała się teraz odbyć godzina wychowawcza, czyli twoja ukochana luźna lekcja. Nauczycielka prosiła aby dzisiaj nie opuścić zajęć ani się nie spóźnić, bo będzie jakiś nowy uczeń. Pewnie będzie tak samo arogancki jak reszta tej naszej zepsutej klasy. Bardzo się zmieniliśmy. Na pierwszym roku byliśmy najbardziej zgraną i lubianą klasą w szkole. Teraz... lepiej o tym nie wspominać.
Weszłaś do klasy i jak zawsze przykułaś uwagę sporej części uczniów. Przeszłaś do swojej ławki. Nie minęła minuta a byłaś już obtoczona swoimi koleżankami. Byłaś lubiana, więc miałaś ich dość dużo.
- No _____, słyszałaś? Ma być jakiś nowy. Ciekawe czy jest ładny! - No tak twoje koleżanki były dość... skupione tylko na wyglądzie.
Nie lubiłaś takich rozmów co było dziwne bo byłaś dziewczyną w wieku dojrzewania ale jakoś nie robiło to problemu dla twoich koleżanek. Do klasy weszła wychowawczyni dzięki czemu wszyscy zasiedli na swoich miejscach. Stanęła na środku klasy i powiedziała:
- Jak już wiecie dzisiaj do naszej szkoły przepisuje się nowy uczeń. Jest zza granicy ale doskonale mówi po polsku. Proszę, nie bądźcie dla niego niemili dobrze?
I w tym momencie do klasy wszedł piękny chłopak o naprawdę cudownych włosach i bladej karnacji. Rozglądnął się po klasie i po ludziach się w niej znajdujących. Nie zrobił na Tobie jakiegoś większego wrażenia ale dało się usłyszeć głosy twoich przyjaciółek, wzdychających nad jego urodą.
- Taehyung , koło ______ - pokazała ręką na miejsce obok mnie - jest wolne miejsce. Czy _____ ma coś przeciwko, żeby usiadł z Tobą w ławce? - W jej wzroku widać było, że nie chce słyszeć odmowy.
- Oczywiście, że nie proszę Pani.
Jasne, nie byłaś z tego zadowolona, bo wiedziałaś, ze teraz twoje koleżaneczki nie dadzą ci żyć. Chłopak przeszedł po klasie uśmiechając się do Ciebie. Zajął wyznaczone miejsce i zagadał do Ciebie.
- Cześć! Jestem Taehyung, Kim Taehyung.Ale możesz mówić na mnie TaeTae. A Tobie jak na imię? - Zapytał patrząc Ci prosto w oczy.
- Jestem _____. Miło mi... - czułaś, że zbierasz na sobie dużo uwagi. Robiłaś się czerwona.
- Ah ale fajnie, że mam pierwszą przyjaciółkę. Bardzo się bałem dołączyć do waszej klasy ale chyba jednak nie będzie tak źle.
Ten jego uśmiech działaś na Ciebie zadziwiająco dobrze. Nawet nie zezłościłaś się, że nazwał cię przyjaciółką. Chyba go nawet.... polubiłaś.
Kolejne lekcje również siedzieliście razem. Na przerwach oprowadzałaś go po waszej wielkiej szkole. Po ostatniej lekcji poszliście razem zmienić buty i zabrać kurtki z szatni.
- W której części miasta mieszkasz? - zapytałaś.
- Nie wiem jak się nazywa ta ulica ale jest to taki domek, dwurodzinny, niedaleko kawiarni. Numer chyba... 49/2.
Zamurowało cię.
- Coś ty! Ja mieszkam 49/1. Czyli nawet mieszkamy obok siebie! - Ucieszyłaś się.
Ale zaraz... czy ty tego chciałaś? Teraz pewnie będziecie spędzać ze sobą jeszcze więcej czasu a twój chłopak może nie być z tego zadowolony.Tak właśnie ! Masz kochającego chłopaka i nie zamierzasz z nim zrywać dla jakiegoś obcokrajowca.
Wracaliście razem śmiejąc się, żartując, opowiadając dawne historie z życia. Dawno już nie miałaś przy sobie osoby, z którą tak świetnie się bawiłaś.
- Masz dzisiaj czas? Moglibyśmy gdzieś razem wyjść. - zapytałaś nieśmiało.
- Pewnie! Przyjdę po Ciebie o 16 dobrze ? - objął Cie przyjacielsko ramieniem.
- Masz bardzo daleko... - zaśmialiście się i poszliście do swoich mieszkań.
Cały dzień spędziliście wesoło razem. Wróciłaś do domu późnym wieczorem za co zebrał Ci się ochrzan od rodziców.
Szłaś do szkoły na wcześniejsze zajęcia dodatkowe. Twój nowy przyjaciel miał przyjść na późniejszą godzinę jednak zauważyłaś go na korytarzu siedzącego w kącie obok szafek.
- Taehyng! Co ty tu robisz? - zapytałaś bardzo zdziwiona.
- Ja... Chciałem Cię szybciej zobaczyć ale nie wiedziałem o której masz te zajęcia więc... czekam tu już z 20 minut... - powiedział zerkając na zegarek.
- Oh TaeTae... - pomogłaś mu wstać z podłogi i ruszyliście w stronę klasy.
- A tak właściwie to na jakie zajęcia chodzisz?
- Dodatkowe z matematyki. Muszę jeszcze dużo potrenować...
- Może potrenujesz coś innego...
Zagrodził ci przejście swoim ciałem. Złapał cię delikatnie za podbródek i musnął twoje wargi swoimi.
Nie biorąc pod uwagę, że stoicie na środku korytarza i każdy może Was zobaczyć pocałowaliście się.
- Tae ja... - byłaś lekko zagubiona.
- Oh... przepraszam ______, nie powinienem tego robić.
- No właśnie nie powinieneś! - odezwał się ktoś zza twoich pleców.
- Patryk! - powiedziałaś głośno imię swojego chłopaka.
- Co wy robicie? _______ o co tu chodzi?! - nie był zdenerwowany bo bardzo cię kochał i chciał żebyś była szczęśliwa nawet jeśli to oznaczało utratę Ciebie.
- Ja... przepraszam. Zakochałam się w Taehyungu. - twój wzrok utkwił w podłodze. Bałaś się jego reakcji. Tae spojrzał na Ciebie, uśmiechnął się i powiedział.
- Od dzisiaj ______ jest moją księżniczką i zamierzam sprawić by była najszczęśliwszą osobą na świecie. Kocham ją.
Patryk uśmiechnął się i powiedział:
- Dbaj o nią. - i odszedł.
Od tego czasu jesteście szczęśliwą parą.
- Kocham Cię _____. ~ Taehyung
~~~~~~~~~~
I jak ? :) Mam nadzieję, ze opowiadanie się podoba ^^
Z góry przepraszam, że trwało to aż 2 dni ale weekend zawalony cały :p
sobota, 25 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz7
Obudziłaś się, leżąc na łóżku. Zaraz... nie swoim łóżku. Patrzyłaś w biały sufit. Byłaś otępiała. Nie wiedziałaś gdzie jesteś ani co się stało. Ostatnie wspomnienie to ... atak jakiejś dziewczyny z toalecie. Podniosłaś się bardzo szybko do pozycji siedzącej i zrozumiałaś, że jesteś w jednym ze szpitalnych pokoi.
- Nie ruszaj się tak gwałtownie! - usłyszałaś obcy głos. Była to pielęgniarka, która się Tobą opiekowała.- musisz leżeć. Jak się czujesz?
- Jimin... - powiedziałaś bardzo cichy głosem, prawie niesłyszalnym.
- A tak. Twój chłopak siedział tu z Tobą całą noc a teraz poszedł do toalety. Na pewno zaraz wróci. Mówiłam nie wstawaj!
Chciałaś go zobaczyć, ale przeszkodziła ci w tym cała aparatura, do której byłaś podpięta. Ten zryw poskutkował dużym bólem ale zapomniałaś o tym szybko gdy do pokoju wszedł twój wybawca.
- To ja zostawiam Was. - powiedziała pielęgniarka i wyszła zamykając drzwi.
Chłopak podszedł do twojego łóżka i przytulił cię. Zrobił to tak delikatnie.
- Jimin... Co ja tutaj robie? - spytałaś bo byłaś do granic zdezorientowana.
- Pamiętasz wczorajszą sytuację? Gdy szłaś do toalety obserwowałem Cie ciągle. Jesteś taka piękna. I zauważyłem, że jakaś dziewczyna Cię ciągle obserwuje. Myślałem, że to po prostu fanka ale zauważyłem, ze gdy sięgała do torby wyciągnęła z niej nóż. A takich rzeczy chyba nie nosi każda normalna nastolatka co nie ? No więc widząc jak kopnęła w drzwi, wstałem i pobiegłem po ochroniarza i od razu przybiegliśmy do Ciebie. Przepraszam, że nie zareagowałem wcześniej.
- Kocham Cię! I dziękuję, że mnie uratowałeś... - przytuliłaś go ale niestety przez to podpięcie nie mogłaś zrobił tego mocno.
- Leż... twój stan nie jest ciężki ale dobrze też nie jest. Uderzyłaś głową w ścianę.
- To straszne. Czym jej zawiniłam? - posmutniałaś.
Jimin nic nie mówiąc usiadł na łóżku i pogłaskał cię po włosach.
- Nie wiem, ale to się już nie powtórzy.
Przy nim nie bałaś się już niczego. Był osobą, przy której zawsze czułaś się w pełni bezpieczna. Cały dzień dużo rozmawialiście i spędziliście miło czas. Pod wieczór widząc jak bardzo twój chłopak jest zmęczony poprosiłaś go by poszedł do domu. Na początku nie chciał się na to zgodzić i męczyłaś się z nim przez ponad pół godziny ale w końcu ustąpił.
- Jutro z samego rana będę. - powiedział i wyszedł.
Byłaś bardzo szczęśliwa. Gdybyś go nie poznała musiałabyś pewnie siedzieć cały dzień sama... Nie, gdybyś go nie poznała to nie byłabyś tu. Ale i tak nie żałowałaś. Dla niego byłaś skłonna znieść wszystko.
W nocy dręczyły Cię koszmary. Przeróżne. Jimin zostawiający cię z tą laską w toalecie, Jimin śmiejący się z twojej sytuacji, Jimin będący sam na sam z tą dziewczyną gdy ja jestem w szpitalu. Obudziłaś się koło 3 w nocy cała zapłakana. Wzięłaś do ręki telefon i zadzwoniłaś do swojej siostry, która wyjechała do Korei razem z Tobą.
- Ola? Proszę przyjedź...
Płakałaś przez całą rozmowę ale ona nie pytając co się dzieje, zapytała gdzie jesteś i powiedziała, że zaraz będzie. Szpital był na szczęście otwarty całą dobę i tylko kilka dyżurujących pilnowało wejść na różne oddziały, więc z dostaniem się tutaj nie było żadnego problemu. Ola była już u Ciebie po kilku minutach.
- ______. Co się dzieje?!
Siedziałaś zapłakana na łóżku i spojrzałaś na swoją siostrę błagalnym wzrokiem.
- Pomożesz mi? - wpadłaś w jeszcze większą histerię.
- Tak, zrobię wszystko. Mów! - Była bardzo przejęta twoim zachowaniem.
- Jest taka jedna dziewczyna... Boję się, że ona i Jimin... że ona i Jimin mieli lub mają ze sobą coś wspólnego. - opowiedziałaś jej całą tą historię, która zdecydowanie bardzo ją zaciekawiła.
- Dobra, dzisiaj mam na 6 do pracy tak przejrzę wszystkie akta, zajadę w to miejsce, tylko daj mi adres i spróbuję się dowiedzieć czegoś o tej dziewczynie.
- Jesteś wspaniała. Tylko proszę niech to zostanie między nami. - wtuliłaś się w nią.
- Dobrze kochana, nie ma sprawy. Postaram się pomóc. A teraz proszę, idź już spokojnie spać.
Pożegnała się z Tobą i wyszła. Mimo jej prośby nie zmrużyłaś oka już do samego rana. Już o 7 pojawił się Jimin z kilkoma pakunkami. Zrobił nawet śniadanie, żebyś nie musiała jeść tego szpitalnego chłamu.
- Smacznego kochanie. - powiedział podając ci danie.
Jedliście w milczeniu. Chłopak często się Tobie przyglądał i wyczuł, że coś jest nie tak.
- Nie smakuje?
- Nie, jest bardzo dobre . - uśmiechnęłaś się lekko.
- To co się dzieje? - spytał przejęty. - Odkąd przyjechałem powiedziałaś może 2 zdania. - zasmucił się. Nie był to dla Ciebie miły widok.
- Kiedy mnie stąd wypuszczą? - Zmieniłaś temat.
- Dzisiaj po południu jeśli się nie mylę. Poczekaj, pójdę zapytać.
Miał rację. Dziś dostałam wypis i mogłam spokojnie wrócić do domu pod warunkiem, że będę miała całodobową opiekę. Jimin oczywiście poczuł się odpowiedzialny i powiedział, że cały tydzień się mną zaopiekuje, aż do kontroli.
Szybko opuściliśmy szpital. Nie miałam ochoty zostać tam nawet sekundy dłużej.
- Jimin... skoro masz się mną opiekować to gdzie będziesz spał?
- W innym pokoju. Ale spokojnie będę się Tobą opiekować aż nie wyzdrowiejesz lub nie zwariujesz ze mną. - zaśmiał się. Jego towarzystwo rzeczywiście czasami było bardzo natrętne. Ale to było zrozumiałe bo przecież się o Ciebie martwił.
Dojechaliście do Ciebie.
- To twój dom? - wskazał palcem na szary, dość brzydki budynek, koło którego zaparkowałam.
- Wiem, żaden luksus. - było ci trochę głupio.
- E tam. Ładny jest. - oczywiście kłamał. Ten dom był przecież okropny! Miałaś tego świadomość.
Jimin pomógł ci przyjść pod drzwi i wziął wszystkie pakunki z samochodu. Otworzyłaś drzwi i powiedziałaś:
- Oto mój dom.
~~~~~~
Tutaj może dużo akcji nie ma ale wydaje mi się, ze nie było chyba aż takie złe :D
Komentujcie ^^
- Nie ruszaj się tak gwałtownie! - usłyszałaś obcy głos. Była to pielęgniarka, która się Tobą opiekowała.- musisz leżeć. Jak się czujesz?
- Jimin... - powiedziałaś bardzo cichy głosem, prawie niesłyszalnym.
- A tak. Twój chłopak siedział tu z Tobą całą noc a teraz poszedł do toalety. Na pewno zaraz wróci. Mówiłam nie wstawaj!
Chciałaś go zobaczyć, ale przeszkodziła ci w tym cała aparatura, do której byłaś podpięta. Ten zryw poskutkował dużym bólem ale zapomniałaś o tym szybko gdy do pokoju wszedł twój wybawca.
- To ja zostawiam Was. - powiedziała pielęgniarka i wyszła zamykając drzwi.
Chłopak podszedł do twojego łóżka i przytulił cię. Zrobił to tak delikatnie.
- Jimin... Co ja tutaj robie? - spytałaś bo byłaś do granic zdezorientowana.
- Pamiętasz wczorajszą sytuację? Gdy szłaś do toalety obserwowałem Cie ciągle. Jesteś taka piękna. I zauważyłem, że jakaś dziewczyna Cię ciągle obserwuje. Myślałem, że to po prostu fanka ale zauważyłem, ze gdy sięgała do torby wyciągnęła z niej nóż. A takich rzeczy chyba nie nosi każda normalna nastolatka co nie ? No więc widząc jak kopnęła w drzwi, wstałem i pobiegłem po ochroniarza i od razu przybiegliśmy do Ciebie. Przepraszam, że nie zareagowałem wcześniej.
- Kocham Cię! I dziękuję, że mnie uratowałeś... - przytuliłaś go ale niestety przez to podpięcie nie mogłaś zrobił tego mocno.
- Leż... twój stan nie jest ciężki ale dobrze też nie jest. Uderzyłaś głową w ścianę.
- To straszne. Czym jej zawiniłam? - posmutniałaś.
Jimin nic nie mówiąc usiadł na łóżku i pogłaskał cię po włosach.
- Nie wiem, ale to się już nie powtórzy.
Przy nim nie bałaś się już niczego. Był osobą, przy której zawsze czułaś się w pełni bezpieczna. Cały dzień dużo rozmawialiście i spędziliście miło czas. Pod wieczór widząc jak bardzo twój chłopak jest zmęczony poprosiłaś go by poszedł do domu. Na początku nie chciał się na to zgodzić i męczyłaś się z nim przez ponad pół godziny ale w końcu ustąpił.
- Jutro z samego rana będę. - powiedział i wyszedł.
Byłaś bardzo szczęśliwa. Gdybyś go nie poznała musiałabyś pewnie siedzieć cały dzień sama... Nie, gdybyś go nie poznała to nie byłabyś tu. Ale i tak nie żałowałaś. Dla niego byłaś skłonna znieść wszystko.
W nocy dręczyły Cię koszmary. Przeróżne. Jimin zostawiający cię z tą laską w toalecie, Jimin śmiejący się z twojej sytuacji, Jimin będący sam na sam z tą dziewczyną gdy ja jestem w szpitalu. Obudziłaś się koło 3 w nocy cała zapłakana. Wzięłaś do ręki telefon i zadzwoniłaś do swojej siostry, która wyjechała do Korei razem z Tobą.
- Ola? Proszę przyjedź...
Płakałaś przez całą rozmowę ale ona nie pytając co się dzieje, zapytała gdzie jesteś i powiedziała, że zaraz będzie. Szpital był na szczęście otwarty całą dobę i tylko kilka dyżurujących pilnowało wejść na różne oddziały, więc z dostaniem się tutaj nie było żadnego problemu. Ola była już u Ciebie po kilku minutach.
- ______. Co się dzieje?!
Siedziałaś zapłakana na łóżku i spojrzałaś na swoją siostrę błagalnym wzrokiem.
- Pomożesz mi? - wpadłaś w jeszcze większą histerię.
- Tak, zrobię wszystko. Mów! - Była bardzo przejęta twoim zachowaniem.
- Jest taka jedna dziewczyna... Boję się, że ona i Jimin... że ona i Jimin mieli lub mają ze sobą coś wspólnego. - opowiedziałaś jej całą tą historię, która zdecydowanie bardzo ją zaciekawiła.
- Dobra, dzisiaj mam na 6 do pracy tak przejrzę wszystkie akta, zajadę w to miejsce, tylko daj mi adres i spróbuję się dowiedzieć czegoś o tej dziewczynie.
- Jesteś wspaniała. Tylko proszę niech to zostanie między nami. - wtuliłaś się w nią.
- Dobrze kochana, nie ma sprawy. Postaram się pomóc. A teraz proszę, idź już spokojnie spać.
Pożegnała się z Tobą i wyszła. Mimo jej prośby nie zmrużyłaś oka już do samego rana. Już o 7 pojawił się Jimin z kilkoma pakunkami. Zrobił nawet śniadanie, żebyś nie musiała jeść tego szpitalnego chłamu.
- Smacznego kochanie. - powiedział podając ci danie.
Jedliście w milczeniu. Chłopak często się Tobie przyglądał i wyczuł, że coś jest nie tak.
- Nie smakuje?
- Nie, jest bardzo dobre . - uśmiechnęłaś się lekko.
- To co się dzieje? - spytał przejęty. - Odkąd przyjechałem powiedziałaś może 2 zdania. - zasmucił się. Nie był to dla Ciebie miły widok.
- Kiedy mnie stąd wypuszczą? - Zmieniłaś temat.
- Dzisiaj po południu jeśli się nie mylę. Poczekaj, pójdę zapytać.
Miał rację. Dziś dostałam wypis i mogłam spokojnie wrócić do domu pod warunkiem, że będę miała całodobową opiekę. Jimin oczywiście poczuł się odpowiedzialny i powiedział, że cały tydzień się mną zaopiekuje, aż do kontroli.
Szybko opuściliśmy szpital. Nie miałam ochoty zostać tam nawet sekundy dłużej.
- Jimin... skoro masz się mną opiekować to gdzie będziesz spał?
- W innym pokoju. Ale spokojnie będę się Tobą opiekować aż nie wyzdrowiejesz lub nie zwariujesz ze mną. - zaśmiał się. Jego towarzystwo rzeczywiście czasami było bardzo natrętne. Ale to było zrozumiałe bo przecież się o Ciebie martwił.
Dojechaliście do Ciebie.
- To twój dom? - wskazał palcem na szary, dość brzydki budynek, koło którego zaparkowałam.
- Wiem, żaden luksus. - było ci trochę głupio.
- E tam. Ładny jest. - oczywiście kłamał. Ten dom był przecież okropny! Miałaś tego świadomość.
Jimin pomógł ci przyjść pod drzwi i wziął wszystkie pakunki z samochodu. Otworzyłaś drzwi i powiedziałaś:
- Oto mój dom.
~~~~~~
Tutaj może dużo akcji nie ma ale wydaje mi się, ze nie było chyba aż takie złe :D
Komentujcie ^^
czwartek, 23 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz6
Tak jak obiecał, Jimin już z samego rana zapukał do twych drzwi. Zjedliście razem śniadanie i wtuleni wyszliście z domu. Słońce świeciło dziś bardzo jasno i dość ciepło więc spacer we dwoje to na dzień dzisiejszy bajeczne rozwiązanie! Tuż po wyjściu twój chłopak zaczął temat następnego dnia.
- Kochanie. Jutro mamy spotkanie z fanami. Chciałbym... żebyś była tak ze mną. Nie chcę cię zostawiać w ciągu dnia nawet na minutę. - uśmiechnął się do ciebie lekko.
- Kochany... oczywiście, że pójdę z Tobą. Ale czy nie zrobimy tym zamieszania w mediach? Wiesz, moje życie jest już dość pokręcone odkąd z Wami współpracuję.
- Nawet reszta zespołu nic nie podejrzewa! - zatrzymaliście się i popatrzył ci w oczy. - Obiecuję, że nikt się o tym jutro nie dowie.
- No dobra. - przytuliłaś go.- To o której?
- Przyjedziemy po Ciebie o 16.
- Dobrze kochanie. - zmrużyłaś lekko oczy i zrobiłaś dziubek.
Jimin podniósł cię na rękach do góry i pocałował.
- Kocham Cię księżniczko.
Na taką miłość czekałaś całe życie! Ale gdybyś wiedziała co stanie się dalej na pewno byś została jutro w domu.
Była już godzina 15. Zostało 60 minut do przyjazdu chłopaków a ty już czekałaś zniecierpliwiona w salonie. Niby tylko godzina ale trwała jak wieczność. Włączyłaś TV. Leciał akurat program informacyjny, w którym była mowa o dzisiejszym spotkaniu z BTS. Tak cię to wciągnęło, że nie zauważyłaś Jimina wchodzącego do twojego mieszkania. On skorzystał z twojej nieuwagi i zaszedł cie od tyłu. Złapał cię za rękę a ty aż podskoczyłaś. Ta sytuacja bardzo go rozbawiła i nie ukrywał tego. Śmiał się tak bardzo, że aż JK przybiegł sprawdzić co się tutaj dzieje.
- Ej może tak byście się ruszyli?! Za chwilę mamy być na miejscu. - Powiedział i wyszedł.
Ty i Jimin spojrzeliście po sobie. Chyba pierwszy raz Jungkook był tak stanowczy. To jeszcze bardziej rozśmieszyło chłopaka. Wyszliście szybko z domu i szliście w stronę limuzyny. Jimin otworzył ci drzwi i gestem ręki pokazał żebyś wsiadła.
- Wow... nigdy wcześniej nie jechałam limuzyną!- powiedziałaś rozglądając się po wnętrzu.
- Przyzwyczajaj się... Dopóki ten Twój kochaś żyje to się nie zmieni. - RM puścił mi oczko.
Zaraz ... czy on wiedział o nas? Przecież mój chłopak mówił, że nawet zespół nie wie.
Dojechaliście na miejsce. Wyszłaś razem z Jiminem a zaraz za wami reszta. Oczywiście najwięcej uwagi skupiano na was co nie za bardzo ci się spodobało.
- Spokojnie _____ . Byle bez nerwów bo te hieny wszytko wyczują (miał na myśli paparazzi nie fanów).
Całe spotkanie odbyło się dość spokojnie. O Ciebie i Jimina nie padło ani jedno pytanie. Czyli jednak nikt nie zauważył. Po 2 godzinnym spotkaniu miała się odbyć 15 minutowa przerwa.
- Kochanie idę do toalety, za chwilkę do Ciebie wrócę. - powiedziałaś.
- Czekam z niecierpliwością. - ah ten jego uśmiech skierowany w twoją osobę. Taki cudowny.
Przeszłaś obok ściany i skierowałaś się w stronę damskiej toalety. Weszłaś do kabiny załatwiłaś swoje potrzeby i po wyjściu, dbając o higienę, umyłaś starannie ręce. Nagle drzwi otworzyły się trzaskając w ścianę z ogromnym hukiem. Do środka weszła dziewczyna o długich ciemnych, prawie czarnych, włosach i jasno zielonych oczach. Podeszła do Ciebie i chwyciła cię za kołnierzyk obiema rękami.
- Odpie*dol się od Jimina rozumiesz?! - patrzyła na Ciebie z taką nienawiścią...
- Ale... o co Ci chodzi? Puść mnie! - krzyknęłaś w nadziei, że może personel to usłyszy.
Dziewczyna nic nie powiedziała tylko rzuciła Tobą o ścianę. Ogromny ból przeszył całe twoje ciało. Czym sobie na to zasłużyłaś? Ona była zazdrosna o Jimina?
- Ty i on nigdy nie będziecie razem! - krzycząc to kopnęła cię w brzuch.
Leżąc pod ścianą zwijałaś się z bólu. Podeszła do Ciebie i wyciągnęła ręce w twoim kierunku. Chyba chciała dalej się Tobą zająć. Jednak ktoś ją złapał za ramię. To był Jimin!
- Nie dotykaj jej ku*wa! - krzyknął bardzo głośno i pchnął dziewczynę w stronę ochroniarza stojącego przy drzwiach. - wyrzuć ją. Teraz!
Jimin podszedł do Ciebie. Tak bardzo się o Ciebie martwił. Byłaś cała zapłakana a od uderzenia w ścianę ledwo przytomna. Nie mogłaś wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. A tak bardzo chciałaś mu podziękować. Wziął cię na ręce i niosąc do samochodu krzyknął do reszty zespołu:
- Poradzicie sobie beze mnie.
Chłopaki tylko przytaknęli i wrócili do czynności, którą właśnie wykonywali. Byli ciekawi co się stało i bardzo przestraszeni ale nie chcieli robić zamieszania. Opuszczając to miejsce przykuliście uwagę paparazzi i wszystkich fanów będących w tym czasie na sali. Wychodząc w blasku fleszy, Jimin zobaczył tą dziewczynę, która Cię zaatakowała. Siedziała na krawężniku i płakała.
Jednak bez zwracania na to uwagi twój książę położył Cię na przednim siedzeniu i zapiął pasami bezpieczeństwa.
Odjeżdżaliście z tego chorego miejsca a napastniczka obserwowała uważnie samochód i powiedziała:
- To jeszcze nie koniec...
~~~~~~~~
Mam nadzieję, że podobała się kolejna część. Jeśli będą pozytywne komentarze to mogę dalej ciągnąć tą serię a mam jeszcze bardzo dużo pomysłów :)
- Kochanie. Jutro mamy spotkanie z fanami. Chciałbym... żebyś była tak ze mną. Nie chcę cię zostawiać w ciągu dnia nawet na minutę. - uśmiechnął się do ciebie lekko.
- Kochany... oczywiście, że pójdę z Tobą. Ale czy nie zrobimy tym zamieszania w mediach? Wiesz, moje życie jest już dość pokręcone odkąd z Wami współpracuję.
- Nawet reszta zespołu nic nie podejrzewa! - zatrzymaliście się i popatrzył ci w oczy. - Obiecuję, że nikt się o tym jutro nie dowie.
- No dobra. - przytuliłaś go.- To o której?
- Przyjedziemy po Ciebie o 16.
- Dobrze kochanie. - zmrużyłaś lekko oczy i zrobiłaś dziubek.
Jimin podniósł cię na rękach do góry i pocałował.
- Kocham Cię księżniczko.
Na taką miłość czekałaś całe życie! Ale gdybyś wiedziała co stanie się dalej na pewno byś została jutro w domu.
Była już godzina 15. Zostało 60 minut do przyjazdu chłopaków a ty już czekałaś zniecierpliwiona w salonie. Niby tylko godzina ale trwała jak wieczność. Włączyłaś TV. Leciał akurat program informacyjny, w którym była mowa o dzisiejszym spotkaniu z BTS. Tak cię to wciągnęło, że nie zauważyłaś Jimina wchodzącego do twojego mieszkania. On skorzystał z twojej nieuwagi i zaszedł cie od tyłu. Złapał cię za rękę a ty aż podskoczyłaś. Ta sytuacja bardzo go rozbawiła i nie ukrywał tego. Śmiał się tak bardzo, że aż JK przybiegł sprawdzić co się tutaj dzieje.
- Ej może tak byście się ruszyli?! Za chwilę mamy być na miejscu. - Powiedział i wyszedł.
Ty i Jimin spojrzeliście po sobie. Chyba pierwszy raz Jungkook był tak stanowczy. To jeszcze bardziej rozśmieszyło chłopaka. Wyszliście szybko z domu i szliście w stronę limuzyny. Jimin otworzył ci drzwi i gestem ręki pokazał żebyś wsiadła.
- Wow... nigdy wcześniej nie jechałam limuzyną!- powiedziałaś rozglądając się po wnętrzu.
- Przyzwyczajaj się... Dopóki ten Twój kochaś żyje to się nie zmieni. - RM puścił mi oczko.
Zaraz ... czy on wiedział o nas? Przecież mój chłopak mówił, że nawet zespół nie wie.
Dojechaliście na miejsce. Wyszłaś razem z Jiminem a zaraz za wami reszta. Oczywiście najwięcej uwagi skupiano na was co nie za bardzo ci się spodobało.
- Spokojnie _____ . Byle bez nerwów bo te hieny wszytko wyczują (miał na myśli paparazzi nie fanów).
Całe spotkanie odbyło się dość spokojnie. O Ciebie i Jimina nie padło ani jedno pytanie. Czyli jednak nikt nie zauważył. Po 2 godzinnym spotkaniu miała się odbyć 15 minutowa przerwa.
- Kochanie idę do toalety, za chwilkę do Ciebie wrócę. - powiedziałaś.
- Czekam z niecierpliwością. - ah ten jego uśmiech skierowany w twoją osobę. Taki cudowny.
Przeszłaś obok ściany i skierowałaś się w stronę damskiej toalety. Weszłaś do kabiny załatwiłaś swoje potrzeby i po wyjściu, dbając o higienę, umyłaś starannie ręce. Nagle drzwi otworzyły się trzaskając w ścianę z ogromnym hukiem. Do środka weszła dziewczyna o długich ciemnych, prawie czarnych, włosach i jasno zielonych oczach. Podeszła do Ciebie i chwyciła cię za kołnierzyk obiema rękami.
- Odpie*dol się od Jimina rozumiesz?! - patrzyła na Ciebie z taką nienawiścią...
- Ale... o co Ci chodzi? Puść mnie! - krzyknęłaś w nadziei, że może personel to usłyszy.
Dziewczyna nic nie powiedziała tylko rzuciła Tobą o ścianę. Ogromny ból przeszył całe twoje ciało. Czym sobie na to zasłużyłaś? Ona była zazdrosna o Jimina?
- Ty i on nigdy nie będziecie razem! - krzycząc to kopnęła cię w brzuch.
Leżąc pod ścianą zwijałaś się z bólu. Podeszła do Ciebie i wyciągnęła ręce w twoim kierunku. Chyba chciała dalej się Tobą zająć. Jednak ktoś ją złapał za ramię. To był Jimin!
- Nie dotykaj jej ku*wa! - krzyknął bardzo głośno i pchnął dziewczynę w stronę ochroniarza stojącego przy drzwiach. - wyrzuć ją. Teraz!
Jimin podszedł do Ciebie. Tak bardzo się o Ciebie martwił. Byłaś cała zapłakana a od uderzenia w ścianę ledwo przytomna. Nie mogłaś wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. A tak bardzo chciałaś mu podziękować. Wziął cię na ręce i niosąc do samochodu krzyknął do reszty zespołu:
- Poradzicie sobie beze mnie.
Chłopaki tylko przytaknęli i wrócili do czynności, którą właśnie wykonywali. Byli ciekawi co się stało i bardzo przestraszeni ale nie chcieli robić zamieszania. Opuszczając to miejsce przykuliście uwagę paparazzi i wszystkich fanów będących w tym czasie na sali. Wychodząc w blasku fleszy, Jimin zobaczył tą dziewczynę, która Cię zaatakowała. Siedziała na krawężniku i płakała.
Jednak bez zwracania na to uwagi twój książę położył Cię na przednim siedzeniu i zapiął pasami bezpieczeństwa.
Odjeżdżaliście z tego chorego miejsca a napastniczka obserwowała uważnie samochód i powiedziała:
- To jeszcze nie koniec...
~~~~~~~~
Mam nadzieję, że podobała się kolejna część. Jeśli będą pozytywne komentarze to mogę dalej ciągnąć tą serię a mam jeszcze bardzo dużo pomysłów :)
wtorek, 21 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz5
Był zestresowany bardziej niż przed swoim pierwszym koncertem. Czekanie aż otworzysz mu drzwi wydawało się trwać jak wieczność. Ale w końcu otworzyłaś i ze zdziwienia zrobiłaś wielkie oczy.
- Cześć Jimin.
- Cześć ____ - powiedział dając ci bukiet róż.
Zaczerwieniłaś się i spuściłaś głowę lekko w dół czując małe zakłopotanie.
- Wejdź do środka. - powiedziałaś i zaprowadziłaś go do salonu, który już znał. - Czy coś się stało?
Widać było, że się czymś zamartwia. Był poddenerwowany ale nigdy byś się nie domyśliła w jakim celu przyszedł.
- ______, okłamałem cię. - Nie mógł spojrzeć ci w oczy, więc siedział wgapiony w podłogę.
- Jak to okłamałeś? W sprawie czego? - Twoje serce zaczęło mocniej bić.
- Że to wszystko była sprawka mojego upicia. Alkohol nie miał z tym nic wspólnego. Ja po prostu ... Kocham Cię!
No nie... tego się nie spodziewałaś! Byłaś taka szczęśliwa, że to usłyszałaś a zarazem przerażona. No bo co teraz będzie? Będziecie razem? Zostawicie to tak?
- Ja... N-nie wiem co powiedzieć. - głos ci drżał.
- Rozumiem. Zastanów się nad moimi słowami.
Jimin wstał i ruszył naprawdę szybko w stronę wyjścia. O nie tym razem to się tak nie skończy!
Złapałaś go za ramię, obróciłaś do siebie i wbiłaś się w jego usta. Całowaliście się tak delikatnie. Chłopak zrobił krok w twoją stronę przez co zmusił cię do oparcia się o ścianę. Przysunął się bliżej. Wasze ciała był tak blisko... To było cudowne. Po skończonym pocałunku patrzeliście sobie głęboko w oczy.
- Kocham Cię, Jimin. - wyszeptałaś mu do ucha.
Ten gest oczywiście skończył się ponownym pocałunkiem lecz tym razem bardziej namiętnym. Czułaś jak wasze języki plączą się w tak rozkoszną jedność.
- _____. Czy dasz zaprosić się na randkę? - spytał bardzo energicznie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnęłaś się. - To gdzie i kiedy?
- Teraz w parku niedaleko.
Uśmiechnęliście się i wybiegliście z domu trzymając się za ręce. Doszliście tak do parku(Park w parku xd). Wtuliłaś się w niego. Usiedliście na pobliskiej ławce.
- _____. Mam pytanie. Czy mogę ?
- Słucham? - Czułaś jak serce podchodzi ci do gardła. Zapytaj! Zapytaj już teraz!
- Czy chcesz zostać moją dziewczyną? - popatrzył ci prosto w oczy.
Nic nie mówiąc przytuliłaś się do niego.
- Mogę uznać to za zgodę? - uśmiechnął się pokazując swoje śliczne białe zęby.
- Tak. Kocham Cię Jimin.
- Ja Ciebie też.
Po romantycznym spacerze i miłych rozmowach Jimin postanowił odprowadzić cię do domu. Stanęliście w progu i pocałowaliście się na pożegnanie.
- Przyjedziesz jutro? - zapytałaś dość nieśmiale.
- Będę z rana moja mała dziewczynko. - pocałował cię w czoło i odszedł w stronę auta.
Patrzyłaś na odjeżdżający pojazd a w nim swojego chłopaka. Tak... to takie piękne. "Mój chłopak". Czułaś w sercu ciepło, które pojawiało się tylko w pobliżu Jimina. Pokochałaś go.
~~~~~~~
I jak ? :) nie zanudzam Was ?^^ Jeśli macie jakiekolwiek uwagi co do stylu pisania lub historii tu zawartej to chętnie ich wysłucham :)
Piszcie komentarze :)
- Cześć Jimin.
- Cześć ____ - powiedział dając ci bukiet róż.
Zaczerwieniłaś się i spuściłaś głowę lekko w dół czując małe zakłopotanie.
- Wejdź do środka. - powiedziałaś i zaprowadziłaś go do salonu, który już znał. - Czy coś się stało?
Widać było, że się czymś zamartwia. Był poddenerwowany ale nigdy byś się nie domyśliła w jakim celu przyszedł.
- ______, okłamałem cię. - Nie mógł spojrzeć ci w oczy, więc siedział wgapiony w podłogę.
- Jak to okłamałeś? W sprawie czego? - Twoje serce zaczęło mocniej bić.
- Że to wszystko była sprawka mojego upicia. Alkohol nie miał z tym nic wspólnego. Ja po prostu ... Kocham Cię!
No nie... tego się nie spodziewałaś! Byłaś taka szczęśliwa, że to usłyszałaś a zarazem przerażona. No bo co teraz będzie? Będziecie razem? Zostawicie to tak?
- Ja... N-nie wiem co powiedzieć. - głos ci drżał.
- Rozumiem. Zastanów się nad moimi słowami.
Jimin wstał i ruszył naprawdę szybko w stronę wyjścia. O nie tym razem to się tak nie skończy!
Złapałaś go za ramię, obróciłaś do siebie i wbiłaś się w jego usta. Całowaliście się tak delikatnie. Chłopak zrobił krok w twoją stronę przez co zmusił cię do oparcia się o ścianę. Przysunął się bliżej. Wasze ciała był tak blisko... To było cudowne. Po skończonym pocałunku patrzeliście sobie głęboko w oczy.
- Kocham Cię, Jimin. - wyszeptałaś mu do ucha.
Ten gest oczywiście skończył się ponownym pocałunkiem lecz tym razem bardziej namiętnym. Czułaś jak wasze języki plączą się w tak rozkoszną jedność.
- _____. Czy dasz zaprosić się na randkę? - spytał bardzo energicznie z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnęłaś się. - To gdzie i kiedy?
- Teraz w parku niedaleko.
Uśmiechnęliście się i wybiegliście z domu trzymając się za ręce. Doszliście tak do parku(Park w parku xd). Wtuliłaś się w niego. Usiedliście na pobliskiej ławce.
- _____. Mam pytanie. Czy mogę ?
- Słucham? - Czułaś jak serce podchodzi ci do gardła. Zapytaj! Zapytaj już teraz!
- Czy chcesz zostać moją dziewczyną? - popatrzył ci prosto w oczy.
Nic nie mówiąc przytuliłaś się do niego.
- Mogę uznać to za zgodę? - uśmiechnął się pokazując swoje śliczne białe zęby.
- Tak. Kocham Cię Jimin.
- Ja Ciebie też.
Po romantycznym spacerze i miłych rozmowach Jimin postanowił odprowadzić cię do domu. Stanęliście w progu i pocałowaliście się na pożegnanie.
- Przyjedziesz jutro? - zapytałaś dość nieśmiale.
- Będę z rana moja mała dziewczynko. - pocałował cię w czoło i odszedł w stronę auta.
Patrzyłaś na odjeżdżający pojazd a w nim swojego chłopaka. Tak... to takie piękne. "Mój chłopak". Czułaś w sercu ciepło, które pojawiało się tylko w pobliżu Jimina. Pokochałaś go.
~~~~~~~
I jak ? :) nie zanudzam Was ?^^ Jeśli macie jakiekolwiek uwagi co do stylu pisania lub historii tu zawartej to chętnie ich wysłucham :)
Piszcie komentarze :)
niedziela, 19 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz4
Jimin popatrzył na Ciebie lekko zdziwiony ale nie chciał robić ci problemów a co więcej kłócić się z Tobą więc wstał z fotela i ruszył w stronę wyjścia. Serce bolało jednak to była jedyna opcja by nie zobaczył co czujesz. Czemu tak bardzo lubiłaś ukrywać uczucia?
- To ten... Do jutra. - powiedział smutnym głosem Jimin i wyciągnął rękę w stronę klamki.
Nic nie odpowiedziałaś. Ale zdziwiły cię słowa " Do jutra". Czy to znaczy, że jutro chce cię odwiedzić? Przecież to dzień wolny. Tuż po wyjściu chłopaka z twojego mieszkania wolnym krokiem poszłaś do salonu i opadłaś na sofę. Twój oddech był ciężki a oczy przeszklone.
- Dlaczego to takie trudne?
Teraz już sama nie wiedziałaś co do niego czułaś. Chciałaś żeby powiedział, że to zwykła pomyłka ale bardzo cię to zabolało. Czemu? Czy zakochałaś się w nim?
Resztę dnia spędziłaś na oglądaniu różnych bzdetów w telewizji leżąc z paczką chipsów o smaku papryki i Coca Colą Zero.
- Jimin, Jimin co ty robisz?! Czemu jej nie powiedziałeś co czujesz?! - krzyczał zaszyty w swoim pokoju.
- Stary co się dzieje? - do pokoju wszedł V, który usłyszał krzyki kolegi i zmartwił się nimi.
- Zawaliłem sprawę. To koniec... - jego oczy były przeszklone. Chyba jeszcze nigdy nikt z zespołu nie widział go w takim stanie.
- Co zrobiłeś?
- Tej nocy... tej nocy gdy ____ odwoziła mnie po tym naszym wyjściu do baru, poprosiłem ją żeby ze mną została. Ale zestresowała się gdy przyciągnąłem ją do siebie i uciekła. Na następny dzień pojechaliśmy do niej ale ona uznała, że to przez ilość alkoholu a ja zamiast zaprzeczyć i powiedzieć co czuję potwierdziłem to! Idiota! - chyba pierwszy raz się komuś zwierzył z taką szczerością.
- Podoba ci się _____ ?! - No tak... Taehyung był świetny w tego typu sprawach i umiał tak słuchać oraz doradzać... Chciałoby się!
- Wow... świetna rada jesteś tak pomocny! - Jimin trochę się zdenerwował.
- Przepraszam. Yy... No racja głupio zrobiłeś. Ale nie załamuj się! To nie koniec, to początek. - uśmiechnął się. - Jedź do niej. Rozmawialiście wczoraj więc dzisiaj możecie to powtórzyć. Pośpiesz się. Jakby reszta zespołu się o Ciebie pytała to coś wymyślę.
Jimin wstał pełen nadziei. Uśmiechnął się szeroko do TaeTae, podziękował i wybiegł z pokoju. Pobiegł do wyjścia, założył szybko buty i wyleciał z domu do auta niczym strzała. Po drodze zatrzymał się obok kwiaciarni i wyszedł by kupić dla Ciebie jakiś cudowny bukiet.
- Dla dziewczyny? - Spytała starsza pani, która obsługiwała go w kwiaciarni.
- Przyszłej. - uśmiechnął się lekko.
Zapłacił za przepiękny bukiet róż i zabrał go do auta, położył na siedzeniu obok i ruszył w dalszą drogę.
Był już pod twoim domem. Chwilę jeszcze się wahał co zrobić ale ostatecznie wyszedł z auta trzasnąwszy drzwiami. Po chwili był już pod wejściem do Twojego domu. Wziął głęboki oddech i zapukał.
~~~~~~~~
Ta część trochę dłuższa i mam nadzieję, że interesująca :)
Komentujcie żebym wiedziała czy moje pisanie nie idzie na marne ;)
- To ten... Do jutra. - powiedział smutnym głosem Jimin i wyciągnął rękę w stronę klamki.
Nic nie odpowiedziałaś. Ale zdziwiły cię słowa " Do jutra". Czy to znaczy, że jutro chce cię odwiedzić? Przecież to dzień wolny. Tuż po wyjściu chłopaka z twojego mieszkania wolnym krokiem poszłaś do salonu i opadłaś na sofę. Twój oddech był ciężki a oczy przeszklone.
- Dlaczego to takie trudne?
Teraz już sama nie wiedziałaś co do niego czułaś. Chciałaś żeby powiedział, że to zwykła pomyłka ale bardzo cię to zabolało. Czemu? Czy zakochałaś się w nim?
Resztę dnia spędziłaś na oglądaniu różnych bzdetów w telewizji leżąc z paczką chipsów o smaku papryki i Coca Colą Zero.
- Jimin, Jimin co ty robisz?! Czemu jej nie powiedziałeś co czujesz?! - krzyczał zaszyty w swoim pokoju.
- Stary co się dzieje? - do pokoju wszedł V, który usłyszał krzyki kolegi i zmartwił się nimi.
- Zawaliłem sprawę. To koniec... - jego oczy były przeszklone. Chyba jeszcze nigdy nikt z zespołu nie widział go w takim stanie.
- Co zrobiłeś?
- Tej nocy... tej nocy gdy ____ odwoziła mnie po tym naszym wyjściu do baru, poprosiłem ją żeby ze mną została. Ale zestresowała się gdy przyciągnąłem ją do siebie i uciekła. Na następny dzień pojechaliśmy do niej ale ona uznała, że to przez ilość alkoholu a ja zamiast zaprzeczyć i powiedzieć co czuję potwierdziłem to! Idiota! - chyba pierwszy raz się komuś zwierzył z taką szczerością.
- Podoba ci się _____ ?! - No tak... Taehyung był świetny w tego typu sprawach i umiał tak słuchać oraz doradzać... Chciałoby się!
- Wow... świetna rada jesteś tak pomocny! - Jimin trochę się zdenerwował.
- Przepraszam. Yy... No racja głupio zrobiłeś. Ale nie załamuj się! To nie koniec, to początek. - uśmiechnął się. - Jedź do niej. Rozmawialiście wczoraj więc dzisiaj możecie to powtórzyć. Pośpiesz się. Jakby reszta zespołu się o Ciebie pytała to coś wymyślę.
Jimin wstał pełen nadziei. Uśmiechnął się szeroko do TaeTae, podziękował i wybiegł z pokoju. Pobiegł do wyjścia, założył szybko buty i wyleciał z domu do auta niczym strzała. Po drodze zatrzymał się obok kwiaciarni i wyszedł by kupić dla Ciebie jakiś cudowny bukiet.
- Dla dziewczyny? - Spytała starsza pani, która obsługiwała go w kwiaciarni.
- Przyszłej. - uśmiechnął się lekko.
Zapłacił za przepiękny bukiet róż i zabrał go do auta, położył na siedzeniu obok i ruszył w dalszą drogę.
Był już pod twoim domem. Chwilę jeszcze się wahał co zrobić ale ostatecznie wyszedł z auta trzasnąwszy drzwiami. Po chwili był już pod wejściem do Twojego domu. Wziął głęboki oddech i zapukał.
~~~~~~~~
Ta część trochę dłuższa i mam nadzieję, że interesująca :)
Komentujcie żebym wiedziała czy moje pisanie nie idzie na marne ;)
sobota, 18 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz3
Obróciłaś się nerwowo w jego stronę. Obawiałaś się trochę tej rozmowy ale postanowiłaś udać, że nic się nie stało.
- Pewnie nie ma problemu! - Uśmiechnęłaś się. -To zapraszam do mnie pogadamy przy herbatce.
Nie nie nie! Jak ty mogłaś to zrobić? Sama nie wierzysz w to co powiedziałaś.
Wsiedliście do samochodu i ruszyliście. Całą drogę przesiedzieliście w milczeniu. Nikt nie odezwał się nawet jednym słowem. Dopiero gdy wysiedliście Jimin powiedział:
- Słuchaj... Jeśli będę Ci przeszkadzał to możemy porozmawiać tutaj.
- Nie no co ty! Chodź do środka bo zmarzniemy. - Kolejna gafa! Trzeba było pójść po cieplejszą kurtkę i załatwić to na tym zimnie. Cholera!
Weszliście do środka. Twój dom nie był jakiś przesadnie duży, a ponieważ mieszkałaś w nim sama to był wystarczających rozmiarów. Skierowałaś Jimina do salonu.
- Usiądź zrobię herbatę. - i przeszłaś do kuchni.
Jimin siedział cicho niczym myszka. O czym chciał porozmawiać? O tym co zaszło między nami po tej imprezie? Ale przecież nic takiego się nie stało. Jeden gest to nie wyznania miłosne _____ ogarnij się!
Weszłaś do salonu z dwiema herbatami i postawiłaś je na niewielkim stoliczku. Usiadłaś naprzeciwko chłopaka tak, by mieć z nim kontakt wzrokowy.
- Słuchaj.. ja... - i w tym momencie mu przerwałaś.
- Ja wiem. Byłeś podpity i nie wiedziałeś co robisz. Na prawdę nic się nie stało. - uśmiechnęłaś się lekko.
- Wow... Dzięki za zrozumienie. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie za to zła.
Co?! Na prawdę? Miałaś nadzieję, że to będzie prawda ale gdy to usłyszałaś zabolało cię to. Jednak nie mogłaś dać tego po sobie poznać więc wstałaś z fotela, podeszłaś do niego i lekko szturchnęłaś go po ramieniu.
- No co ty! Żyje się dalej co nie? - znowu się uśmiechnęłaś...
Ten fałszywy uśmiech nie schodził ci z twarzy. Z każdą minutą, którą spędził w moim domu coraz gorzej się czułaś... Myślałaś, ze zaraz się rozpłaczesz więc musiałaś coś szybko wymyślić.
- Jimin chyba czas na Ciebie. - Powiedziałaś spuszczając głowę w dół. Nie chciałaś tego.
~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że ta część się spodobała :) Już niedługo kolejna część a tymczasem zapraszam do komentowania! :)
- Pewnie nie ma problemu! - Uśmiechnęłaś się. -To zapraszam do mnie pogadamy przy herbatce.
Nie nie nie! Jak ty mogłaś to zrobić? Sama nie wierzysz w to co powiedziałaś.
Wsiedliście do samochodu i ruszyliście. Całą drogę przesiedzieliście w milczeniu. Nikt nie odezwał się nawet jednym słowem. Dopiero gdy wysiedliście Jimin powiedział:
- Słuchaj... Jeśli będę Ci przeszkadzał to możemy porozmawiać tutaj.
- Nie no co ty! Chodź do środka bo zmarzniemy. - Kolejna gafa! Trzeba było pójść po cieplejszą kurtkę i załatwić to na tym zimnie. Cholera!
Weszliście do środka. Twój dom nie był jakiś przesadnie duży, a ponieważ mieszkałaś w nim sama to był wystarczających rozmiarów. Skierowałaś Jimina do salonu.
- Usiądź zrobię herbatę. - i przeszłaś do kuchni.
Jimin siedział cicho niczym myszka. O czym chciał porozmawiać? O tym co zaszło między nami po tej imprezie? Ale przecież nic takiego się nie stało. Jeden gest to nie wyznania miłosne _____ ogarnij się!
Weszłaś do salonu z dwiema herbatami i postawiłaś je na niewielkim stoliczku. Usiadłaś naprzeciwko chłopaka tak, by mieć z nim kontakt wzrokowy.
- Słuchaj.. ja... - i w tym momencie mu przerwałaś.
- Ja wiem. Byłeś podpity i nie wiedziałeś co robisz. Na prawdę nic się nie stało. - uśmiechnęłaś się lekko.
- Wow... Dzięki za zrozumienie. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie za to zła.
Co?! Na prawdę? Miałaś nadzieję, że to będzie prawda ale gdy to usłyszałaś zabolało cię to. Jednak nie mogłaś dać tego po sobie poznać więc wstałaś z fotela, podeszłaś do niego i lekko szturchnęłaś go po ramieniu.
- No co ty! Żyje się dalej co nie? - znowu się uśmiechnęłaś...
Ten fałszywy uśmiech nie schodził ci z twarzy. Z każdą minutą, którą spędził w moim domu coraz gorzej się czułaś... Myślałaś, ze zaraz się rozpłaczesz więc musiałaś coś szybko wymyślić.
- Jimin chyba czas na Ciebie. - Powiedziałaś spuszczając głowę w dół. Nie chciałaś tego.
~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że ta część się spodobała :) Już niedługo kolejna część a tymczasem zapraszam do komentowania! :)
Zostań ze mną cz2
Nie wiedziałaś co zrobić. Jego prośba zdziwiła cię do granic.
- Na prawdę muszę już iść.- nie wiedziałaś co zrobić.
- Proszę...
Jego głos był tak słaby i taki proszący, że nie dało się odmówić. Sama się dziwiłaś ale ...
- Eh... no dobra.
Podeszłaś bliżej łóżka i usiadłaś na nim. Nie byłaś pewna czy masz się położyć czy zostać w pozycji, w której teraz jesteś. Jimin złapał cię za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Zrobił to lekko ale tyle wystarczyło byś znalazła się tuż nad nim. Patrzeliście sobie głęboko w oczy. Czując jego ciało przeszły cię ciarki. Jimin ujął twą twarz w dłonie i przybliżył do swojej. Już miał Cię pocałować gdy nagle krzyknęłaś:
- Przepraszam! - wydostałaś się z jego rąk i wybiegłaś szybko z pokoju.
- Co to miało być?! - jedno pytanie a zadawałaś je sobie przez całą drogę do domu. Nie mogłaś uwierzyć w to co się stało. Byłaś roztrzęsiona. Ta cała sytuacja... nie, to na pewno jakiś głupi żart z jego strony.
Dojechałaś do swojego domu. Weszłaś do środka, zdjęłaś przy wejściu buty i poszłaś od razu do sypialni. Szybko zasnęłaś.
- _____ Budź się!! - zbudziły cię krzyki jakiegoś człowieka. Otworzyłaś szeroko oczy i zobaczyłaś Rap Monstera nad swoim łóżkiem.
- No wreszcie się obudziłaś... Wczoraj Jimin nie był na czas a teraz ty?
- Co? Jaki czas o co ci chodzi? Przecież dzisiaj mamy już dzień wolny.
- Jimin ci nie przekazał ? Miał ci zadzwonić rano i powiedzieć, że na 9 musimy być w studiu. Na nim też nie można polegać. Zbieraj się. - Wyszedł z pokoju.
O co tu chodzi? Przecież nie miałaś pojęcia, że dzisiaj jeszcze jakieś poprawki, więc nie powinien się tak wkurzać... Wstałaś z łóżka, wzięłaś szybki prysznic i bez śniadania wyruszyliście razem w drogę. Już zapomniałaś o tym co się wczoraj stało ale gdy tylko zobaczyłaś Jimina w studiu wszystko wróciło. Starałaś się zachowywać normalnie jednak bardzo często twój wzrok uciekał w jego kierunku.
To był Jimin.
- Musimy porozmawiać.
~~~~~~~~~~
To dość krótkie wiem .. :( Następne będą dłuższe i pewnie ciekawsze hihi ^^
Komentujcie :)
- Na prawdę muszę już iść.- nie wiedziałaś co zrobić.
- Proszę...
Jego głos był tak słaby i taki proszący, że nie dało się odmówić. Sama się dziwiłaś ale ...
- Eh... no dobra.
Podeszłaś bliżej łóżka i usiadłaś na nim. Nie byłaś pewna czy masz się położyć czy zostać w pozycji, w której teraz jesteś. Jimin złapał cię za rękę i przyciągnął bliżej siebie. Zrobił to lekko ale tyle wystarczyło byś znalazła się tuż nad nim. Patrzeliście sobie głęboko w oczy. Czując jego ciało przeszły cię ciarki. Jimin ujął twą twarz w dłonie i przybliżył do swojej. Już miał Cię pocałować gdy nagle krzyknęłaś:
- Przepraszam! - wydostałaś się z jego rąk i wybiegłaś szybko z pokoju.
- Co to miało być?! - jedno pytanie a zadawałaś je sobie przez całą drogę do domu. Nie mogłaś uwierzyć w to co się stało. Byłaś roztrzęsiona. Ta cała sytuacja... nie, to na pewno jakiś głupi żart z jego strony.
Dojechałaś do swojego domu. Weszłaś do środka, zdjęłaś przy wejściu buty i poszłaś od razu do sypialni. Szybko zasnęłaś.
- _____ Budź się!! - zbudziły cię krzyki jakiegoś człowieka. Otworzyłaś szeroko oczy i zobaczyłaś Rap Monstera nad swoim łóżkiem.
- No wreszcie się obudziłaś... Wczoraj Jimin nie był na czas a teraz ty?
- Co? Jaki czas o co ci chodzi? Przecież dzisiaj mamy już dzień wolny.
- Jimin ci nie przekazał ? Miał ci zadzwonić rano i powiedzieć, że na 9 musimy być w studiu. Na nim też nie można polegać. Zbieraj się. - Wyszedł z pokoju.
O co tu chodzi? Przecież nie miałaś pojęcia, że dzisiaj jeszcze jakieś poprawki, więc nie powinien się tak wkurzać... Wstałaś z łóżka, wzięłaś szybki prysznic i bez śniadania wyruszyliście razem w drogę. Już zapomniałaś o tym co się wczoraj stało ale gdy tylko zobaczyłaś Jimina w studiu wszystko wróciło. Starałaś się zachowywać normalnie jednak bardzo często twój wzrok uciekał w jego kierunku.
To był Jimin.
- Musimy porozmawiać.
~~~~~~~~~~
To dość krótkie wiem .. :( Następne będą dłuższe i pewnie ciekawsze hihi ^^
Komentujcie :)
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Zostań ze mną cz.1
Oto pierwszy rozdział miłosnego opowiadania "Zostań ze mną". Proszę o komentarze na ten temat. Miłego czytania :) !
-Zbieraj się bo się spóźnimy! - krzyknęłaś do Jimina, który po całonocnej imprezie nie chciał zejść z łóżka.- Mamy dzisiaj końcówki nagrań nie możesz się nie wstawić!- Byłaś wkurzona. Nie dość, że bez wiedzy reszty zespołu wyszedł na imprezę to jeszcze chciał się wywinąć od obowiązków.
-Zostaw mnie... Jedź do studia sama i jakoś mnie wytłumacz. - Powiedział ledwo przytomnym głosem Jimin
- Co to, to nie! Masz wstać, ubrać się, wsiąść ze mną do auta i jechać do studia!
Jimin widząc, że nie odpuścisz wygramolił się z łóżka i leniwym krokiem podszedł do szafy z ubraniami.
- Do czego ty mnie zmuszasz... - Nie był zadowolony z tego, ze nie dałaś mu odpocząć bo takim party.
Nie zwróciłaś uwagi na jego słowa tylko czekałaś aż się uszykuje. Przewrócił już chyba całą szafę zanim znalazł odpowiednie na dziś ciuchy. Stanął w bezruchu wgapiony we mnie. Nie wiedziałam co zrobić... Mimo, że już jakiś czas ze sobą współpracowaliśmy to dalej w jego towarzystwie przechodziły mnie ciarki po całym ciele.
- Możesz wyjść? Chcę się przebrać. No chyba, że chcesz popatrzeć. - zaśmiał się a ty od razu wybiegłaś z pokoju. Jasne, że wolałabyś zostać i nasycić swoje oczy widokiem jego ciała ale przecież nie wypadało tego uczynić.
Jimin po chwili wyszedł z pokoju. Otworzyłaś szerzej oczy na widok jego dzisiejszego ubioru. Wyglądał rewelacyjnie! Chłopak spostrzegł twój wzrok na nim i spytał:
-Podoba się? - Uśmiechnął się i obrócił na pięcie byś mogła zobaczyć go z każdej strony.
- Wyglądasz... Super!
Wokalista przeszedł do kuchni a ty tuż za nim. Zjadł szybko śniadanie i szybko pojechaliście do studia.
- No wreszcie jesteście! Co wy robiliście tak długo? - spytał lekko poddenerwowany naszym spóźnieniem Rap Monster.
- Przepraszam, nie mogłam go z łóżka wyciągnąć. Zdecydowanie zbyt bardzo zabalował wczoraj.
Po tych słowach reszta zespołu złowrogo zmierzyła Jimina wzrokiem. Nie dziwiło cię to, bo przecież sama byłaś na niego za to zła. Zawsze na imprezy wybiera najmniej odpowiedni czas.
- Dobra sorry! Zaczynajmy już... - odparł Jimin. Chyba wiedział, że zrobił źle.
Cały dzień spędziliście w studiu. Była już 20 ale chłopaki uparli się, żeby skończyć dzisiaj. Zgodziłaś się ponieważ przyjazd tu jutro na godzinę tylko po to by nanieść kilka poprawek też nie był dla Ciebie super pomysłem. Ale w końcu... upragniony koniec. Wszyscy byliście szczęśliwi, że mimo stanu w jakim jest wokalista udało się Wam skończyć dzisiaj wszystko. Postanowiliście to uczcić. Suga zaproponował, żebyście się wybrali to nowego baru kilkaset metrów od studia. Wszyscy się zgodzili chociaż Ty wolałaś spędzić ten wieczór w domu wtulona w poduszkę. Byłaś naprawdę zmęczona... Ale takiemu zespołowi się nie odmawia.
Ustaliliście podjechać tam swoimi samochodami, bo przecież nikomu nie chciało się później po nie wracać . Koło baru parking był prawie pusty więc bez problemu znaleźliście miejsce do zaparkowania.
- Jimin, ty nie pijesz. - zaśmiał się RM. Zdecydowanie nie byłoby to dla niego dobre.
- Nie mam zamiaru.
Dwie godziny później wynosiłam nawalonego Jimina z knajpy. Nie będzie pił... dobry żart.
- Odwieziesz go do domu? My musimy jeszcze gdzieś jechać.- Zapytał Jungkook.
- Chyba nie mam innego wyjścia... - Byłaś na niego troszeczkę zła. Mieszkaliście w innych częściach miasta a mimo to, taka zmęczona musiałaś jeszcze go odwieźć. W sumie w domu i tak czeka na Ciebie tylko pustka więc większej różnicy ci ten wypad nie zrobił.
Dojechaliście wreszcie. Bez reszty zespołu był to tylko wielki pusty dom. Zaprowadziłaś go do pokoju i walnęłaś na łóżko. Nie miałaś ochoty mu w niczym więcej pomagać.
- Rozbierz się.
Ten idiota nawet nie umiał sam ściągnąć bluzki. Uh! Nie masz wyboru ... Podeszłaś do niego, zdjęłaś mu bluzkę starając się nie patrzeć na jego ciało. Następnie to samo zrobiłaś ze spodniami. Rzuciłaś je w kont pokoju. Już miałaś wychodzić gdy usłyszałaś jego głos...
- Proszę nie idź...
~~~~~~~~~~~~~
*Jimini*
Na początku...
Cześć! Mam na imię Daria i będę się podpisywać *Jimini*.
Mniej więcej co kilka dni na blogu będzie się pojawiać nowa kpopowa historia. Tematyka będzie zależeć w większej mierze od Was :)
Jeszcze dzisiaj pojawi się pierwsze opowiadanie. Tak więc zachęcam do czytania mojego bloga i również komentowania go :)!
Pozdrawiam
*Jimini*
Mniej więcej co kilka dni na blogu będzie się pojawiać nowa kpopowa historia. Tematyka będzie zależeć w większej mierze od Was :)
Jeszcze dzisiaj pojawi się pierwsze opowiadanie. Tak więc zachęcam do czytania mojego bloga i również komentowania go :)!
Pozdrawiam
*Jimini*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
